SOVABOO

Sokół i Czyż

Ch. 9: Rozdział 4, część 1

Rozdział 4, część 1

Розділ 9/60 · Сторінка 2 з 214%

Wykręciłam na domofonie numer mieszkania, sama nie wiedząc, na co liczę. Sokolskiego mogło zwyczajnie nie być w domu. Mógł się rozmyślić i znaleźć jeszcze ze sto powodów, żeby pośmiać się z bezdomnej Fańki. Ale przybiliśmy piątkę, zamek kliknął i drzwi się otworzyły.

Dla odmiany dziś w klatce paliło się światło, a winda żwawo zjechała z najwyższych pięter.

Trreeeń!

– Czyż?

– Cześć – potupałam niezręcznie i wzruszyłam ramionami pod szaro-piwnym spojrzeniem. – To ja. No, przyszłam.

Sokół spojrzał na mnie ponuro i długo, jakby zapamiętywał mnie na progu swojego mieszkania, i w końcu zrezygnowany rzucił:

– Wchodź. – Po czym odwrócił się i poszedł, zostawiając mnie przed otwartymi drzwiami.

Też mi gospodarz! Kto tak wita gości, zwłaszcza tych drogich sercu? Dobrze, że czyżyk – ptaszek nie dumny: sama i drzwi zamknie, sama tobołki wciągnie, i nawet lodówkę znajdzie.

Zaniosłam torby do pokoju i odetchnęłam. Sokolski leżał na kanapie, gapił się w plazmę i nawet głowy w moją stronę nie obrócił.

– Hej, ja tu chyba zamierzam mieszkać.

– Mieszkaj.

Rozejrzałam się.

– Szafę wydzielisz? No choćby półeczkę?

– Dużo chcesz. Znam was – dziewczyny. Najpierw półeczka, potem szafa, a potem – a może twoją nerkę? Może cię od razu czerwonym długopisem do paszportu wpisać? – i mina taka ceglana, posępna, choć twarz ładna.

Jasne. Nie wydzieli. Ale żyć jakoś trzeba. Podeszłam do jednego z dwóch foteli i pod spojrzeniem chłopaka ułożyłam w nim najpotrzebniejsze rzeczy. Prosto na podłodze przy biurku postawiłam stos podręczników, a obok mniejszy stosik – notatek. Nic to, damy radę! I potuptałam do kuchni. Patrzeć na tego ostronosego pawia zupełnie mi się nie chciało, a jeść – bardzo.

Nie miałam wątpliwości, że nikt mnie tu karmić nie będzie, więc postanowiłam od razu zadomowić ulubioną filiżankę z łyżeczką, żeby potem wrócić do nich w dobrym humorze. A potem lekkim krokiem poszłam do najbliższego sklepu po zakupy, a przy okazji postanowiłam rozejrzeć się po okolicy, póki gospodarz bawi się w banderloga.

Wróciłam po godzinie, otworzyłam drzwi własnym kluczem, ale do pokoju nie zajrzałam – i tak jasne, czym tam się gospodarz zajmuje – tylko od razu skierowałam się do kuchni.

No to co mam? Wytłoczkę jajek, mleko, trzysta gramów szynki, bochenek musztardowy, kilogram cebuli, olej słonecznikowy, sól, cukier i dwa kilo ziemniaków. Masło. Kilo kaszy gryczanej. Jedną pomarańczę. Jeśli nie na tydzień, to na pięć dni spokojnie starczy. Mam nadzieję, że Sokolski nie będzie miał nic przeciwko, jeśli zajmę kawałek jego lodówki? I chlebaka.

Na samą myśl o gorącej jajecznicy – sytej, z cebulką i kawałkami szynki – aż mi w brzuchu zabulgotało. M-m-m, jak ja chcę jeść! Przecież już prawie dwa dni bez normalnego żarcia! Ale pod prysznic chciało się nie mniej, więc musiałam iść na audiencję do Sokoła.

No to teraz wezmę i postawię wszystkie kropki nad „i”, i się zacznie prawdziwe życie!

– Mogę wziąć twoją patelnię? Jeść chcę.

– Bierz.

– Talerz?

– Jak znajdziesz.

– Czajnik?

Tym razem on wzruszył obojętnie ramionami.

– Uhm.

– A…

Sokolski, nie odrywając mordy od telewizora, groźnie wyciągnął w moją stronę palec.

– Nerki ci nie dam, nie marz!

– Pff! Bardzo mi zależy!

– A czego ci trzeba?

No proszę, raczył spojrzeć.

– Obiecałeś, że będę mogła korzystać z twojej łazienki. Nie myśl, że się narzucam – chciałam tylko oznajmić, że przyszłam tu mieszkać na serio.

– Widzę, nie ślepy jestem.

– To można?

Po minie – widać, że nie. Oj, jeszcze jak nie! Ale uparcie milczy, a mi więcej nie trzeba. Odwróciłam się i zadowolona wróciłam do kuchni, wyciągnęłam z szafki garnki, patelnie i zaszurałam, czarując nad kolacją. O, zrobię – połowę zjem teraz, połowę zostawię na rano. Apetyt rozbudził się aż strach, chyba dlatego, że jajecznica wyszła – palce lizać! Jeszcze ziemniaczki się ugotują, poleję masełkiem i mlekiem, i m-m-m… można będzie pomyśleć, gdzie spać.

Przygotowałam. Doprawiłam. Zostało tylko ptasim pędem skoczyć po ręcznik do torby w pokoju, coś tam jeszcze chwycić i – pod prysznic! A potem to oo-oo…

Розділ 9 / 60 · Сторінка 2 з 2