Rozdział 5
Igor też jadł z nami, a razem z nim trzecia dziewczyna w dziale — Gruzinka Manana Eristawi, sympatyczna czarnooka gaduła. No a co ma robić zespół przy obiedzie, jeśli nie plotkować o szefostwie? To właśnie od niej dowiedzieliśmy się, że nasz szef uchodzi za najbardziej pożądanego kawalera w firmie, zmienia dziewczyny jak rękawiczki i mimo narzeczonej „tam” (na pytanie Waleczki, gdzie tam, Manana nie umiała odpowiedzieć — w końcu plotki!), kręci jeszcze romans z córką dyrektora technicznego, ślicznotką Lenoczką. Okazało się, że ta ostatnia pracowała w naszej księgowości i, jak przyznała Manana, nie było dnia, żeby nie zajrzała do działu do Gordiejewa.
— Nie wiem, Maszka, coś nie wierzę w istnienie narzeczonej naszego Dmitrija Sanycza nie wiadomo gdzie — sceptycznie prychnęła kiedyś Waleczka, dogryzając ciastko. — Bo po co miałby kręcić amory z córką technicznego na oczach ojca i psuć sobie karierę? Na pewno to Wadim Spiridonowicz otworzył Gordiejewowi własny dział — dziewczyna kiwnęła głową do własnych wniosków. — Mówię ci! A swoją Lenoczkę szykuje mu na żonę.
No, szykuje to szykuje. Co mi do tego? Jaka różnica? Ja muszę kupić dzieciom prezenty pod choinkę i zapłacić za mieszkanie. Dlatego posłuchałam, wzruszyłam ramionami i poszłam sobie do ekspresu po porcję kofeiny.
Co prawda wieczorem, kiedy zasypiałam we własnym łóżku, mimo wszystko wyobraziłam sobie narzeczoną Gordiejewa. Wyobraźnia narysowała wysoką, chudawą dziewoję z kwaśnymi ustami i zimnym spojrzeniem, jak u Dimki.
Ciekawe, kiedy się całują, twarze nie stukają im jak dwie kostki lodu?
A następnego dnia w naszym dziale pojawiła się Lenoczka i zrozumiałam, że wyobraźni ufać nie wolno.