SOVABOO

My nad oceanem

Ch. 9: Rozdział 9

Rozdział 9

Rozdział 9/23 · Strona 2 z 336%

Wymieniam spojrzenie z ojcem, a on wzrokiem prosi mnie, żebym się nie wtrącała. Odwraca się, udając zajęcie przy jedzeniu.

No tak, czeka nas wszystkich trudny rok, skoro nawet oficer Wilson, postrach okręgu, nie potrafi odpowiedzieć jednej kapryśnej dziewczynie. Sama nie wiem, na co liczy macocha.

— Nie, bądź tak dobra i zachowaj swoje myśli dla siebie! — Patricia surowo zwraca się do córki. — Odpowiedziałam ci już raz na zawsze, Catherine, Brian jest moim mężem! Cokolwiek powiesz na głos, nie zmieni tego, co ja o nim myślę!

Z Kate dobrze to wiemy i tym razem nie próbuje się spierać. Z Pat nie ma żartów — ta kobieta umie bronić swoich pozycji. Po ich kłótniach Kate nieraz wyjeżdżała do ojca, ale zawsze wracała. Częściowo ją rozumiałam — jej też przyszło dzielić miłość matki z obcym człowiekiem — ale jeśli ja w końcu przyjęłam prawo ojca do szczęścia, ona egoistycznie o tę miłość walczyła.

Ale teraz przyrodnia siostra ma inny cel — zranić mnie, dlatego nie ciągnie kłótni. Wzrusza ramionami, przyjmuje talerz paelli, który stawia przed nią mój ojciec, i mimochodem oznajmia:

— W tę sobotę Sean urządza u siebie wielką imprezę. Będą chłopaki ze szkoły i z „Złotych Orłów”. Zostanę trochę dłużej. Może do dwunastej… chcemy rozpalić ognisko na plaży, będzie ciekawie.

Patrzy na mnie, ale nie reaguję. Dalej żuję. To znacznie lepsze niż palić się spojrzeniami. Wszystko to już było w naszej wspólnej przeszłości i dawno się znudziło.

— Nieudacznicy, rzecz jasna, nie zaprosili! Ale jestem pewna, że nasza mądra Ash z pewnością znajdzie sobie zajęcie!

— Nawet nie wątp — burczę, a Kate snuje domysły:

— Zawsze możesz popłakać, obłożywszy się poduszkami. Och, albo układać puzzle! Właśnie tak to sobie wyobrażam: cichy wieczór, sypialnia i one — puzzle, tysiąc świadków twojej samotności! Boże, jakie to romantyczne! I ani jednego ładnego chłopaka w pobliżu — można umrzeć!

Co za żmija.

— Catherine, wydaje mi się, że to za dużo! Wszystko ma swoje granice! — tata w końcu nie wytrzymuje i zmartwiony opuszcza ręce, ale ja już sama wstaję od stołu i odchodzę, dziękując mu za obiad.

— Nie trzeba, tato. Pa! Granice tu nie pomogą, lepiej będę odliczać dni, aż na zawsze stąd wyjadę!

 

Wieczór jest długi, a ja i Kate znów przypadkiem spotykamy się w kuchni. Tym razem jednak jesteśmy tu same.

Rodzice wyjechali, ale nie muszą się o nas martwić — jakkolwiek się kłócimy, nigdy nie posuwamy się do rękoczynów.

Stoję przy ekspresie i robię sobie cappuccino, gdy córka Pat głośniej, niż trzeba, trzaska drzwiczkami szafki, zwracając na siebie moją uwagę.

— Hej, Wilson! Co to było dziś na sali gimnastycznej? Powiedz grubasce Couch, żeby mnie lepiej nie wkurzała i następnym razem dobierała słowa, kiedy rozmawia z moimi dziewczynami!

— Obejdzie się. Pilnuj swoich koleżanek!

— Simba — no proszę! Brian nigdy nie nazywał cię tak przy nas. Śmieszne! Jak na to wpadł? Słuchaj, to pewnie dlatego, że jesteś nie tylko ruda i ciekawska, ale też głupia, co? Kto lepiej niż ojciec zna swoje dziecko?

Robię cappuccino i wsypuję do filiżanki saszetkę cukru, ale mimo wszystko odwracam głowę, żeby spojrzeć na dziewczynę. Stoi trzy kroki dalej, oparta biodrem o stół, i w promieniach zachodzącego słońca ogląda swój idealny manicure.

Nie wiem, czego ode mnie chce. A poza tym jest mi przykro. Mój zapas cierpliwości na dziś się skończył i niespodziewanie dla samej siebie zapominam o kawie.

— Wiesz co, Księżniczko-Smarkaty-Lok! — odwracam się do niej. — Tak, to moje przezwisko! Jest prywatne i mój ojciec nie ma obowiązku nikomu o nim mówić! A ty nawet takiego nie masz! Nie masz nic, poza: „Catherine, jestem zajęty! Nie pora ci do mamusi? Tak jęczysz, kochanie, że głowa od ciebie pęka!” — naśladuję Howarda Hardinga.

Kate blednie, opuszcza ręce i zaciska dłonie w pięści. Właśnie powiedziałam prawdę i ona o tym wie. Jej ojciec nie ma dla niej czasu, wszystkie wolne chwile poświęca karierze i kobietom, które z każdym rokiem stają się młodsze, im grubszy i bardziej obwisły robi się sam sześćdziesięcioletni bogacz Harding. Teraz ma narzeczoną, dwudziestodwuletnią instruktorkę fitness i początkującą aktorkę, i Howard znacznie chętniej poświęcał osobisty czas jej niż jedynej córce.

Tylko dlatego, że mnie bolało, nie milczę i odgryzam się.

— Zamknij się, Wilson!

— Ty też, Harding!

— Lepiej przyznaj, że wygrałam!

— W jakiej dyscyplinie? A może w konkursie podłości? Masz tyle talentu, że boję się zgubić w twoich osiągnięciach!

— Renton jest teraz moim chłopakiem!

— I zauważ, zasłużenie! Zgniłe jabłko jest warte innego zgniłego jabłka! Nigdy nie pociągały mnie odpadki, udław się!

— To czemu się zmartwiłaś, Ash?

— Nie zmartwiłam się. Tak ci się wydaje!

— Naprawdę?! Wiesz, nie było trudno spodobać się Seanowi. Od razu się nabrał. Powtarzał, że nigdy nie miał tak popularnej dziewczyny. Chcesz, żebym opowiadała ci o wszystkim, siostrzyczko? O tym, co się między nami dzieje? On oczywiście nie za dobrze całuje, ale taaak bardzo stara się mi przypodobać…

— Żal mi ciebie, Kate.

— A to dlaczego?

— Bo on ci się nawet nie podoba — nagle rozumiem.

— Nieprawda, podoba!

— Czym? Nawet nie zauważasz, że teraz z niego drwisz.

— Choćby tym, że uważa mnie za lepszą od ciebie! Obrzydliwa zarozumialko!

Jeszcze przez chwilę patrzę w błękitne, złe oczy córki Patricii, po czym się odwracam, zabieram kawę i wychodzę, zostawiając po sobie ostatnie słowo:

— W takim razie cieszę się twoim szczęściem, Bezdenna Laleczko!

 

Wchodzę na drugie piętro, idę do swojego pokoju i zamykam drzwi. Stojąc na progu, przez chwilę go oglądam — jasną, przestronną dziewczęcą sypialnię w klasycznym stylu z drogiego katalogu reklamowego, z własną łazienką, jasnym oknem i garderobą.

Kiedy się tu przeprowadziliśmy, Pat powiedziała, że mogę uważać jej dom za swój. Życzyła sobie, żebym czuła się w nim swobodnie, a w sypialni przytulnie. Ale szczerze, naprawdę przytulnym nadal wydawał mi się mój mały pokój w domu, w którym mieszkałam z ojcem. Zostały tam stare pistacjowe tapety i zielone zasłony; drewniane okno skrzypiące zawsze, gdy je podnosiło się lub opuszczało; dębowe łóżko z półwieczną historią i ulubione plakaty na ścianach. Jako nastolatka uwielbiałam seriale Netflixa i wszystko, co kręciło się wokół romantycznego gotyku.

Tak, nadal przyzwyczajałam się do nowego życia w nowym pokoju, ale miał on w tym domu jedną przewagę. Właściwie dwie. Po pierwsze, drzwi do sypialni zamykały się na klucz, a po drugie, nikt nie podważał mojego prawa do prywatnej przestrzeni, nawet Kate. Zawsze mogłam tu przyjść, żeby pobyć sama. A dzięki mojej pasji do fotografii mogłam uciec jeszcze dalej — nie tylko od przyrodniej siostry i jej nowego chłopaka, lecz również od własnych myśli.

Na biurku stoją dwa monitory — jeden od mocnego komputera, drugi to ekran rozłożonego laptopa. Program już obrobił wszystkie zdjęcia zrobione dziś w szkole, które do niego wgrałam, więc siadam, żeby ocenić wynik.

Rozdział 9 / 23 · Strona 2 z 3