Rozdział 1
– To znaczy jak? Też zapomniałaś?
– Tak.
Nauczycielka podeszła do pierwszej ławki i zmarszczyła brwi.
– Nie do pomyślenia! Jeśli teraz okaże się, że nie masz odrobionej pracy domowej, będę zmuszona wyprosić cię z klasy i porozmawiać z Tamarą Michajłowną.
– Mam! Mam ją! – Saszka podała zeszyt i obcasy dostojnie przestukały między rzędami. Anglistka wzięła zeszyt, przekartkowała… Zostawiwszy otwarty, oddała, kładąc go na stole przed dziewczynką.
– Jesteś jakimś ewenementem, Aleksandro, słowo daję, – pokręciła głową, uważnie patrząc na uczennicę, która odwróciła twarz ku oknu. – Sama już nie wiem, co mam z tobą zrobić…
– Ignatuszku! Synku! Hej! A my z tatą tutaj! Już się naczekaliśmy!
Drogi opel zatrzymał się niedaleko szkolnej bramy i ledwie chłopak pojawił się na szerokiej alejce, rodzice radośnie go zawołali.
– No i jak minął dzień? – mama złapała Ignata za ramiona i głośno cmoknęła go w pulchny policzek. Poprawiła chłopcu czapkę i kaptur. Ojciec czule poklepał syna po plecach. – Poznałeś dzieciaki? Dostałeś jakieś oceny? No dalej, słoneczko, opowiadaj! Z tatą nie możemy się doczekać, żeby wszystko usłyszeć! A tak przy okazji, co powiesz na uczczenie końca drugiego dnia nauki wypadem do „Szokoladnicy”? Ja osobiście porządnie zgłodniałam!
To było tak znajome — tata i mama, zawsze kochający, zawsze uważni, zawsze obok. Ale dziś Ignat nagle poczuł się dorosły i już nie pierwszy raz tego dnia się speszył. Obejrzał się przez ramię w stronę bramy, pragnąc wypatrzyć swoich kolegów z klasy śpieszących do domu.
Obok przeszła Saszka w cieniutkiej kurteczce i lekkiej chłopięcej czapce, i nawet nie spojrzała w jego stronę. Zupełnie jak wtedy, kiedy spakowała plecak i wyszła z sali języka obcego. I tak nie odpowiedziała Ignatowi na pytanie: „Mogę na angielskim siedzieć z tobą?”
Nagle zostawił rodziców i dogonił ją.
– Ala! Ala! – zawołał, ale dziewczyna nie od razu się odwróciła. Jakby nie zrozumiała, że zwraca się do niej. Musiał ją obiec i stanąć jej na drodze. – Ala, pojedź z nami! Przecież jedziemy w tę samą stronę! Mój tata nas podrzuci. A jeszcze jedziemy do „Szokoladnicy” i zapraszam cię. Moi rodzice nie będą mieli nic przeciwko! Pojedziesz? Przedstawię cię im.
Ale Saszka, jak zawsze, nic nie powiedziała. Po prostu odwróciła się i jeszcze szybciej ruszyła alejką, mieszając się w tłumie innych uczniów. Ignat wrócił do rodziców z niczym i, ku ich zmartwieniu, odmówił jazdy do kawiarni. Wsiadł do samochodu i milczał przez całą drogę do domu, nie zauważając, jak mama i tata z niepokojem wymienili spojrzenia.
– Mamo, nie przyjeżdżajcie już po mnie do szkoły, dobrze? – poprosił, kiedy opel zatrzymał się pod ich domem, a silnik zgasł. – Chcę sam wracać do domu, jak inni.
– Synku, ale to dla nas żaden kłopot, – zdziwiła się mama. – Poza tym tata ma wolne. I co to za głupoty, Ignat? – kobieta uśmiechnęła się. – Wielu rodziców odbiera dzieci po lekcjach i nic w tym złego. A poza tym nie znasz jeszcze miasta wystarczająco dobrze. Martwimy się.
– Nie jestem już mały. Proszę, mamo! – poprosił chłopak. – Na pewno się nie zgubię! Przecież to niedaleko!
– No, to zależy, jak na to spojrzeć, – stanowczo wtrącił tata. Nagle spytał poważnie: – Synku, w nowej szkole na pewno wszystko w porządku? Zapewniono nas, że szkoła jest świetna, ale jeśli szykują się problemy, bez dyskusji przeniesiemy cię do innej, tylko powiedz.
– Nie, mamo, tato! Wszystko dobrze!
Gdzieś tam, drogą do domu, szła Saszka, a on zaryzykował pytanie, wyskakując z samochodu.
– Mamo, a mogę trochę pospacerować po podwórku? Teraz. Niedługo!
– Synku, – kobieta wysiadła za nim i spojrzała na chłopca z łagodną naganą. Wzięła z jego rąk plecak, żeby podać go mężowi. – Tak po prostu? W nowym szkolnym mundurku?
– Tak! Będę ostrożny!
– Ignat, nie wymyślaj.
– No, ma-amo!
Saszka nie zapisała pracy domowej z angielskiego i on już wymyślił powód, dla którego zatrzyma dziewczynę i zagada. Tylko że trzeba było jeszcze odzyskać plecak. Ale nawet jeśli tata zaniesie podręczniki do domu, zawsze można zaprosić sąsiadkę, żeby wpadła w gości i obejrzała nowy pokój — duży i jasny. Chyba najlepszą sypialnię w ich czteropokojowym mieszkaniu. A poza tym… nigdy jeszcze nie przyjaźnił się z dziewczyną.
– Ignat, nie poznaję cię, – mama zafrasowana zmarszczyła brwi. – Na dworze chlapa, a ty doskonale wiesz, że musisz oszczędzać gardło.
– Ale…
– Żadnych „ale”! Synku, – powiedziała już łagodniej kobieta, prowadząc chłopca do klatki, – babcia do нас przyjechała, teraz pewnie piecze twoje ulubione placki i czeka, nie może się doczekać wnuka. No i trzeba się przebrać, i odpocząć. Jakie podwórko? Za dwie godziny zajęcia w szkole muzycznej. Niedługo weekend, jeszcze się pobawisz.
Niebieskie oczy ze smutkiem spojrzały na drogę.
– Dobrze, mamo.
The story continues...
The next chapter is already waiting for you.