SOVABOO

Odłamki Ciebie

Ch. 2: Rozdział 1

Rozdział 1

Розділ 2/55 · Сторінка 1 з 42%

Lena

Pierwszy raz zobaczyłam go, gdy ojciec (wtedy jeszcze myślałam, że Mark Holt, ten potężny blondyn z orlim nosem i drapieżnymi szarymi oczami, jest moim ojcem) zabrał nas z matką z Houston w Teksasie do swojego rodzinnego Sandfield Rock.

Właśnie skończyłam jedenaście lat, dostałam się do gimnazjum i klasy muzycznej, i nawet się ucieszyłam, gdy pewnego dnia po śniadaniu mama zatrzymała mnie w kuchni naszego małego, wynajmowanego mieszkania i oznajmiła, że wracamy do domu. Tak naprawdę do domu – tam, gdzie czekał na nią mąż, a na mnie ciepły dach nad głową i rodzina.

Przez całe moje świadome życie przenosiłyśmy się z miejsca na miejsce – Oregon, Arizona, Teksas. Wystarczyło, że matka wpadała w ślepy zaułek z pracą albo obok pojawiał się zbyt natrętny wielbiciel, a już pakowała rzeczy, sadzała mnie w samochodzie – naszym używanym Fordzie Crown Victoria na ramowym podwoziu – włączała zapłon, wyjeżdżała na autostradę, wyciskała sto mil na godzinę i wywoziła nas do nowego miasta.

Wtedy, przekazując nowinę, mama się zajknęła. W swojej smukłej dłoni trzymała kieliszek wina – pewnie najtańszego i najpodlejszego – a w jej wielkich oczach zastygł dziwny wyraz, jakby patrzyła przeze mnie we własną przeszłość. Jednak na tle wąskiego okna z łuszczącą się farbą, jasnoskóra i złotowłosa Adeli Marten, w wiśniowej jedwabnej koszuli odsłaniającej jej piękne ramiona, wyglądała olśniewająco. Przynajmniej dla mnie.

„Mark nigdy się nie ożenił, nasze małżeństwo wciąż nie zostało rozwiązane, więc dlaczego nie spróbować jeszcze raz. W końcu nawet na zająca przychodzi czas, by położyć się na grzbiecie i oddać na łaskę myśliwego, skoro jego nogi okazały się zbyt wolne i słabe”. Oto co wtedy powiedziała i uśmiechnęła się: „Prawda, cyraneczko?”.

Ptaki wędrowne – tak nas nazywała, a ja skinęłam głową:

„Prawda, mamo! ”

Są ludzie, których samotność hartuje. Ciosa ich ostre krawędzie, garbuje charakter przeciwnym wiatrem, zmuszając do wrastania korzeniami w społeczeństwo i stawania się silniejszymi. Ale moja mama nie należała do takich kobiet. Dusza Adeli Marten mieściła w sobie bardzo mało pragmatyzmu, a mnóstwo wolności. Nie tej wolności, która wyzwala i bierze początek z twardego gruntu dostatku i pomyślności – inaczej dawno znalazłaby sobie jakiegoś bogacza spośród tych, którzy zawsze kręcili się w pobliżu, i żyłaby jak w puchu. Chodziło o tę wolność, która do ostatka kazała jej pakować manatki, płacić rachunki i odjeżdżać autostradą w nieznane. Która była jej potrzebna jak powietrze.

W wieku jedenastu lat zaczynałam już co nieco rozumieć z dorosłego życia – jak trudno mamie ze wszystkim sobie radzić i jak coraz niżej opada horyzont jej nieba. Jak coraz bardziej niepokoi ją moja tęsknota za porzuconymi przyjaciółmi i marzenie o znalezieniu prawdziwego domu, w którego dużym salonie koniecznie będzie stał fortepian.

No dobrze, może nie fortepian – sama podśmiewałam się z tego marzenia, opowiadając o nim mamie – ale chociaż pianino (mój tani syntezator ciągle się psuł), bo inaczej jak miałam się uczyć grać? A grać chciałam bardzo.

Myślę, że to właśnie to ostatnie skłoniło mamę do powrotu do Sandfield Rock. Ostatecznie wcale nie do Marka, lecz do miasta, w którym się urodziła i gdzie on i tak nie zostawiłby jej w spokoju. Teraz jestem tego niemal pewna.

I tego również, że jej pierwszym warunkiem postawionym Holtowi była obietnica zapewnienia jej dziewczynce bajki. Właśnie dlatego Mark mianował się moim ojcem, a ja uwierzyłam.

Bo chciałam wierzyć.

Mark przyjechał po nas sam – postawny mężczyzna w dużym, nowym vanie Chryslera z chromowanymi felgami i drapieżną osłoną chłodnicy, która z wyglądu była równie solidna jak sam właściciel. Wszedłszy do motelu, w którym mieszkałyśmy przez ostatnie dwa tygodnie, najpierw spojrzał na matkę – długim, badawczym wzrokiem, a potem zerknął na mnie – krótko i ponuro. Potem bez słowa wyniósł walizki i pudła na parking – te nieliczne rzeczy, które posiadałyśmy.

Najsilniejsze wspomnienie z tamtego dnia to czarny lakier, gęsty i twardy, którym pokryty był jego drogi samochód. Lśnił w słońcu jak lustro, pachniał czymś mechanicznym i nagle zrobiło mi się jednocześnie gorzko i wesoło. Być może dlatego, że wyjeżdżałyśmy i sprzedałyśmy naszego starego, ale kochanego Forda, a być może dlatego, że zobaczyłam w drzwiach vana swoje krzywe odbicie i wystawiłam mu język. Żeby jakoś naruszyć idealność tej powłoki i nie zapłakać.

Ani jednej rysy, to mnie wtedy uderzyło.

Później dowiem się, że cały Mark Holt taki będzie. Wszystko tylko to, co najlepsze, i nieważne, jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić.

Tata zauważył mój wybryk i zrobiło mi się wstyd. Nagle pomyślałam: a co, jeśli mu się nie spodobam? Oczywiście, w ogóle go nie pamiętałam, ale uważałam się za dość dorosłą dziewczynkę na takie zachowania. A mama... mama się uśmiechnęła. Ale tak niedostrzegalnie, że gdybym nie znała jej całe życie, w ogóle bym tego nie wyczuła.

W drodze do Karoliny Północnej często się zatrzymywaliśmy i na prośbę Marka wychodziłam z samochodu, żeby rozprostować nogi i pokopać kamyki na poboczu. I co jeszcze dziwniejsze – w hotelach musiałam teraz nocować w oddzielnym pokoju, a nie z mamą, jak byłam do tej pory przyzwyczajona. Ale nie narzekałam. Mama nie była już sama, i choć ojciec trzymał się wobec mnie z dystansem, chciałam wierzyć, że nie jest zły. Inaczej nie kupowałby mi lodów i czekoladowych pączków, prawda?

I może jeszcze stanie się dobry i pogodny, jak tata mojej przyjaciółki Camilli, która została w Teksasie. Trzeba po prostu być posłuszną, nie komplikować rodzicom życia i wszystko będzie dobrze!

Pewnie jeszcze długo znajdowałabym usprawiedliwienia dla tego, dlaczego ojciec jest wobec mnie oschły i nieprzystępny, i dlaczego nie potrafimy się do siebie zbliżyć, mimo że pilnie się uczę i nie sprawiam mu problemów, gdyby nie jego syn Nick – mój starszy brat. A dokładniej, mój przybrany starszy brat Nicholas.

To właśnie od niego wkrótce po naszej przeprowadzce poznałam prawdę. Że żadna ze mnie córka Marka Holta i że adoptował mnie wyłącznie z powodu chorej miłości do mojej matki. Która kiedyś zawróciła jego ojcu w głowie, a potem uciekła do Kalifornii z jakimś nieudacznikiem – czy to rajdowcem, czy muzykiem.

Ale to wszystko opowie mi później, gdy pewnego dnia zostaniemy w domu sami, a on do woli będzie się naśmiewać z niezdarnej Cyraneczki – swojej przybranej siostry, której nienawidził. Nie przy ojcu i nie przy mojej matce – o nie! Nikt w Sandfield Rock nie odważyłby się krzywo spojrzeć na Adeli Holt. Nawet ukochany syn Marka Holta i jego dziedzic, Nicholas.

Ale swoją opowieść zaczęłam wcale nie od niego, lecz od Aleksa – mojego sąsiada.

Minęło już kilka dni, odkąd przeprowadziłyśmy się z taniego motelu w Houston na ulicę Trzech Klonów – prestiżową dzielnicę z zadbanymi domami i zielonymi trawnikami. Mama miała teraz piękne suknie, a ja własny pokój z dużym oknem, łóżko z różowym baldachimem i prawdziwy regał na książki, w którym poustawiałam ulubione lektury i podręczniki.

Розділ 2 / 55 · Сторінка 1 з 4