Rozdział 9
Niestety nie wszystko mi się podoba. W większości przypadków cyfrowy konwerter obrazu poradził sobie świetnie, ale przy reportażu warunki oświetlenia stale się zmieniają, trudno trafić w potrzebne parametry, więc spędzam prawie dwie godziny, ręcznie poprawiając wybrane fotografie. Ustawiam rodzaj światła i koryguję balans bieli, śledząc temperaturę barwową. Pracuję, aż uzyskuję prawdziwe kolory i zadowalający efekt.
Kiedy dochodzę do drużyny Czerwonych Lisic, zdjęcia wywołują spontaniczny uśmiech i chichot. Amber jednak jest mistrzynią manipulowania cudzym nastrojem i osiągnęła swoje. Na wszystkich zdjęciach cheerleaderek niezadowolona wygląda tylko centralna trójka dziewczyn — Kate, Tamara i Cynthia. Pozostałym Lisicom jest całkiem wesoło — popatrz tylko na te szerokie uśmiechy. A jeśli chodzi o mnie, lepiej tak niż odwrotnie.
Sortuję zdjęcia, wybieram najlepsze, podpisuję je i wysyłam na e-mail Zachary’ego.
Chłopak odpisuje: „Dobra robota, Ash! Ha-ha, wiedziałem, że Amber się wyróżni! Co jest z trenerem Hurleyem i Lisicami? Czekam na tekst wywiadu od Couch. Ciekawe, na jakie miejsca posypałyście im solą!”.
Baker przesyła emotikonę z kciukiem w górę, a ja się wyłączam.
Teraz wreszcie mogę zająć się własnymi sprawami!
Zamykam duży folder zatytułowany „Ellison News” i otwieram inny: „Konkurs Fotografii Przyrodniczej”. Dwa tygodnie temu przeczytałam o nim w znanym magazynie dla fotografów, znalazłam stronę i zgłosiłam się — zdecydowałam w ciągu pierwszych dwóch minut, zanim zdążyłam się rozmyślić. System, na podstawie danych, które podałam o sobie, zarejestrował mnie w kategorii „Początkujący fotograf”, a tydzień temu z łatwością przeszłam pierwszą rundę, trafiając w grono uczestników konkursu.
W pierwszej rundzie trzeba było przesłać makrofotografię czegokolwiek z przyrody, więc sfotografowałam pszczołę na długim źdźble trawy, odbitą w dużej kropli rosy. Warunkiem drugiej rundy było sfotografowanie dzikiego obiektu w ruchu — niełatwe zadanie, zwłaszcza że nie mogłam pochwalić się doświadczeniem w takich zdjęciach. Ale fotografowałam przecież w ruchu grę „Złotych Orłów”, pełne trybuny i biegaczy podczas biegów przełajowych — czy to nie żywe obiekty? — więc nie zamierzałam cofać się przed trudnościami.
Potrzebowałam teraz tylko w skupieniu wszystko przemyśleć i ułożyć plan działania. I właśnie od planu zaczęłam, kładąc przed sobą notatnik i długopis…
Historia trwa dalej...
Zaloguj się lub utwórz profil, aby czytać dalej.