Rozdział 1
Otworzywszy drzwiczki, zacisnęłam usta i poprawiłam okulary. Teraz najważniejsze to zebrać się w sobie i nie rozkleić na ich oczach. Zarzuciwszy plecak na ramiona, spuściłam wzrok na podłogę i przeszłam obok towarzystwa do umywalki. Odkręciłam wodę i niezdarnie zaczęłam chlapać, pod osłupiałymi spojrzeniami, które wypalały we mnie dziury.
Ciekawe, czy jeśli nie będę patrzeć w ich stronę, kocie pazury przestaną tak boleśnie drapać mnie po piersi?
— Tak, to ja — powiedziałam, nie wytrzymawszy. — Szara mysz, zwyczajna. I co się tak gapicie?
Dziewczyny milczały. Niedługo. Nie zdążyłam nawet porządnie osuszyć rąk.
— Ups, Ufimcewa… Ej, Ufimcewa, ty co, specjalnie nas podsłuchiwałaś czy jak?
Widzicie, jednak jest plus w byciu mądrą. U niektórych osobników, mimo zewnętrznej obecności kształtów, w głowie nie ma ani jednego porządnego zwoju! Wszystko tam tak płaskie i równe, że nie da się zbudować nawet najprostszej logicznej sekwencji. Na głupie pytanie nawet nie odpowiedziałam.
— A ja i tak nie cofnę swoich słów. Kujonka to kujonka! — odezwała się jedna z nich, ta najwyższa. — Prawda, dziewczyny? Czemu mamy się wstydzić prawdy?
A im wstyd? Serio? Ha, dobre sobie!
— To całowałaś się z kimś, Ufimcewa? Nie mówiąc już o czymś więcej? Rozstrzygnij nasz spór. Pomogła ci ta twoja wychwalana nauka zdobyć choć jednego chłopaka? Jakoś nie zauważyłyśmy, żeby dziś którykolwiek się zapalił. Chociaż ty, biedactwo, na pewno taaak się starałaś! A może ty nigdy się nawet nie zakochałaś?
— No jasne, skąd ona ma wiedzieć, co to petting! Zaraz powie, że miłość jest dla słabeuszy. Ach-ha-ha!
Oddychanie stało się trudne. Nieprzyjemnie to przyznać, ale drwiny trafiły w sedno. Nie, nie zakochałam się. Nigdy.
Co innego, kiedy śmieją się za plecami, a co innego, kiedy prosto w twarz. Jednak mama ma rację: może jestem prymuską i z wyglądu cichą myszką, ale charakter mam po tacie. Nigdy nie potrafię przejść obok wyzwania obojętnie. Chęć udowadniania i zwyciężania mam we krwi. Po prostu nie mam czasu zwracać uwagi na takie głupoty jak zewnętrzna uroda. Przywykłam widzieć piękno w naturze atomu i cząstek elementarnych. A uczucia… Uczucia poczekają!
— Pomoże.
— Co? Powiedziałaś coś?!
Chyba tak.
Odwróciłam się i podniosłam głowę. Zsunęłam warkocz z ramienia i poprawiłam okulary. Pamięć do twarzy zawsze miałam dobrą, więc od razu ustaliłam, z którego rocznika są dziewczyny. Zdecydowanie nie było wśród nich fizyczek. Za to była „Miss uniwersytetu” i, sądząc po stylowych ubraniach, jej świta. Wszystkie trzy, zapewne królowe studenckich imprez i marzenie chłopaków. Takie na pewno nie mają problemów z pocałunkami.
— Powiedziałam, że nauka pomoże — postarałam się nie jąkać. — I zamierzam to udowodnić!
Chyba udało mi się zaskoczyć nie tylko samą siebie, bo dziewczyny spojrzały po sobie z niedowierzaniem.
— Ciekawe jak?
— Dwa miesiące i dowolny chłopak z uniwersytetu sam, z własnej woli, pocałuje mnie na waszych oczach — powiedziałam stanowczo.
— Tak po prostu?
— Nie, nie po prostu. Jak swoją d-dziewczynę — no proszę, głos jednak mi się załamał. Czy ja sama w to wierzę?
— Dowolny? — „Miss uniwersytetu” uśmiechnęła się drapieżnie. — Ciebie? Nudną kujonkę?
Przyjaciółki znów wymieniły zdziwione spojrzenia.
— Dziewczynko, czy ty przypadkiem nie jesteś zbyt odważna jak na takie wyzwanie?
— Daj spokój, Śnieżanko! — zganiła ją wysoka „Miss uniwersytetu”. — Co za różnica, skoro na końcu to właśnie my damy jej nauczkę!
Jeszcze zobaczymy, kto komu da nauczkę!
— Tak, dowolny. Po prostu podajcie imię. Ale mam warunek — uznałam za stosowne powiedzieć. — Nikt nie może wiedzieć o naszym zakładzie do końca terminu. A jeśli ja wygram, to…
— Co? Czego chcesz, jeśli wygrasz?
— To będziecie musiały zdać referaty z fizyki kwantowej u Biełokoniewa i Krokotuchy. Wszystkie trzy i przed całym rokiem.
— Co?! — oburzyły się dziewczyny. — Żartujesz? Kompletnie ci odbiło, prymusko?!
— Ani trochę. A wy? Co, stchórzyłyście?
Nie chciałam ustępować. Za nic nie chciałam! Stałam sama przed trzema wystrojonymi pięknościami i rozumiałam: skoro już wpakuję się w ten zakład, muszę wygrać!
Śnieżana z przyjaciółkami się roześmiały.
— A jeśli przegrasz? Kaaasiu!
Tak, co będzie, jeśli przegram?
— Wtedy… — Zacisnęłam palce w pięści i mimo wszystko to powiedziałam: — Wtedy odejdę z uniwersytetu. Na dobre!
Powiedziałam to, a samej ugięły mi się kolana. A co z magisterką, doktoratem i habilitacją?! Co z moją świetlaną przyszłością uczonej i korytarzami czasoprzestrzennymi?!
— Chyba, dziewczyny, powinnyśmy się zgodzić! Podoba mi się jej propozycja! A co z chłopakiem, Ufimcewa? Może liczysz, że wybierzemy ci pryszczatego kujona?
Och, coś mi podpowiada, że właśnie tak zrobią. Dopiero będzie zabawnie, kiedy dwoje kujonów na oczach całego uniwersytetu przylgnie do siebie w namiętnym pocałunku. Boki zrywać!
Ale odpowiedziałam im:
— Wszystko mi jedno, nie zamierzam przegrać.
Dziewczyny poszeptały między sobą i roześmiały się.
— Nie bój się, Ufimcewa, to byłoby zbyt proste. A ty przecież jesteś u nas dziewczyną wyjątkową. Prawie geniuszem! — tyle że z ich zadowolonych twarzy łatwo dało się wyczytać, co naprawdę o mnie myślą. — Tobie zdecydowanie potrzebny jest najlepszy chłopak!
I?
— Iwan Wróbelek, znasz takiego? Doceń, jakie jesteśmy dobre! No to zobaczymy, jak twoja nauka pomoże ci go zdobyć!
Czy znałam Iwana Wróbelka? Oczywiście, że tak. Nawet ja znałam. Największy przystojniak uniwersytetu i ulubieniec dziewczyn. Kobieciarz, jakich mało. Partia pod każdym względem godna pozazdroszczenia. Szczerze mówiąc, cel niemal nieosiągalny. Było jednak jedno ważkie, żelbetowe „ale”: kompletnie nie wpisywałam się w krąg jego sympatii. Absolutnie! Ten chłopak raczej w ogóle nie miał pojęcia, że istnieję!
Oj, chyba Kasia przegra.
— Kto? — pobladłam. Przysięgam, to było zbyt okrutne. — Wró-wróbelek?
— On sam! Co, kujonko? Odechciało ci się zakładu?
Ciekawe, jeśli teraz odmówię, zapomną o naszym zakładzie? No, o tym, czym tu się chwaliłam? Dwa miesiące, pocałunek i tak dalej? W naszym wieku wielu ludzi miewa chwile nieporozumienia. Przecież nie wyśmieją mnie przed całym uniwersytetem? A jeśli naprawdę się zagalopowałam?
— Ja…
— I jeszcze jak opowiemy! — no tak, wiedziałam, że wszystko mam wypisane na twarzy. — Jesteśmy pewne, że wszystkich zaciekawi, jaka z ciebie pewna siebie seksbomba, przyszła duma kraju!
— No, nie przejmuj się, Ufimcewa — dziewczyna z różowymi włosami pogładziła mnie po ramieniu. — Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Przegrasz, myszko, i więcej cię nie zobaczymy. Takie przemądrzałe wyskoczki jak ty trzeba uczyć życia, rozumiesz? Tylko tak przetrwają najsilniejsi. Nic osobistego, prawo dżungli.
Ależ z nich jędze. Stoją i się uśmiechają. Jak ja mogłam w ogóle pomyśleć, że się zagalopowałam?!
— Nie, nie rozumiem! Co ja wam zrobiłam?
Strząsnąwszy z siebie rękę różowowłosej, ruszyłam już ku wyjściu, ale mnie zatrzymano.
Mocne palce „Miss uniwersytetu” wbiły mi się w ramię i obróciły mnie ku dziewczynie — pięknej, wysokiej brunetce ze stylową fryzurą „na boba”.
Au, boli! Jeśli równie mocno wbijała paznokcie w swoje konkurentki w drodze do zwycięstwa w konkursie piękności, to już wiadomo, jak je zdobyła.