SOVABOO

Upolować Kujona!

Ch. 6: Rozdział 6

Rozdział 6

Розділ 6/7 · Сторінка 1 з 371%

Nie wiem, czy istniały jakieś granice idiotycznego żartu, w który wciągnęła mnie Korsak, ale ja ich nie widziałem. I na pewno nie czułem się szaleńcem, inaczej od pierwszego dnia stałbym na tylnych łapach, pozwalając nieoficjalnej królowej uniwersytetu bawić się mną jak swoim szczeniakiem.

Chociaż wątpię, żeby ona w ogóle lubiła psy. Takie myślą tylko o sobie!

Nie, teraz, kiedy szok minął, czułem złość, a do tego twarde przekonanie, że to głupie prześladowanie trzeba przerwać. A jeśli Korsak tego nie chce, będę musiał zrobić to sam - albo oboje utkniemy w absurdalnym ślepym zaułku, w którym zetrzemy się już na serio.

Mam nadzieję, że nikomu z grupy nie przyjdzie do głowy paplać o tym, co było na wykładzie u Chaschanowa. I mam nadzieję, że nikt nie zauważył, że siedziałem jak idiota, kiedy Agnia mnie całowała. Przecież spokojnie mogą pomyśleć, że nie byłem przeciw!

Diabli, nawet nie przyszło mi do głowy, żeby ją odepchnąć albo się odwrócić. Ale czy mogłem się tego spodziewać?!

I co ją w ogóle napadło! Szalona dziewczyna! Dobrze, że Ella nas nie widziała!

- Truszczobin! Hej, Rodion, zaczekaj!

Dogoniłem niewysokiego, ale krzepkiego chłopaka z ciemnym jeżykiem włosów niedaleko kafeterii i zatrzymałem go. Poprawiłem okulary, podchodząc bliżej.

Nadeszła pora obiadu, w korytarzach znajomo pachniało słodkimi bułkami i kawą, a mijali nas studenci, spiesząc się przekąsić coś w małej kawiarni prosto w budynku dydaktycznym. Nie znaliśmy się z Truszczobinem blisko, ale znaliśmy się przez Andrieja Żylina. I tak samo jak Żylin, Truszczobin studiował w jednej grupie z Korsak i kiedyś zwracał się do mnie o pomoc. Chłopak od dawna miał opinię awanturnika i cwaniaka, wielu ludziom zalazł za skórę, ale teraz interesowało mnie coś innego - z całą pewnością był na bieżąco z uniwersyteckimi newsami.

- O, Morozow? Cześć! Czego potrzebujesz?

Ja też nie zamierzałem owijać w bawełnę i powiedziałem, jak jest:

- Musimy pogadać.

- O czym? - Truszczobin się zdziwił, ale apetyt zwyciężył i chłopak odwrócił się w stronę kafejki. - Słuchaj, a to nie może poczekać? - zapytał z nadzieją. - Dziś rano zaspałem - jestem głodny jak diabli! Oj, Tamarka! - zawołał przechodzącą obok blondynkę z krótką asymetryczną fryzurą i w obcisłych dżinsach. - Zajmij mi kolejkę, zaraz będę!

- Najpierw zajmij kolejkę, potem pożycz pieniądze. Obejdzie się, Rodik! - rzuciła dziewczyna, nawet się nie odwracając, a Truszczobin zaklął.

- Nie, nie może poczekać, - przypomniałem o sobie. - Ale mam tylko parę pytań. Chciałem zapytać o Korsak.

Chłopak już zbierał się, żeby coś krzyknąć za blondynką, ale usłyszawszy nazwisko, zmienił zdanie. Odwrócił się do mnie i zainteresowany uśmiechnął się krzywo, natychmiast zapominając o jedzeniu.

- A co nie tak z Agnieszką? Kwitnie i pachnie, wszystkim na zazdrość - piękna i zajęta. - Roześmiał się i klepnął mnie po ramieniu. - Przecież ona niby jest twoją dziewczyną, Morozow, więc co ja mam do tego?

Może i nie miał nic do tego, ale warto było się upewnić.

Ja też się uśmiechnąłem - wyszło sztywno. Drwina nie zabrzmiała niespodziewanie, ale i tak zabolała.

- Widzę, Truszczobin, niezbyt wierzysz w nasz związek? - zapytałem z uśmieszkiem.

Dobrze chociaż, że chłopak nie zaczął kręcić. Wzruszył ramionami, wsuwając ręce do kieszeni spodni.

- No, jeśli szczerze, to z trudem.

- Dlaczego?

- Sam rozumiesz. Na tak luksusową dziewczynę jak Agnia nie każdego stać. Prezenty, uwaga, to, tamto... Już nie mówię o jej rodzinie i wymaganiach. Sam jej samochód kosztuje więcej niż moje mieszkanie. A ty kim u nas jesteś? Niby proletariusz? I do tego typ zakręcony na punkcie fizyki.

- Tak, wszystko się zgadza. I co?

- No właśnie! Równoległe proste się nie łączą i obraz olejny jakoś się nie maluje, jak by nie patrzeć.

Z tym akurat się zgadzałem i zdecydowanie nie zamierzałem dyskutować. Zamiast tego w odpowiedzi klepnąłem chłopaka po ramieniu.

- Czyli jednak jesteś w temacie? Świetnie! Wiedziałem!

Uśmieszek powoli zsunął się z twarzy Rodiona i chłopak się spiął. Wyjąwszy rękę z kieszeni spodni, podrapał się po nosie.

- Nie rozumiem. W temacie czego, Morozow? - przygryzł wargę, marszcząc brwi. - O czym ty mówisz?

Albo dobrze grał, albo naprawdę nic nie wiedział. Wolałem wybrać pierwszy wariant.

- Skoro Agnia i ja jesteśmy tacy różni, może wiesz, jaka jest przyczyna jej nagłego zainteresowania mną? Widzisz, nie tylko tobie wydaje się, że logika się posypała. Jeszcze nie zwariowałem i wolę żyć z Korsak w równoległych światach. Więc kto jest autorem tego żartu, Truszczobin? Ty u nas zawsze byłeś na bieżąco z newsami, oświeć mnie. A może to był zakład? Mam dość łamania sobie głowy.

Chłopak pomyślał i wzruszył ramionami, ale moje przypuszczenie wyraźnie go zainteresowało.

- Jeśli nawet, to ja nic o tym nie wiem.

- A co wiesz o samej Korsak? - nie zamierzałem się poddawać. - Co o niej wiesz?

- O Agnii? No, może coś tam wiem, - przeciągnął i znów się uśmiechnął, kapując, do czego zmierzam. - Ale mogę dowiedzieć się więcej. Tylko będziesz mi coś winien, bracie.

Wyjąłem z plecaka pieniądze i pokazałem je w palcach.

- Wystarczy? Więcej nie dam.

Pieniądze natychmiast zniknęły w kieszeni spodni Rodiona.

- Nada się. Popytam, kto co słyszał. Agnia na pewno teraz nikogo nie ma - wiedziałbym. Ale to jeszcze nie znaczy, - chłopak uniósł palec do twarzy, - że nie było! W ostatnim półroczu spotykała się z dwoma - z każdym najwyżej tydzień i obu sama rzuciła. W piątek osobiście widziałem, jak w „Pajęczynie” podbijał do niej jeden banan. Ładnie podbił - nie pomogło. Spławiła go wprost. - Truszczobin się roześmiał. - Powinieneś być dumny, Morozow! Twoja dziewczyna ma ostry język, a ty nie masz konkurencji! Cholera! Ale masz fart, kujonie!

Przy najlepszych chęciach nie mogłem podzielić jego wesołości. Przypomniały mi się czarne oczy i pewne „Jesteś mój!”, które wbrew oświadczeniu Korsak wcale mnie nie uszczęśliwiło.

- To nie jest śmieszne.

- No co ty?! A moim zdaniem bardzo! Chcesz rady? - Rodion nachylił się i objął mnie za szyję. Powiedział poufale: - Co za różnica, czego chce ta suka Agnieszka? To i tak niedługo się skończy. A kiedy się skończy, będzie ci przykro, że nawet nie potrzymałeś jej za tyłek. Cholera, Morozow! Ja na twoim miejscu bym ją...

Tego było już za wiele i przerwałem chłopakowi w pół słowa, nagle czując, jak palce zaciskają mi się w pięści. Może i zgłosił się, żeby mi pomóc, ale nie zamierzałem słuchać jego wygłodniałych fantazji.

- Wystarczy! Nie jesteś na moim miejscu, Truszczobin. Zamknij się! I lepiej powiedz, kiedy kończą wam się zajęcia...

- A co takiego?

- Chcę poczekać na „swoją” dziewczynę i porozmawiać.

***

 

Nie było sensu czekać na Korsak przy budynku. Po zakończeniu zajęć studenci jeszcze przez jakiś czas się nie rozchodzili i rozmowa sam na sam w hałaśliwych korytarzach rodzimej alma mater raczej by się nie udała.

Czekałem na nią na parkingu, usiadłszy na niskim metalowym ogrodzeniu i wsunąwszy ręce do kieszeni dżinsów, licząc, że dziewczyna pojawi się sama. I się nie pomyliłem.

Nie podobała mi się. Ani trochę! Rozpieszczona, cyniczna snobka z żądłem zamiast języka! Ale od jej pojawienia się serce zabiło mocniej, a od bliskości przez ciało przebiegł żar.

Розділ 6 / 7 · Сторінка 1 з 3