SOVABOO

My nad oceanem

Ch. 8: Rozdział 8

Rozdział 8

Rozdział 8/23 · Strona 2 z 233%

Mieszkaliśmy w mieście zaledwie dwa tygodnie i nie mogliśmy wiedzieć, kim są nasze gościnie. Ojciec zaprosił je do domu i zaproponował kawę. Kobieta zachowywała się powściągliwie i uprzejmie, a córka rzeczywiście przeprosiła. Nie uwierzyłam jej; dziewczynka dalej krzywiła nos na mnie i otaczające ją rzeczy, ale byłam pewna, że już nigdy jej nie zobaczę, więc nie zmartwiłam się szczególnie, kiedy gościnie odjechały. Potrafiłam zapomnieć o nich prawie na cały rok, aż pewnego dnia dowiedziałam się, że ojciec ma dziewczynę — tę samą jasnowłosą kobietę z targów.

Ich relacja z początku nie była prosta, sądzę, ani dla ojca, ani dla Patricii. W mieście wszyscy znali Pat jako dziedziczkę szanowanej rodziny i początkującą, ale już bardzo skuteczną polityczkę. Jej były mąż, Howard Harding, był czynnym członkiem niższej izby parlamentu stanowego z jednej z głównych partii. W wieku trzydziestu siedmiu lat Patricia miała znajomości i pieniądze, opinię żelaznej suki, gotowej iść po trupach do wyznaczonego celu, oraz wielu przeciwników, którzy co rusz oskarżali ją o coś z ekranów telewizorów i łam gazet.

A tu nagle tajne spotkania z moim ojcem — zwykłym chłopakiem z Illinois — które groziły przerodzeniem się w skandal. Rodowód Patricii Harding nie znał mezaliansów, a Howard Harding, nawet mając związki z innymi kobietami, nadal liczył, że odzyska żonę, z którą rozstał się przez własną pychę i nieakceptowanie jej kariery politycznej.

Teraz rozumiem, że był to trudny czas zarówno dla ojca, jak i dla Pat. Cokolwiek o niej mówiono, nie była kimś, kto bawi cudzymi uczuciami dla własnego ego. Myślę, że spotkanie z ojcem stało się dla niej takim samym objawieniem jak dla niego. Oboje długo nie wiedzieli, co z tym wszystkim zrobić. To próbowali się rozstać, to znów do siebie wracali.

Mimo wszystko muszę oddać sprawiedliwość swojej przyszłej macosze. Kiedy ojciec zrezygnował z awansu, by nie łączono go z Patricią Harding, i postanowił przeprowadzić się z Sandfield Rock do sąsiedniego okręgu, właśnie Pat przyszła do nas do domu i powiedziała, że ma dość wątpliwości i chce z nim być. Że powinni spróbować, bo w końcu są dorosłymi ludźmi i nikomu nic nie są winni.

Nie myśl, że stało się to szybko. Ich wątpliwości trwały prawie cztery lata, a rok temu pobrali się w sąsiednim stanie, lecz do dziś unikali rozgłosu. W tym czasie z Patricią ułożyły mi się poprawne relacje; nie powiem, że stały się bardzo ciepłe, ale zbliżyłyśmy się na tyle, by zaakceptować siebie nawzajem w życiu ojca.

Jaka szkoda, że Kate była podobna do matki tylko z wyglądu, a charakter i rozum odziedziczyła po swoim rodzicu — snobie Howardzie Hardingu. Nigdy nie udało nam się dogadać, nadal nie znosiłyśmy się wzajemnie, dlatego nasi rodzice przez jakiś czas po ślubie mieszkali w dwóch domach, aż trzy miesiące temu mieli tego dość. Postanowili zamieszkać razem i po prostu oznajmili nam, że ostatni rok przed pójściem przeze mnie i Kate do college’u spędzimy wszyscy pod jednym dachem, jak jedna rodzina. Bo czy nam się to podoba, czy nie, tak teraz jest.

Mnie się to nie podobało. Kate też nie. Ale nikt już nas nie pytał, więc z ojcem przeprowadziliśmy się do drogiego domu Patricii przy ulicy Trzech Klonów. I właśnie do niego miałam teraz wrócić po dniu szkolnym.

Wsiadłam na rower, poprawiłam włosy, odrzucając je na plecy, i ruszyłam. Omijając samochody nauczycieli, wyjechałam na skraj parkingu i nagle zobaczyłam tuż przed sobą Matthew Palmera.

Stał obok czarnego motocykla z plecakiem na ramieniu i rozciągał w rękach pasek od kasku. Zauważywszy ruch, odwrócił głowę i spojrzał na mnie spod długiej grzywki.

Och, nie. Znowu Palmer! Z zaskoczenia kierownica skręciła w bok, a ja westchnęłam, puszczając jedną z pedał. Miałam na sobie białe trampki i granatową spódnicę w szarą kratę do kolan, ale wiatr porwał jej brzeg i nagle wysoko odsłonił mi udo.

O Boże! To po prostu niemożliwe! Kiedy wydaje mi się, że gorzej już być nie może, znowu mi się to przytrafia!

Ze wstydu chciałam zamknąć oczy i wciągnąć głowę w ramiona. Kiedy skończy się moje dzisiejsze upokorzenie?

Prostując kierownicę i spuszczając głowę jak najniżej, przemknęłam obok chłopaka ku bramie szkoły i mogłam odetchnąć dopiero, gdy parking został daleko za mną.

Rozdział 8 / 23 · Strona 2 z 2