SOVABOO

My nad oceanem

Ch. 5: Rozdział 5

Rozdział 5

Chapter 5/6 · Page 1 of 567%

Plotki o powrocie Palmera nie zdążyły jeszcze rozejść się po szkole, więc na lekcjach łaciny i francuskiego nikt jeszcze o tym nie mówi. Nie brakuje za to ciekawskich, którzy chcą się upewnić, czy wiem, że mój były chłopak spotyka się teraz z samą Kate Harding.

Mam dość tej uwagi, a od pełnych litości spojrzeń robi mi się niedobrze, więc uciekam z klas zaraz po dzwonku. Dopiero gdy widzę Trishę i Amber w stołówce, w kolejce przy ladzie z jedzeniem, wreszcie wypuszczam powietrze:

— Jak mnie dziś wszyscy wkurzają, dziewczyny! Nienawidzę tego dnia! Dlaczego choć na chwilę nie można stać się niewidzialną!

Pogoda jest świetna, na terenie szkoły jest dużo zieleni, więc postanawiamy zająć nasz stolik na wewnętrznym dziedzińcu, gdzie siedzą już inni uczniowie, i zaczynamy lunch.

Jake’a jeszcze nie ma, Seana już nie będzie, a Zachary zapodział się gdzieś przy ladzie w tłumie licealistów. Posępnie dłubię widelcem w odgrzanym makaronie z serem i przysłuchuję się rozmowie dziewczyn — po prostu dlatego, że nie chcę o niczym myśleć ani nic mówić.

— Och, to lato u babci… Nienawidzę rodzinnego szantażu i naszego rodzinnego rancza w Tennessee! Wiecie, dziewczyny — Amber wkłada do ust kawałek pizzy warzywnej, odganiając muszkę sprzed twarzy — oczywiście kocham swoich staruszków, ale to był ostatni raz, kiedy zgodziłam się spędzić u nich wakacje. O mało nie umarłam z nudów! Nie chodź do klubu, nie rozmawiaj z tym chłopakiem, nie jeźdź sama rowerem nad rzekę. „Dziecko, czemu masz takie paznokcie — przedrzeźnia krewną zrzędliwym głosem — jakby ktoś odbił je młotkiem?! To ma być modne?!”. Gdzie się nie ruszysz, wszędzie czerwone linie! A jeśli coś jest nie tak, dziadek łapie się albo za serce, albo za strzelbę.

— Jaki koszmar!

— Po prostu odetchnęłam, kiedy wróciłam! Gdyby jeszcze Jill z mężem wynieśli się od rodziców, byłoby idealnie! Ale nie, siostra też postanowiła mnie uczyć życia. A ja nie chcę! Nie wtrącałam się do jej życia prywatnego! Może zamierzam zapamiętać ten rok jako najbardziej odjechany! Mam do tego prawo! I nie patrz tak na mnie, Trish. Ty masz chłopaka, Ashley miała, a ja jeszcze nie. Jeśli ktoś się dowie, że pierwszy i ostatni raz w życiu całowałam się w wieku jedenastu lat z Hugh Grimesem, wyśmieją mnie! Nie znoszę go!

Do sąsiedniego stolika podchodzi grupa czterech chłopaków, wszyscy z szkolnej drużyny lacrosse, a z nimi wysoki, ciemnoskóry Jake — jeden z dwóch bramkarzy „Złotych Orłów”. Zauważywszy Trishę, zostawia przyjaciół i podchodzi do nas. Szeroko się uśmiecha i wita:

— Cześć wszystkim!

Na terenie szkoły pocałunki i uściski nie są mile widziane, ale lunch to nasz prywatny czas, więc Jake zdejmuje z ramienia plecak i rzuca go na trawę, po czym całuje swoją dziewczynę w policzek. Stawia tacę na stole i siada obok.

Z Jenkins spotyka się już od roku, przez ten czas wszyscy zdążyliśmy się poznać, więc nie dziwię się, kiedy troskliwie pyta mnie:

— No i jak się masz, Ashley? Wyglądasz nieźle. Chyba nie jesteś aż tak rozbita, jak wszyscy gadają? Dzisiaj tylko leniwy nie plotkuje o nowej dziewczynie Rentona. Ale moim zdaniem to palant, powiedziałem mu to prosto w oczy.

— Hej! — staje za mną wierna Trisha. — A czego się spodziewałeś, że rozmaże smarki po trawie? Jeszcze czego! Dobrze mu powiedziałeś, ona już zapomniała o tym kretynie. Prawda, Ash?

Nie mam apetytu i makaron stygnie, ale w głosie przyjaciółki brzmi tyle nadziei, że biorę się w garść i spokojnie uśmiecham się do Jake’a. Po pierwsze, to ja rozstałam się z Seanem, a oni wciąż się z nim kolegują. Po drugie, chłopcy z jego drużyny z zaciekawieniem zerkają w naszą stronę, a rozbudzanie ich zainteresowania łzawym wyznaniem byłoby głupim błędem.

— Prawda. Wszystko jest dobrze, Jake, poza tym, że z Seanem raczej nigdy nie zostaniemy przyjaciółmi. Myślę, że nie potrzebuję już związku z takim chłopakiem i nawet dobrze, że od razu się to wyjaśniło. Teraz jest czas, żeby skupić się na nauce i pracy w gazecie, co właśnie zamierzam zrobić. Nie jestem więc rozbita, po prostu idę dalej.

— Nie usprawiedliwiam go, Ashley.

— Wiem, Jake.

— Kate Harding od dawna się na ciebie uwzięła, a ja z Trishą myślimy, że Sean jest tylko narzędziem w jej rękach. Szkoda, że nikt nie zna całej prawdy o was — że jesteście przyrodnimi siostrami — a on też nie. Ale nie martw się, nie będę paplać o twojej rodzinie. A w te wszystkie plotki uwierzy tylko idiota!

— Bingo! — Amber nagle radośnie i głośno wykrzykuje, pochyla się ku chłopakowi i pstryka palcami przed jego twarzą. — Jakie plotki? Szybko, opowiadaj!

— Nie waż się! — rozkazuje przyjacielowi Trisha, a Jake’owi nie pozostaje nic innego, jak z cierpiętniczą miną spojrzeć na mnie.

— Ash? Chyba się wygadałem, co?

Nagle się uśmiecham, szczerze żałując chłopaka.

— Ech, ty! Kto tak się daje złapać, Finley! To przecież Amber! Teraz zje ci uszy, ale wydobędzie szczegóły! No, opowiadaj — pozwalam, odsuwając od siebie plastikowy talerz z makaronem i przygotowując się do słuchania. — Chyba nie zdołasz mnie zaskoczyć. Przez cztery lata widziałam już od Kate wszystko.

Ale Jake’owi udaje się mnie zaskoczyć. Tak bardzo, że czerwienię się jak mak, dowiadując się o sobie wielu nowych rzeczy. Że podobno przez całe lato prześladowałam Rentona płaczliwymi listami i nieprzyzwoitymi zdjęciami. Że całuję się obrzydliwie mokro — z otwartymi ustami, jak ryba na brzegu. Że nie golę pach i że biedak ledwo się ode mnie uwolnił.

Nic dziwnego, że wszyscy dookoła tak się na mnie gapią.

— C-co?

Jestem tak zaskoczona, że gubię się w tym, co usłyszałam. Uwierzyć w to jest równie trudno, co boleśnie. Cokolwiek się stało, Sean nie mógł czegoś takiego powiedzieć. Nie, nie wierzę. Nie zasłużyłam od niego na takie wiadro obrzydliwości.

Ale nawet jeśli to nie on to powiedział, na pewno wszystko słyszał, a na tę myśl robi mi się naprawdę niedobrze.

— Co za suka! — zaskoczona wydycha Amber, posuwając się w swoich domysłach dalej niż ja. — Ta Harding oszalała przez swoją bezkarność. To podłe!

— Fuj, Jake! Miałam o Rentonie lepsze zdanie! — Trisha też jest oburzona, a nawet wstaje z ławki, zapominając o jedzeniu. — Natychmiast powiedz wszystkim, że Ashley nie ma problemów z higieną! — żąda, wyciągając rękę w stronę jego przyjaciół przy sąsiednim stoliku. — To Kate ma nie po kolei w głowie! Zazdrosna dupa! Szkoda, że nie mamy średniowiecza i nie mogę wyzwać tej żmii na pojedynek, bo z przyjemnością bym ją obiła!

Chłopcy przy sąsiednim stoliku nie rozumieją wszystkiego z naszej rozmowy, ale z uśmieszkami obserwują, co się dzieje, a Jake sadza przyjaciółkę z powrotem na ławce. Obejmuje ją i uspokaja — z temperamentem Jenkins trzeba jeszcze umieć sobie poradzić!

— Uspokój się, Trisha. Mówię przecież: bzdury. Nikt nie wierzy w te brednie, nie martw się!

— Jakie brednie? O co się kłócicie? Coś przegapiłem?

Do stolika z tacą w rękach podchodzi ciemnowłosy Zachary, a ja przesuwam się, robiąc Bakerowi miejsce na ławce obok mnie i Couch.

— Obgadują Ashley — wyjaśnia chłopakowi Amber. — Stosując brudne zagrywki. Nic o tym nie słyszałeś?

— Nie.

Zachary, jak zawsze w okularach, nawet na lunchu jest zebrany i skupiony, więc Amber nie potrafi powstrzymać uszczypliwości:

Chapter 5 / 6 · Page 1 of 5