SOVABOO

Upolować Kujona!

Ch. 1: Rozdział 1

Rozdział 1

Розділ 1/7 · Сторінка 3 з 47%

Czy mi się wydawało, czy on odetchnął z ulgą, też puszczając długopis w ruch? Zaszurał wkładem, zostawiając na papierze ładny rząd liter.

- A może i do czegoś więcej, - dodałam zamyślona. – Na przykład do poważnych uczuć. Jak ci się podoba taki wariant?

Taki wariant zdecydowanie mu się nie spodobał i przełknął z osłupieniem. Zamrugał i poprawił okulary.

- Dalej sobie ze mnie kpisz, Korsak? Znowu zaczynasz? I czego ty ode mnie chcesz, nie rozumiem. Czemu się uczepiłaś?!

Oho, znów warkot! A charakterek mój Loczek ma, i to jaki! Świetnie, nie lubię mięczaków. Ja jednak też nie jestem aniołkiem i Mrozik lepiej powinien o tym wiedzieć. Kiedy trzeba, potrafię przyłożyć i niezbyt miłym słowem.

W jednej chwili zapomniawszy o wykładzie, skrzyżowałam z blondynem piwne spojrzenia i uczciwie ostrzegłam:

- Morozow, ostrożnie. Nie jestem kawałkiem taśmy klejącej, żeby się przyczepiać, ani lepkim plastrem. Dobieraj słowa i lepiej wyhamuj z pretensjami, bo jeszcze mogę się obrazić. W tej sali każdy uznałby siedzenie ze mną za szczęście! Ale z jakiegoś powodu nie ty!

Powiedziałam to ze złością, spodziewając się zobaczyć na twarzy Morozowa zagubienie, a on nagle się uśmiechnął. Nie życzliwie, z irytacją, ale i tak zapatrzyłam się na zmarszczki w kącikach ust. Odpowiedział mi, jakby zwracał się do dziecka, które w piaskownicy nie potrafi dostrzec oczywistości:

- To może dlatego, że ja nie jestem każdym, Korsak? To proste! Skoro to takie szczęście, idź i uszczęśliw kogoś innego. A mnie zostaw w spokoju!

Nagle zrobiło mi się smutno na duszy, bo powiedział to szczerze. Tylko że moje szczęście patrzyło na mnie najcieplejszymi oczami na świecie, a ja nie zamierzałam z niego rezygnować. Słowo daję, gdybym mogła, własnoręcznie udusiłabym Kupidynka, który zrobił mi taki paskudny żart, a tak nie mam nawet komu zgłosić pretensji.

- Z chęcią, Loczku, - westchnęłam, - ale nie mogę.

- Niby dlaczego? — no proszę, uśmiech zniknął. Spiął się, czekając z mojej strony na podstęp. Niepotrzebnie, kłamać nigdy nie umiałam. A dokładniej, nie uważałam tego za potrzebne.

- Bo podobasz mi się, Morozow. Tak bardzo, że postanowiłam zostać twoją dziewczyną. I lepiej od razu się z tym pogódź! - wycelowałam palec w osłupiałego chłopaka. – I tak nie mamy z tobą innego wyjścia. Będziesz mnie kochał aż miło! - obiecałam. – A teraz możesz powiedzieć, jak bardzo się z tego cieszysz i jakie miałeś szczęście. Myślę, że mi się spodoba.

Uniosłam brew, odchyliłam się do tyłu i odwróciłam twarzą do niego, pozwalając mu się sobie przyjrzeć. Uśmiechnęłam się lekko, przeczuwając wybuch oburzenia, i się nie pomyliłam.

- Co-o?! — policzki blondyna pobladły, a potem zapłonęły jeszcze mocniej. Usta drgnęły gniewnie, rozchyliły się i myślę, że gdyby dzwonek kończący zajęcia zabrzmiał później, a nie w tej samej sekundzie, Mrozik i tak by wyszedł, tak gwałtownie podniósł się znad ławki. – Kpisz sobie?!

- Nie. Ani trochę!

- Wiesz co, Korsak… Nie jesteś dziewczyną, tylko prawdziwym dementorem! Nie widzę żadnego powodu do radości. Człowiek cię widzi i od razu chce uciekać! I nawet o tym nie marz! Nie zamierzam cię zabawiać, znajdź sobie innego błazna! A w moim życiu i bez ciebie problemów wystarczy!

Mrozik bez wysiłku wsunął mnie razem z krzesłem za ławkę i przeszedł obok, zarzucając plecak na ramię. Moje szczęki cicho kłapnęły. Nie oglądając się, szarpnął drzwi i wyszedł z sali, zadziwiając historyka.

Podejrzewając, że coś jest nie tak, Wasyl Jurjewicz odnalazł mnie wzrokiem i groźnie zmarszczył brwi, ale było mi wszystko jedno. Patrzyłam, jak Żurawina cicho się podśmiewa, i czułam, że mściwie zaciskam usta.

Anton

Wyszedłem z sali i z całej siły trzasnąłem drzwiami o ścianę. Ruszyłem korytarzem, już nawet nie próbując poradzić sobie ze złością, która gotowała się we mnie. Teraz szalał we mnie cały ocean i chętnie wylałbym ten ocean na kogoś, gdybym nie miał zwyczaju trzymać emocji w sobie. Ale jakże chciałem, żeby fala tsunami napierająca na pierś przerwała zapory i zmiotła z drogi jedną czarnooką wiedźmę, której zachciało się bawić moim kosztem!

Cholerna Korsak! Skąd ona się w ogóle wzięła! Przez cały miesiąc znosiłem tę drzazgę i jej wybryki. Starałem się jej nie zauważać, ignorować głupie docinki w nadziei, że jej się znudzi, ale dziś przekroczyła wszelkie granice.

Rumianek? Loczek? Za kogo ona mnie ma, za mięczaka bez kręgosłupa? Albo za głupiego idiotę? Moja dziewczyna, też coś! Przecież nikomu, kto nas zna, coś takiego nawet by się nie przyśniło! Tak nabijać się można tylko dla zakładu albo z chęci dowartościowania się tanim trollingiem. Ale po co jej to drugie, skoro do takich jak ona i tak należy cały świat, bez potrzeby udowadniania komukolwiek czegokolwiek? Chyba że sobie, i to z nudów. Tyle że ja na pewno nie jestem obiektem do udowadniania czegokolwiek i nie zamierzam łapać się na uśmiech tej zarazy. Biegać za nią jako pośmiewisko i zabawiać? Niedoczekanie! Niech szuka innego frajera! Tym bardziej że chętnych, żeby przypodobać się Korsak, wokół nie brakuje.

Najpierw okazało się, że mam wyjątkowy głos, teraz ładne ręce… Jeszcze by o oczach zaśpiewała, słowiczek jeden! Od razu widać, że długo nie myślała. Czego ona się spodziewała, że dam się nabrać?

„… Ale jesteś fajny, kujonie! Jak mówiłeś, że masz na imię?

- Anton, ale ci nie mówiłem.

- To nieważne, zapamiętam. A ja jestem Agnia.

- Ale ja nie pytałem.

- A ja nie odpowiadam, Anton. Ja podaję ci to do wiadomości. A teraz, kiedy już się znamy, pozostaje nam tylko się dogadać.

- W sprawie czego?

- W sprawie tego, Loczku, że na historii będziemy teraz siedzieć razem. Zaczniemy od małego, aż lepiej się poznamy, a potem się zobaczy. Jak ci się to podoba?”

Patrzyłem ze zdumieniem i zagubieniem na bezbłędny, pewny siebie uśmiech bardzo ładnej dziewczyny, która zna własną wartość i nagle postanowiła dziwnie zażartować z obcego chłopaka. A już sekundę później posępnie i uważnie na zmysłowe, pełne usta z ciemnoróżowym błyszczykiem, które powinno się oglądać nie pół metra od siebie, lecz na błyszczącej okładce męskiego magazynu.

Powiedziałem całkowicie wyraźnie i jasno, żeby nie zostawić żadnych wątpliwości: „Jestem przeciw!”, ale czy to zatrzymało Korsak?

Fajny kujon — oto kim dla niej jestem. Sąsiad z ławki, z którego zdaniem można się nie liczyć. Do tego, jak się okazało, słowa „nie” Agnia nie rozumie. Już cała grupa nabija się z tego, jak czarnooka drzazga, za którą odwraca się pół uniwersytetu (a druga połowa starannie schodzi jej z drogi), nie daje mi spokoju. Do niej nawet wykładowcy zwracają się na „pani” i po imieniu, z nielicznymi wyjątkami. Zresztą sam przez cały zeszły rok z daleka gapiłem się na smukłą brunetkę o chodzie królowej, z którą rozmowa wydawała się czymś poza granicami możliwości, a teraz…

A teraz nagle jej się spodobałem? Serio?!

Nie, oczywiście szanuję fantastykę i wierzę w fizykę niemożliwego, ale wolę nie mieszać eksperymentów i teorii z życiem osobistym.

Jak ja w ogóle wylądowałem z Korsak przy jednej ławce? Życie jakby podzieliło się na „przed” i „po”. Najpierw myślałem, że wszystko szybko jej się znudzi. No, naprawdę, przecież nie będę jej specjalnie unikał?.. Nie znudziło się. A ja mam już tego po kokardę!

Розділ 1 / 7 · Сторінка 3 з 4