Rozdział 3, część 2
Serio? Nikt prócz mnie nie zauważył, że to teatrzyk? Najwyraźniej nie. Sokolski, plącząc się w kołdrze, pognał do kuchni. Wrócił tak szybko, że nie zdążyłam nawet drgnąć. Susanna pogłaskała męża po ramieniu i posłała Artemowi gniewne spojrzenie. Ale jej wzrok natychmiast zmiękł, gdy Ilonka nagle dostała ataku kaszlu. Tylko że zwróciła się nie do córki:
– Artemuszku, drogi, no po co te nieporozumienia i nerwy w kręgu kochającej rodziny? Czyżbyśmy nie mogli usiąść i dogadać się jak normalni ludzie? No to proszę, szybko wyproś swoją gość, i spokojnie wszystko omówimy. Dziewczyno – brązowe oczka błysnęły ostrą niecierpliwością – do widzenia! Wydaje mi się, że jasno pani powiedziano, że pani tu się zasiedziała!
To był mój moment! Wyjście statysty, żeby nie wadzić gwieździe wieczoru. Nikt mnie już nie trzymał.
— Aha. To ja idę?
— Idź pani, idź — skwitowała Susannoczka — i zrób mi tę przysługę: nie wracaj!
Jakże to grubiańsko. Aż chciało się obrazić. Ale zresztą – nie ja mam z tą jędzą żyć!
— Do widze… — Odwróciłam się na pięcie, gotowa do sprintu, ale w połowie lotu dopadły mnie silne ręce Sokoła.
– Stój! – zasyczał chłopak do ucha, a ja nawet zaczerwieniłam się z takiego niespodziewanego uścisku, chwytając powietrze ustami. Jaki silny! I po co on ciągle do mnie się przytula? Znowu chwycił mnie w talii i przyciągnął do siebie, odwracając twarzą do rodziców.
No to koniec, zdradzi mnie, łajdak! Zrzuci wszystkie kłopoty na mnie! Donosiciel! Wybacz, Leszka, wybacz, mamo, zrobiłam, co mogłam.
— Gdzie się wybierasz, Pyżyku? A przedstawić się? Nie ma się czego wstydzić! Zaraz wszystkim się przyznamy i po krzyku. Przecież czekałaś na ten moment trzy miesiące!
I gdyby ten pasożyt nie dźgnął mnie pięścią w pośladek, w życiu bym nie załapała, że to do mnie.
— Kto? J-ja?!