Rozdział 23
Rozdział 23
POV Stas
- Tak się cieszę, że cię widzę!
Czyny wyprzedzają myśli, a teraz przytulam tę, którą myślałem, że straciłem na zawsze. Nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje. Nie mogę uwierzyć w to, co powiedziała Yanka, nawet jeśli było to zaskakujące, z powodu skoku w mojej głowie: "Stasiu, na dole jest dziewczyna. W kuchni. Jest sama. Zachowuje się, jakby wróciła do domu ... "
I to było wszystko. Nie pamiętam, jak tam trafiłem.
Ona. Elf. W tym domu. Znowu. Jedno spojrzenie na szczupłe dziewczęce plecy i serce bije z radości, a ręce proszą, by żyć własnym życiem.
- Jesteś pijany?
Trzy słowa, które pobudzają zmysły lepiej niż mocny policzek.
Nie jestem pijany, ale też nie trzeźwy. Koktajl alkoholowy, który wypiłem w ciągu ostatniej godziny, wciąż jest w moim krwiobiegu. Jak zawsze, moje cholerne życie jest pełne nieoczekiwanych niespodzianek i właściwych momentów.
- Nastia...
Ale ona już się odsuwa, spokojnie zabierając moje ręce. Mówi, unosząc twarz, pozwalając, by na jej usta wkradł się skąpy uśmiech. Całkiem przyjazny, taki, jakim mogłaby obdarzyć przypadkowego znajomego, który kiedyś przemknął przez jej życie.
- Wszystko w porządku, Stas, po prostu nieoczekiwanie to słyszę, pamiętając nasze pierwsze spotkanie. Jestem też bardzo szczęśliwa, że cię widzę, bez względu na wszystko. Przepraszam - dotknęła dłonią skroni i zatrzymała się kilka kroków dalej - nie wiedziałam, że jesteś w domu i nie jesteś sam, w przeciwnym razie ostrzegłabym cię, dzwoniąc do drzwi. To było niezręczne.
- Co?
- Proszę, przeproś dziewczynę ode mnie. Myślę, że ją zawstydziłem.
Co do diabła...
Przypominam sobie blondynkę, która zsuwała się ze mnie pięć minut temu, a świat natychmiast się rozmywa.
Yanka. Wskoczyła do samochodu, prosząc o podwiezienie. Spojrzała mi obiecująco w oczy, musnęła wargami moją szyję i zaśmiała się figlarnie: "Frolov, czeka mnie boleśnie nudny wieczór. Uratujesz mnie? To twój ostatni rok na uniwersytecie, nie pozwól dziewczynie "umrzeć z nudów", zrzucając winę na gówniany dzień". I znowu wzięłam to, co mi zaoferowano. Zawsze brałam, kiedy chciałam. Zdarzało się to między nami już wcześniej. Wpadanie do domu na godzinę i bieganie i zabawa - czemu nie? Świat dorosłych, do cholery, i chwila objawienia.
Teraz, obok Elfa, nagle poczułem się brudny. Cuchnący seksem i zapachem przypadkowej kobiety, który wżarł się w moją skórę. Co ja sobie myślałem, przytulając moją Elf? Po prostu oszalałem, gdy ją zobaczyłem...
Zawsze była lepsza i czystsza ode mnie, zawsze. Czułam to nawet jako nastolatka. Bystra dziewczyna o jasnoniebieskich oczach, które potrafiły zajrzeć w duszę. A teraz patrzy na mnie, jakby wiedziała wszystko o moich myślach. Znowu się uśmiecha, opuszczając rzęsy, a ja tęsknię za jej oczami.
Nastya Matveeva. Moja przyrodnia siostra. Pięć lat temu ta dziewczyna wyrwała mi serce kosztem mojej własnej nienawiści, a oto jest znowu, tylko po to, by sprawić, że będzie biło jak szalone swoim pojawieniem się...
Kiedy po raz pierwszy spotykasz kogoś, kto już stracił do ciebie zaufanie, chcesz powiedzieć znacznie więcej niż powinieneś.
- Ten dom też jest twój. Szkoda, że nie wiedziałem. Nic o tobie nie wiedziałam. Nastia.
Tym razem nie udaje mi się do niej podejść, jej spięte plecy mówią mi bez słów, że nie chce być dotykana. Odpowiada w przyjazny, ale pospieszny sposób, dając do zrozumienia, że nawet po tylu latach wcale nie jest skłonna do rozmowy.
I nie jest to zaskakujące, jeśli pamiętasz, jak się rozstaliśmy i jakim draniem okazałem się w naszym poprzednim życiu.
- Czekają na ciebie, Stas, a ja jestem zmęczony. Cały ranek byłem na nogach - pociąg, lot, droga. Jeśli nie masz nic przeciwko, chciałbym napić się kawy. Nie martw się - podchodzi bliżej, by odebrać kubek z gorącym napojem, ale potem wraca do stolika - nie jestem już taką bezradną dziewczyną. Dzięki Galinie Juriewnie, która pomogła mi przenieść się na waszą uczelnię i wzięła mnie pod swój dach. Teraz muszę tylko znaleźć pracę i wynająć mieszkanie. Nie chcę komplikować ci życia, rozumiem.
On nie rozumie. Ale... to nie ma znaczenia. Po tylu latach beznadziejnego czekania jest tutaj i to się liczy.
Robię sobie też mocną kawę i idę za nią do stolika. Jeśli jest zaskoczona, nie okazuje tego.
- "Częstuj się", nagle wskazuje na kilka ciastek starannie ułożonych na talerzu, "Jeśli się nie spieszysz, spróbuj kilku. Te profiteroles są przepyszne. Myślisz, że twojej mamie będą smakować?
Siedzimy na wyciągnięcie ręki i patrzymy sobie w oczy. Nie spuszczamy z siebie wzroku, przyglądając się sobie uważnie. Nie widziałem mojej Elfki od pięciu lat, a stała się pięknością. Czym do cholery są profilerzy.
"...Kocham ją! Słyszysz mnie? Kocham ją!" - moje bardzo odważne i zaciekle uparte słowa rzucone matce w twarz. Z buntem i nienawiścią do całego świata, który odebrał mi Elf. Nieważne, że płaczę, a ojczym patrzy na mnie jak wilk. Nie mogę i nie chcę walczyć z bólem, który rozdziera moją klatkę piersiową.
Uderzenie w twarz. I kolejny. I jeszcze jeden. Tak mocno, że nie mogłam ustać na nogach. Moja matka zawsze miała twardą rękę i żelazny charakter. Wiedziała, jak mnie ukarać, a ja wiedziałem, że na to zasłużyłem.
- Ty głupcze! Obwiniaj się, Stas! Zrobiłeś wszystko, żeby złamać tę dziewczynę. Nigdy nie pytaj mnie o Nastię! Nigdy! Nie masz prawa o niej wiedzieć! I nie będę, już się postarałem. Przynajmniej nie teraz, to pewne! Lepiej módl się do Boga, żeby to dziecko wróciło do normy i wybaczyło nam wszystkim. Gdzie byłeś ze swoją miłością, kiedy została ukrzyżowana? Ile kosztowało cię zaakceptowanie jej? Może czegoś cię pozbawiłem?! Zejdź mi z oczu, nie chcę cię widzieć!".
Tak, nie miałem i nie mam prawa wiedzieć, ale bardzo się cieszę, że wróciła.
- "Nie sądzę, ale jestem pewien, że dyrektorce spodobają się te profile" - odpowiadam szczerze.
Spina ramiona i marszczy lekko brwi. Zanim się odezwie, spogląda na mnie z ostrożnym wyczekiwaniem.
- Stas ...
- Tak?
- Może nawet lepiej, że jesteśmy sami. Zanim wrócą moi rodzice, chcę, żebyś mnie wysłuchał. Chodzi o Galinę Juriewnę...
Albo nalałem kawy do zbyt małego kubka, albo nagle zachciało mi się pić z powodu bliskości Elfa, ale przy trzecim łyku napój się skończył. Odsuwam puste naczynie, pozostawiając palce obok dłoni dziewczyny. Spoglądam na usta, które delikatnie zamykają się pod moim spojrzeniem, mówiąc mi o tym, jak ich właścicielka dorosła.
- Masz niesamowitą matkę i bardzo ją kocham. Bardzo. Nikt nie jest mi teraz bliższy niż ona. Dlatego chcę, żebyś wiedział, że nazywam Galinę Juriewnę mamą. To dla mnie ważne. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.
Spogląda na mnie uważnie spod długich rzęs, jakby czekała, aż ją ocenię.
- Nie jestem zaskoczony, jestem pewien, że czujesz to samo. Kiedyś moja matka prawie obdarła mnie ze skóry za to, że cię obraziłam. Chwila, nagle zdaję sobie sprawę z tego, co powinienem był sobie uświadomić od samego początku: "Więc Nina Iwanowna...
- Tak. Od sześciu miesięcy. Ojciec ci nie powiedział?
- Nie. Nie jesteśmy z nim blisko. W ogóle. Od czasu wypadku. Elf, posłuchaj.
- Tak?" podnosi głowę, która właśnie opadła, ale natychmiast się zbiera i pyta poważnie, zdejmując dłoń ze stołu i kładąc ją na kolanach: "Stas, przestań. Co ze mnie za elf? To brzmi niedorzecznie.
Ale nie sądzę i powtarzam jej to jeszcze raz. Przyznaję to, patrząc jej w oczy:
- Nic o tobie nie wiem. Zmieniłeś się.
Niebieskie spojrzenie spogląda z najwyższą szczerością.
- Ty też, Stas.
- Powiedz mi, czy kiedykolwiek pytałeś o mnie swoją matkę?
- I czasami. Ale nic osobistego.
I nagle niespodziewane:
- A ty?
- Nie, nigdy.
- Tak myślałem - czy to była prawda, czy tylko słyszałem jej smutne westchnienie?
Wstaje od stołu, podnosi kubki i płucze je w zlewie. Porusza się tak, jakby robiła to zaledwie wczoraj. Ogląda się przez ramię, a ja wpatruję się w nią, wciąż próbując uwierzyć, że nie jest mirażem.
- Stas, oni wciąż na ciebie czekają, a ja jestem zmęczony. Idź do dziewczyny. Jeśli powiesz mi, gdzie mogę się zatrzymać, będę bardzo wdzięczny.
- W moim pokoju.
Jej ramiona pozostały sztywne.
- Masz dziwne poczucie humoru - mówi cicho i chłodno, odwracając się, ale ja to słyszę.
- Zgadzam się. Ale nie chcesz być sam w sąsiednim pokoju. I w sypialni dla gości też.
- Dlaczego?
- Byłoby miło zmienić tam pościel.
- Nie obchodzi mnie to.
- Ja nie.
- Słuchaj, Stas, to jest naprawdę duży dom...
Wstaję od stołu i kieruję się do wyjścia.
- Chodź, Elf. Wiem, że tęskniłeś za swoim pokojem.
Zatrzymuję się na progu kuchni, by odwrócić się i ponownie zobaczyć jej oczy.
- Za naszym pokojem. Naprawdę?" - pytam, nagle desperacko pragnąc usłyszeć tylko jedną odpowiedź.
A ona odpowiada:
- Prawda.
Yanka pali i milczy przez całą drogę. Przynajmniej nie dręczy mnie pytaniami, a to dla mnie chleb powszedni. Nie jestem teraz w nastroju do szczerości czy wdzięczności.
- "Gdzie mogę cię podrzucić?" - pytam dziewczynę, pchając Mazdę na główną aleję, a w odpowiedzi słyszę adres.
Cóż, dom to dom.
- Słuchaj, Stas...
Zatrzymuję samochód przy wieżowcu, mój niedawny przyjaciel nawet nie zamknął jeszcze drzwi, a ja już niecierpliwie wysiadam z samochodu.
- Tak?
Pochyla się i patrzy w zamyśleniu. Znowu milczy.
- "Co jeszcze, Janka?" Nie mogę znieść jej smutnego spojrzenia, "Nie mów mi, że cię bortonizowałam. To był po prostu zły moment, to wszystko. Wiedziałaś, że to się tak skończy. Zawsze tak jest, inaczej nie wsiadłabym do samochodu.
- Nie o to chodzi, Frolov. Jestem zadowolony ze wszystkiego, byłeś na szczycie swojej gry. Po prostu... Myślałem, że to żart.
- Co dokładnie?
- Tato. Napis na piersi. Myślałem, że to żart. Wiesz, jak fetysz albo nastoletnia obsesja na punkcie epickiej fantastyki. Ale niewiele osób oszalało na tym punkcie. I okazało się...
- Zagórska, nie masz o czym rozmawiać? I tak już za dużo powiedziałam.
- Jestem ciekaw, Frolov. Przez cały ten czas myślałyśmy z dziewczynami, że czytałeś Tolkiena. Myślałyśmy, że znalazłeś sprytny sposób na unikanie związków. To prawda, że nigdy nie owijałeś w bawełnę, ale też nigdy nie wyjaśniłeś...
- A powinien?
- Cóż, powiedział mi dzisiaj.
- Dobrze. Istnieje, teraz już wiesz. I raz zwariowałem, tak.
- Bez nadziei na wyzdrowienie?
- Bez.
- Twój Elf jest bardzo młodą dziewczyną, a ja pamiętam ten tatuaż z pierwszego roku. Frolov, dałeś się złapać jak młody Romeo?
- Idź do diabła, Janka!
Blondynka zatrzaskuje drzwi i śmieje się. Puka w okno, kiedy się ruszam.
- "Co jeszcze?" Szklanka opada w dół.
- Chciałem się pożegnać. Tylko nie pluj trucizną! Jesteś mi coś winien, Stas, teraz znam twój sekret!
Jestem winny, ale dziś odpuszczam wszystkie moje długi.
Uśmiecham się do niej, wiedząc, co sugeruje.
- "Wszystko będzie dobrze!" - odpowiadam i wychodzę.
Jest wieczór i miasto tętni życiem. Moja matka mówi mi przez telefon, że ona i jej ojczym są przy wejściu do domu, a ja przyjeżdżam na nasyp. Nie chcę odbierać Elfowi spotkania z rodzicami. Nie wiem, skąd pochodziła i gdzie mieszkała, ale oczekiwanie na spotkanie z matką wciąż płonęło w jej oczach.
"Myślisz, że twojej mamie się spodoba?".
"Chcę, żebyś wiedziała, że nazywam Galinę Juriewnę mamą".
Mamo, wow. To dziwne uczucie, gdy ukochana osoba wpuszcza do swojego serca kogoś innego. Kiedy ktoś inny niż ty staje się dla niej niezbędny i ważny. Nie, to już nie zazdrość. To zaskoczenie i duma z mojej matki. Za to, że potrafiła, w przeciwieństwie do mnie, stać się bliską osobą dla Elfa. Potrafiła być uczciwa do końca, nie dokonując wyboru między synem a pasierbicą, ale stając po stronie słabszych.
Galina Frolova jest silna i sprawiedliwa. Nie jest macochą, jest matką.
Zawsze wiedziałem, że zakochała się w dziewczynie od pierwszego wejrzenia. Tak jak ja. Po prostu nie miałem odwagi zaakceptować mojego pierwszego uczucia w wieku siedemnastu lat. Za mało, dopóki to uczucie mnie nie zdeptało, karząc mnie za moje tchórzostwo.
Jestem lekko ubrany w dżinsy i koszulę. Rzeka pachnie wilgocią i jest niespodziewanie spokojna. Pary spacerują w pobliżu betonowego parapetu, fontanny hałasują na nasypie, dzieci biegają wokół ... Podróżni gromadzą się w grupach. Jest już wrzesień, ale desperacko chcę zanurzyć się w rzece, aby całkowicie wytrzeźwieć. Ponieważ myśl o Elf, o tym, że znów jest ze mną, jest odurzająca.
- Hej, stary! Czyś ty oszalał? To nie jest plaża miejska! To teren rekreacyjny dla mieszkańców miasta i miejsce do cumowania łodzi rekreacyjnych. Co ty wyprawiasz?! Czekaj...
Jest już za późno. Nurkuję głową w dół nasypu, odczuwając ulgę, gdy ogarnia mnie chłód rzeki.
Dobrze. Ale to tak naprawdę nie jest plaża i muszę wykonać sto szerokich pociągnięć, aby dostać się na brzeg. A potem muszę usiąść na parapecie rzeki, susząc się w promieniach zachodzącego słońca, zdając sobie sprawę, że w oczach przechodniów prawdopodobnie wyglądam jak miejski szaleniec.