SOVABOO

Upolować Kujona!

Ch. 5: Rozdział 5

Rozdział 5

Розділ 5/7 · Сторінка 3 з 563%

Ale kiedy otworzyłem „Facebooka”, zdążyłem przeczytać tylko kilka komentarzy, gdy usłyszałem nad głową ciche chrząknięcie.

- Dzień dobry, Anton, - i oczywiście od razu rozpoznałem cienki, przymilny głos.

- Ella?! - spróbowałem wstać, ale przeszkodził mi plecak. Zawahałem się i tylko wszystko zepsułem, zrzucając go z krawędzi stołu na podłogę i rozsypując podręczniki.

- Oj, Anton! Pomogę ci!

- Sam!

Ella przykucnęła obok i przypadkiem zderzyliśmy się czołami. Roześmiała się, a ja niezręcznie prychnąłem, zapatrzony w jej zmieszany uśmiech.

Nie wiem, dlaczego mojej przyjaciółce Katii Ella się nie podobała. Nie, Ufimcewa nic nie mówiła (po tamtym pierwszym razie, kiedy zapewniłem ją, że się myli), ale odchodziła od razu, gdy tylko Klukwina pojawiała się obok. Moim zdaniem Ella była bardzo miłą dziewczyną - skromną i sympatyczną. Tak, nauka na uniwersytecie nie przychodziła jej łatwo i nie ze wszystkimi znajdowała wspólny język, ale ją rozumiałem. Tak samo jak ja, ona też musiała wieczorami pracować.

Szczerze mówiąc, nie miałbym nic przeciwko temu, żeby zaprosić ją na randkę.

Na przykład pospacerować we dwoje po nabrzeżu albo pójść do kina. Może udałoby nam się lepiej poznać. A może nawet przedstawiłbym ją siostrze. Wydaje mi się, że Ella spodobałaby się Kristinie, choć są takie różne.

Wstaliśmy, a ja odwiesiłem plecak na miejsce, zahaczając go paskiem o krzesło. Dziewczyna miętosiła w palcach kołnierz swetra i wyglądała tak wzruszająco.

- Chciałaś czegoś, Ella? - zadałem pytanie miękko, próbując załagodzić niezręczny moment ze zderzeniem czołami.

Mam nadzieję, że nie zostanie jej guz. Przemknęła mi myśl, że na bladej skórze ślad będzie szczególnie widoczny.

Klukwina skinęła i założyła za ucho pasmo popielatoblond włosów.

- Tak, chciałam. Chodzi o dzisiejsze kolokwium... Anton, tak mi niezręcznie się do ciebie zwracać. I tak mi pomagasz - z termodynamiką i z historią. Teraz jeszcze konsultujesz pracę semestralną. Rozumiem, że sama jestem sobie winna. Po co ja w ogóle wybrałam ten wydział? - westchnęła z rozpaczą. - Już nieraz myślałam, żeby rzucić studia, ale dla moich rodziców to byłaby prawdziwa katastrofa! Rozumiesz, oni są prostymi ludźmi.

- Tak, pamiętam, mówiłaś.

Dziewczyna się uśmiechnęła.

- Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli usiądziemy razem? Boję się, że sama nie poradzę sobie z zadaniem z niestabilności hydrodynamicznej. Fizyka plazmy to dla mnie coś strasznego! Jeśli obleję, potem za nic nie zdam u Chaschanowa!

Nie miałem nic przeciwko, a nawet przywykłem, że na kolokwiach zawsze ktoś przy mnie siedział. Zwykle miejsce zajmował najsprytniejszy, jeden ze studentów, którym kiepsko szło z nauką. Od dwóch ostatnich lat takim „szczęściarzem” częściej niż inni okazywał się rudzielec Żeńka Samarski - długi i chudy chłopak, bystry, ale leniwy, i całkiem nieźle się dogadywaliśmy.

Teraz też siedział obok i oczywiście się oburzył.

- Co?! Słyszysz, Klukwina, ty się w ogóle długo zastanawiałaś?

Ella się spięła.

- A co?

- Nic! Po twarzy widzę, że jakieś dwie sekundy. Myślisz, że skoro jestem rudy, to możesz się panoszyć? Morozow przyjaciół nie zdradza, jasne?! Idź sobie, siadaj do Gawrilenki, niech on ci podaje chleb, a tu miejsce zajęte!

Naprawdę było mi niezręcznie. Ale nie przed Żeńką, tylko przed Ellą za jego grubiaństwo.

Nie wiem jak inni, ale ja tutaj na pewno do nikogo nie należałem i nikomu nic nie byłem winien. Tym bardziej Samarskiemu.

Ściągnąłem plecak z krzesła, gniewnie spojrzałem na kolegę i przeniosłem się do ostatniej ławki - on tylko wzruszył ramionami. Ella natychmiast chwyciła torbę i usiadła obok. Szepnęła radośnie, kiedy wszyscy ucichli, bo do sali wszedł prowadzący:

- Dziękuję, Anton! Jesteś prawdziwym przyjacielem! I taki wspaniały!

- Proszę, - odpowiedziałem, rozumiejąc, że na kolokwium będzie mi ciężko, ale obecność dziewczyny przyjemnie rozgrzewała krew i wywoływała uśmiech. - I nie obrażaj się na Żeńkę, - poprosiłem, - to normalny chłopak. Po prostu... nie wiem, co go dzisiaj napadło.

Ella uśmiechnęła się ze zrozumieniem i ostrożnie ścisnęła pod ławką moją dłoń cienkimi, chłodnymi palcami.

- Wszystko w porządku, rozumiem. Rustam Ilmirowicz każdego potrafi wykończyć!

 

Według planu „Fizyka obliczeniowa” u grupy stała jako dwa bloki. Na pierwszym odbyło się kolokwium, a na drugim Chaschanow zaczął rozważać na głos modelowanie zjawisk fizycznych i rozwój procesu technologicznego. A dokładniej związek jednego z drugim i ogólną korzyść dla nauki. Od dawna interesowałem się obliczeniami kwantowymi atomów i cząsteczek, zgłębiałem temat samodzielnie, więc z czystym sumieniem już od pół godziny zerkałem na Klukwinę, zastanawiając się, czy mam szansę gdzieś ją zaprosić.

Z każdą sekundą odwagi przybywało, serce biło coraz mocniej, a dziewczyna wydawała się coraz ładniejsza. Z jakiegoś powodu byłem pewien, że tym razem mi nie odmówi i się zgodzi. Przecież została ze mną także na drugi blok!

Już miałem zapytać, co robi w sobotę wieczorem, a nawet poprawiłem okulary dla powagi, kiedy nagle rozproszył mnie własny telefon.

Komórka jedna po drugiej przyjęła trzy przychodzące wiadomości, zbijając mnie z tropu i zmuszając do otwarcia komunikatora.

Niusza Cichutka: Cześć, Anton! Nie wiem jak u ciebie, ale u mnie dzisiejszy poranek to totalna dupa!

Czuję się jak głupia grubaska.

(Z dwóch recenzji głosuję na powieść Burgessa. Chociaż obie powieści są dobre!)

Anton Morozow: Cześć, Niusza. U mnie wszystko świetnie. Co takiego?

Wy, dziewczyny, macie skłonność do przesady. Może to kwestia nastroju?

(I jednak dlaczego Burgess? Uzasadnij)

Niusza Cichutka: chodzi o to, że nie obchodzi cię mój wygląd i to jest plus.

A jeszcze o to, że jesteś chłopakiem i mi odpisujesz. To dowodzi, że nie jestem pustym miejscem i całkiem da się ze mną rozmawiać. Tak naprawdę jestem całkiem sympatyczna - jak na grubaskę, oczywiście.

(Podoba mi się jego literackie przeklinanie. Chociaż... jakie ono, do diabła, literackie? To przecież Burgess! H-ha! No i w jego powieści jest dużo osobistego - to przekonuje.)

Anton Morozow: Co do poranka - nie spiesz się z martwieniem. Jeszcze nie wieczór i wszystko może się zmienić.

Niusza Cichutka: Wątpię, ale wolę wyciągać wnioski i knuć podstępne plany. A jeszcze pisać różne głupoty do mądrych chłopaków(

Zgadnij, co zachciało mi się teraz przeczytać jeszcze raz?

Anton Morozow: „Wojnę i pokój”?

Niusza Cichutka: Bhaha. Nieśmieszne! Nie zgadłeś. Bridget Jones. Brakuje mi jej optymizmu.

Szkoda, że nie czytasz historii romantycznych! Czasem jest w nich więcej prawdy życia niż w słowach klasycznych bohaterek.

Anton Morozow: Nie czytałem.

Niusza Cichutka: Koszmar! Niedługo zupełnie nie będzie o czym z tobą rozmawiać! Staniesz się tak samo marudny i nudny jak zardzewiały zawias w starych drzwiach, który rzęzi w uszach i który wszyscy chcą jak najszybciej zatrzasnąć! Więc jeśli zamierzasz mi się sprzeciwić - nawet nie zaczynaj!

Wyglądało na to, że mojej wirtualnej znajomej naprawdę szwankował nastrój, więc pospiesznie zapytałem:

Anton Morozow: Coś się stało?

Zwykle Niusza nie szukała słów w kieszeni, więc i teraz od razu odpowiedziała:

Розділ 5 / 7 · Сторінка 3 з 5