SOVABOO

Tylko ty

Ch. 8: Rozdział 8

Rozdział 8

Rozdział 8/46 · Strona 2 z 216%

– Wiem przecież! Chociaż porównałeś nieporównywalne. No tak, wychowałam sobie gamonia na własną głowę. Czuję, że jeszcze z nim zatańczymy.

Galina Jurjewna denerwowała się. Siedząc wczesnym rankiem w jadalni między macochą i ojcem przy filiżance herbaty, starałam się wydawać jeszcze mniej zauważalna niż zwykle, bez słów rozumiejąc ich nastrój. Dzieląc niepokój o los przybranego brata, ale nie mogąc w niczym pomóc.

Poprzedniego wieczoru Stas nie wrócił do domu. Do późna nie odbierał telefonów, a około północy stało się jasne, że wcale nie zamierza nocować w domu. Nie wiem, jak i kiedy ojciec dodzwonił się do pasierba, ale w porównaniu z macochą wydawał się o wiele spokojniejszy. Następnego dnia rodziców czekał ważny wyjazd na obiekt służbowy w sąsiednim obwodzie i ojciec, jak umiał, starał się uspokoić żonę.

– Przyjdzie, Gala, nie martw się. Jakakolwiek jest przyczyna, tutaj ma dom i rodzinę. Wyszumi się i przybiegnie, wiem po sobie.

– Dobrze już, Grisza, nie uspokajaj…

Lekcje w szkole minęły jak zwykle. Od wczoraj nie opuszczał mnie niezrozumiały smutek i patrząc na szczęśliwą Marinkę Woropajewą, która bez przerwy trajkotała na przerwach z koleżankami, wspominając jej wczorajszy pocałunek ze Stasem, z jakiegoś powodu czułam się strasznie głupia i śmieszna. Jakbym znowu stała w pięknym przedpokoju nieznanego domu macochy w swoim starym, znoszonym płaszczu i czapce. Nie śmiejąc podnieść oczu ze wstydu i strachu.

Czy taka pewna siebie dziewczyna jak Marinka mogła być o mnie zazdrosna? O co? O kogo? Mówię przecież: śmieszne i głupie. Tym głupsza wydawała się teraz tęsknota w sercu, a oczy ostrożnie szukały przybranego brata. W stołówce, w zatłoczonych korytarzach, w hałaśliwym tłumie szkolnego podwórza. Wysokiej, ciemnowłosej sylwetki pewnego siebie chłopaka, która przyciągała dziewczęcą uwagę.

Ale Stas w szkole się nie pojawił. Pewnie o przyczynie jego nieobecności Marince powiedział jej brat Siergiej, bo z treningu cheerleadingu Woropajewa wyszła ze łzami w oczach, a ja miałam nadzieję, że ze Stasem wszystko dobrze.

Inaczej ojciec by do mnie zadzwonił.

Przecież by zadzwonił?

Kiedy przybrany brat pojawił się wieczorem w moim pokoju, siedziałam przy jego biurku i odrabiałam lekcje. Było już późno, ale nie chciało mi się spać i czytałam Bułhakowa, wpisując do zeszytu notatki do szkolnego referatu. Dwie minuty wcześniej słyszałam, jak macocha na dole głośno beształa syna, który wrócił do domu, a teraz stał w progu mojej sypialni… jego sypialni, i patrzył na mnie. Ciężko, milcząco, po długiej minucie tego przytłaczającego milczenia wciąż niczego nie mówiąc.

Najpierw zarumieniły mi się policzki, a potem i szyja. Nie wiem, dlaczego wstałam, ale spojrzeć na niego jednak nie zdołałam. Za to zdołałam powiedzieć, choć głos, jak zawsze w obecności przybranego brata, zabrzmiał słabo i cicho:

– Jeśli chcesz, odejdę stąd od razu. Mogę spać w salonie albo gdziekolwiek indziej, nikt się nie dowie…

Ale on już głośno trzasnął drzwiami, sprawiając, że wzdrygnęłam się od uderzenia jak od policzka. Tym trzaśnięciem powiedział o wiele więcej niż słowami. Nadal mnie nienawidził, tak głęboko i uparcie, jak oddychał, a moje jałmużny nie były mu potrzebne.

Rozdział 8 / 46 · Strona 2 z 2