SOVABOO

Na przełomie Szkarłatnego

Ch. 1: Rozdział 1

Rozdział 1

Chapter 1/24 · Page 2 of 31%

– Najpierw mnie złap! I nie podskakuj do mnie, ostrzegałam cię!

Dziś w stołówce było głośno, siódmoklasiści przy stołach świetnie się bawili. Nikt nawet nie zauważył, jak jeden z nich, wyczekawszy moment, popchnął drugiego, a ten upadł plecami na dziewczynę jedzącą obiad przy sąsiednim stoliku. Nikt nie ucierpiał oprócz jej talerza z jedzeniem, w którym nagle znalazły się kompot i bułka. Ignat patrzył wtedy na swoją koleżankę z klasy i słyszał, jak ten Czwyriew rechocze. Nauczycielka była zaledwie kilka metrów dalej, chłopak był pewien, że gdyby Saszka Szewcowa poskarżyła się na żartownisia, tamtego od razu ostro by przywołano do porządku, ale ona po prostu wstała i bez słowa odeszła. A teraz…

A teraz dziewczyna lekko zeszła po szkielecie z drugiej strony szklarni, sfrunęła na ziemię jak ptak z półtorametrowego ceglanego występu i pobiegła do szkoły…

– Z drogi, Grubasku! – ciemnowłosy chłopak, wpadając na niego, odepchnął go na bok. – Czego stoisz! Mewa, stój! – krzyknął za swoją krzywdzicielką, rzucając się w pogoń. – I tak nie uciekniesz!

Wszystkie dzieci patrzyły za nimi, Ignat też. Specjalnie wszedł chłopakowi w drogę, ale na więcej zabrakło mu odwagi. Bardzo nie chciał, żeby ten paskudny typ Czwyriew dogonił Saszkę.

 

– Mieszkasz przecież w moim domu, tak?

Nie odpowiedziała, nawet nie spojrzała w jego stronę. Po prostu otworzyła zeszyt i zapisała datę oraz temat lekcji.

– Widziałem cię. A ja mam na imię Ignat. Ignat Sawin. Niedawno przeprowadziliśmy się do waszego miasta.

– Wiem, nie jestem głucha, – odpowiedziała Saszka, nie podnosząc głowy. – Tamara Michajłowna przedstawiła cię wszystkim.

– I jestem twoim sąsiadem. Tylko ja mieszkam na trzecim piętrze, a ty na czwartym.

– Po co usiadłeś ze mną, Sawin?

Dopiero teraz Saszka podniosła wzrok znad zeszytu i spojrzała na chłopca. Siedział pół metra od niej, bardzo blisko, a jego niebieskie oczy oglądały ją z żywym zainteresowaniem — drobną, szczupłą twarz o regularnych rysach i ledwie widocznych piegach na nosie. Jakąś oderwaną od świata, chyba. Zamkniętą.

– Nie wiem. Zachciało mi się, – uczciwie przyznał Ignat. Nagle poczuł, że Saszki nie wolno okłamywać.

Kiedy zaczęła się lekcja angielskiego i wszyscy weszli do klasy, Ignat został przy progu, czekając na nauczycielkę. Weszła do sali, dostojnie stukając obcasami — szczupła, wysoka, nieuśmiechnięta kobieta w średnim wieku — i z góry przywitała uczniów.

– Good afternoon, children! Sit down, please. We begin our lesson[*].

Odwróciwszy się do chłopca, odpowiedziała suchym skinieniem głowy.

– Nazywam się Wenera Igoriewna. Rozmawiałam z twoimi rodzicami, Sawin. Bardzo liczę, że nie będziesz miał trudności z odrabianiem zadań domowych z mojego przedmiotu. Jak każdy szanujący się pedagog cenię u uczniów staranność i pilność. I nie znoszę spóźnień. Wszystko jasne?

– Tak, Wenero Igoriewno.

Ignat był jedynym dzieckiem w rodzinie, późnym dzieckiem, od małego przywykł do miłości i opieki, dlatego ani trochę się nie zdziwił, gdy dowiedział się, że mama i tata zdążyli już porozmawiać z nauczycielką. Tak było zawsze — rodzice o krok przed nim. Ale pod chichotami chłopaków rzuconymi w jego stronę: „Patrzcie, Grubaska mamusia za rączkę przyprowadziła”, speszył się i poczerwieniał.

– Bielenko, cisza! – surowo przywołała ucznia do porządku „anglistka”. – A ty, Sawin, nie stój przy progu i nie opóźniaj lekcji.

Nauczycielka zaproponowała, by usiadł, i Ignat znów zauważył, jak niezadowolone usta zacisnęły się u jasnowłosej dziewczynki z drugiej ławki — Weroniki Marszawiny. Wychowawczyni już pierwszego dnia posadziła ich razem, tłumacząc to tym, że dziewczynka ma w klasie autorytet, ale zarozumiała prymuska nie spodobała się chłopcu. Ani trochę. Usłyszał, jak szepnęła w stronę sąsiedniego rzędu:

– Mam dość! Mam jeszcze na angielskim siedzieć z tym grubasem?

O, niedoczekanie! Ignat sam nie cieszył się z przymusowego sąsiedztwa. Na lekcji języka obcego uczniowie podzielili się na dwie grupy i wolnych miejsc w klasie było dość. Oczy same odszukały Saszkę i chłopak z ostrożną radością w duszy zauważył, że siedzi sama. Zresztą przez dwa dni nauki zdążył już dostrzec: Szewcowa zawsze siedziała sama. Niezmiennie w rzędzie przy oknie i w ostatniej ławce.

Ignat minął Marszawinę i usiadł w ławce z Saszką. Chyba pierwszy raz w życiu czuł, że jest mu obojętne, co pomyślą inni. Po klasie przebiegły zdumione szepty.

– No to koniec! Zaraz Mewa go pogoni! – dobiegło do niego rozbawione, a Ignat wstrzymał oddech.

Nie pogoniła. Nawet nie zwróciła uwagi. Chłopak wypuścił powietrze i otworzył szkolny plecak. Rozłożył na stole nowe przybory szkolne i zamilkł, zerkając w stronę sąsiadki.

– A więc temat dzisiejszej lekcji to „Przysłówki” (Adverbs), – tymczasem odezwała się nauczycielka, wypisując słowo na tablicy pięknym charakterem pisma. – Dzisiaj dowiemy się, na jakie pytania odpowiadają przysłówki, co opisują, a także omówimy na konkretnych przykładach, jak przysłówki tworzy się i stosuje w języku angielskim. A zaczniemy chyba od tego, że wszyscy wyjmiemy podręczniki i otworzymy je na stronie… Krapiwina! Powiedziałam otworzyć podręcznik, a nie buzię! Natychmiast!

– Przepraszam, Wenero Igoriewno. Ale to wszystko Bielenko! Mówi o mnie paskudne rzeczy!

– Skarżypyta!

– Sam jesteś głupi!

Saszka siedziała nieruchomo, wpatrzona w zeszyt, jakby wcale nie słyszała prośby nauczycielki.

– Hej! – cicho zawołał ją Ignat. Wyjął książkę, położył przed sobą i otworzył na właściwej stronie. – Wenera Igoriewna powiedziała wszystkim, żeby otworzyli podręczniki, – przypomniał dziewczynie.

Spięła się, ale po plecak nie sięgnęła. Tylko krótko spojrzała.

– Przecież powiedziałam, że nie jestem głucha, – odpowiedziała dość ostro. – Mam świetny słuch.

– Ja też. Muzyczny, – nie stracił głowy chłopak i nagle nieśmiało uśmiechnął się do Saszki.

 

Nie był gruby, wcale nie. Może trochę pulchny, niewysoki i niezgrabnie uprzejmy wobec wszystkich, jak przystało na chłopca chowanego pod kloszem. Ciemnoblond włosy lekko wichrzyły się nad czołem, duże niebieskie oczy patrzyły otwarcie, a usta się uśmiechały… Saszka nie chciała, ale jej wzrok zahaczył o jego uśmiech — niezwykły i jakiś czysty, chyba. Zapatrzyła się. Na pełnych policzkach chłopca pojawiły się dołeczki.

– Dlaczego cały czas na mnie patrzysz? – spytała niespodziewanie dla samej siebie, ni to ze zdziwieniem, ni to z wyrzutem. – Jakbyśmy się znali, a przecież tak nie jest?

– Nie, – Ignat pokręcił głową i, zgodnie z oczekiwaniami, speszył się. Sam nie potrafił powiedzieć „dlaczego”. Po prostu patrzył i tyle. Nie mógł nie patrzeć, odkąd po raz pierwszy zobaczył Saszkę.

– Szewcowa! – niespodziewanie surowo zabrzmiało od tablicy i oboje drgnęli.

Saszka powoli wstała.

– Szewcowa! – powtórzyła anglistka. – Nie widzę na twojej ławce podręcznika. Gdzie on jest?

– Zostawiłam go w domu, Wenero Igoriewno.

– Jak to? Znowu? – zdziwiła się kobieta. – Szewcowa, to trwa nie pierwszy miesiąc i nie pierwszy rok. W ogóle nie rozumiem, jak z takim podejściem do przedmiotu udaje ci się uczyć. Podaj mi swój dzienniczek, proszę, – wyprostowała się z godnością i wyciągnęła rękę wymagającym gestem. – Jestem zmuszona wpisać uwagę twoim rodzicom.

– Nie.

– Co: nie? – wydyszała anglistka ze zdumieniem.

– Nie mam dzienniczka.

Chapter 1 / 24 · Page 2 of 3