Rozdział 9
Ulica Trzech Klonów to prestiżowa część miasta na zielonym wzgórzu, gdzie stoją drogie domy z wielkimi posesjami, błękitne baseny z przejrzystą wodą i mieszkają szanowani ludzie. Ulica, na której nikt się z nikim nie spotyka ani nikogo nie widzi, bo wszyscy są zajęci sobą.
Nie przywykłam jeszcze całkiem do tego miejsca ani do samego domu, ale przez minione lato zdążyłam oswoić się z myślą, że spędzę tu ostatni rok szkolny przed wyjazdem do college’u, i nie unikam już tak bardzo otaczającego mnie przepychu.
Podjeżdżam pod dwupiętrowy szary dom z dużymi białymi oknami, skręcam na wąską boczną ścieżkę i zostawiam rower na tylnym podwórzu. Samochód rodziców stoi na podjeździe przed garażem, co znaczy, że są w domu.
Zdejmuję torbę z ramienia, wchodzę po schodkach i popycham drzwi wejściowe. Przechodzę przez szeroki hol ku schodom, żeby wejść do swojego pokoju, lecz zauważam ojca w kuchni, więc skręcam ku niemu i zwalniam na progu, zmęczona opierając ramię o drewniany portal.
— Och, Ashley! — ojciec już mnie zauważył i ogląda się. Stoi przy kuchence i coś miesza w rondlu. Uśmiecha się znajomo i pyta: — Już wróciłaś?
— Cześć, tato. Tak, jestem.
— Świetnie, przygotowałem dla moich dziewczyn taką paellę ze smażonym kurczakiem — palce lizać! Idź umyć ręce, zjemy obiad, Kate zaraz też wróci.
Wysoki i silny Brian Wilson przyniósł do domu Patricii pewność i spokój. Zawsze czułam się przy nim bezpieczna, jakby był murem, za którym kryję się przed burzowymi wiatrami. Kiedy byłam młodsza, tak łatwo było podejść i po prostu go objąć. Wskoczyć mu na plecy albo zawisnąć na szyi i rozmawiać, rozmawiać o wszystkim… Wtedy nie wiedziałam jeszcze nic o życiu prywatnym dorosłych ani o tym, że miłość bywa nie tylko do dziecka, lecz także do kobiety. I że rozczarowanie oraz zazdrość mają ostre pazurki, które, jeśli im się poddasz, potrafią poszarpać duszę.
Ojciec nie jest w kuchni sam, lecz z żoną. Gdy on gotuje, Patricia w domowym stroju — eleganckiej białej bluzce i satynowych spodniach — siedzi przy stole z laptopem i coś na nim pisze. Widząc mnie, odrywa się od pracy i wita:
— Cześć, Ashley. Jak minął dzień?
Jak? Nie chcę wspominać, ale nie chcę też kłamać. W domu wolę do końca pozostać sobą. Gdyby mi to uniemożliwiano, nie byłoby mnie tutaj.
— Mam odpowiedzieć szczerze?
— Oczywiście.
— Do dupy. — Odrzucam włosy z czoła i krzywo uśmiecham się do macochy. — Chciałabym powiedzieć, że mogło być gorzej, ale nie mogło.
Wzruszam ramieniem i odchodzę od portalu. Przy zlewie myję ręce i opłukuję twarz. W kuchni przyjemnie pachnie świeżym jedzeniem, więc z przyjemnością wciągam gorący aromat:
— Mmm, pięknie pachnie, tato! Czuję, że kurczak wyszedł ci świetnie. Jestem tak głodna, że masakra! Chyba nie będę czekać na Kate. Zjecie z nią beze mnie, dobrze?
Podchodzę do szafki, wyjmuję szklankę i nalewam sobie sok pomarańczowy. Nakładam paellę na talerz. Zwykłym ruchem wiążę włosy w węzeł na karku, biorę kromki chleba i siadam do stołu. Wystarczy mi dziś jadu przyrodniej siostry, żeby jeszcze psuć sobie obiad. Nie, już niedługo chcę pobyć sama.
Rodzice zachowują się dziwnie — jednocześnie raźnie i ostrożnie, jakby coś wiedzieli, lecz nie byli pewni, czy ja też to wiem. Tata znów pyta o szkołę i przyjaciół. Próbuje żartować, że jeden zły dzień jest tylko cyfrą w kalendarzu, którą trzeba skreślić i zapomnieć. Najważniejsze, żeby jego dziewczyna nie narobiła błędów i dalej z nadzieją patrzyła w przyszłość. Przyszłość, w której, jeśli zechcę obejrzeć się na dzisiejszy dzień, wszystko wyda mi się śmieszne i głupie.
Przecież jestem jego mądrą dziewczynką i to rozumiem, prawda?
Pat okazuje się bardziej bezpośrednia, choć przychodzi jej to z trudem.
Po kilku minutach ciszy macocha zamyka laptop i odsuwa go na bok.
— Ashley, proszę, nie myśl, że usprawiedliwiam Catherine — zaczyna poważnie, skupiając na mnie uwagę. — Doskonale zdaję sobie sprawę, że moja córka zachowała się wobec ciebie brzydko. Próbowałam z nią rozmawiać, kiedy dowiedziałam się o jej spotkaniach z Seanem, ale niestety nie jestem w stanie wszystkiemu zapobiec. Ma trudny charakter, Howard na wiele jej pozwalał, kiedy mieszkała z nim, a pod pewnymi względami bardzo się różnicie.
Patricia stanowczo wypuszcza powietrze, splata przed sobą dłonie i dobiera słowa:
— Jeśli chcesz, możemy jeszcze dziś wszystko razem omówić. Nie powinnaś być sama i myśleć, że Brian i ja cię nie wspieramy. To nieprawda!
Nie myślę. Po prostu chcę o wszystkim zapomnieć i iść dalej do wyznaczonego celu. Kiedy stoisz, problemy nie odchodzą, zostają na miejscu jak nie do uniesienia ciężar. Jeśli trzeba biec, żeby się ich pozbyć, jestem gotowa opaść z sił.
Biorę łyk soku i odstawiam szklankę. Patrzę na macochę:
— Nie, nie chcę. Wszystko w porządku, Pat. Tak wyszło, że dowiedziałam się o wszystkim ostatnia. Ale po pierwsze, między mną a Rentonem wszystko się skończyło, a po drugie, jeśli nie Kate, będzie inna. Nie potrzebuję chłopaka, dla którego ani ja, ani moje zaufanie nic nie znaczą. Na pewno to przeżyję, nie martw się. Po prostu… och — wzdycham zmęczona, odwracając wzrok i wracając do jedzenia. — Ten dzień najpierw musi się skończyć, żebym mogła o nim zapomnieć!
— I to jest właściwe, córeczko! — tata staje obok, pochyla się i całuje mnie w czubek głowy. — Ten chłopak nie jest tego wart! Jestem pewien, że Kate wkrótce sama zrozumie, że nie dokonała najlepszego wyboru.
Kate zrozumie? Ha! Gdzie tu głośno prychnąć? Poznałam ją wystarczająco dobrze, żeby się przekonać: w laleczkowej główce Catherine Harding nigdy nie rodzą się myśli o nazwie „samorefleksja”. A tym bardziej nie zna ona poczucia żalu!
Kiedy wchodzi do kuchni, ciągnąc za sobą głupi różowy plecak prosiaka, wygląda na bardzo zadowoloną i szczęśliwą.
— Cześć, rodzinko! — zwraca się do rodziców, machając kucykiem. Obchodzi stół i rzuca plecak na krzesło obok mnie.
Od jakiegoś czasu lubi naruszać moją osobistą przestrzeń.
— Nawet nie próbuj! — kieruję w jej stronę widelec, nie patrząc na nią. — Tu jest zajęte! Albo będę jadła gdzie indziej.
— Mam to gdzieś! — zostawia plecak na krześle, ale sama obchodzi stół i siada naprzeciwko, obok matki. Chwytając ze stołu kawałek świeżego mango i wkładając go do ust, pyta: — Co, już ci donieśli? I jak ci się podoba nowina, siostrzyczko? Tak, spotykamy się z Seanem i to na poważnie! Fajnie, co?
— Nijak. Jesteście siebie warci.
— Och, to prawda! — Kate się uśmiecha. — Jest taki słodki i taki pozytywny, nie mogę! Cały dzień chodził za mną jak ogon i pisał wiadomości, jakby nie miał innych zajęć! Mówił o nowej randce. Chcesz wiedzieć, gdzie idziemy w sobotę?
— Nie. To mnie nie interesuje.
— Ale nie jestem winna temu, że podobam mu się bardziej niż ty, Ash! Inaczej byłby ze mną? No właśnie? Tyle że jak to tak? Przecież to ty jesteś najlepsza ze wszystkich — dziewczynka-pozbijane-kolana!
— Catherine, wystarczy! — Pat ucisza córkę, uderzając otwartą dłonią w stół. — Prosiłam cię! Czy możecie przynajmniej w domu zachować równowagę i wzajemny szacunek?
— A ja zachowuję — córka sprzeciwia się matce i uparcie zaciska usta po uwadze. — Gdybyś wiedziała, co myślę o twoim szacunku.
— Brian tu jest, dziewczyno.
— No i co? O nim też. Mogę powiedzieć na głos, nie będzie mi trudno!