Rozdział 3
Puch. Jak zawsze na myśl o chłopcu w piersi ostrymi krawędziami poruszył się smutek. Saszka często wspominała Ignata, zwłaszcza przed snem, kiedy zostawała sama w ciemnym pokoju wiejskiej izby, a obrazy w pamięci stawały się wyraźniejsze — jak grał jej na pianinie, opowiadał historie, jak uśmiechał się na ulicy, ciągle próbując złapać ją za rękę. Saszka od razu domyśliła się, że bardzo tego chce, i nie opierała się. Lubiła czuć jego ciepło i z jakiegoś powodu ani trochę nie było jej wstyd, kiedy rozumiała, jak ostrożnie ściska jej palce.
Brakowało jej go, ale Saszka zawsze była mądrą dziewczynką i od razu zrozumiała jeszcze wtedy, na schodach, że baba Lida ma rację. Nic dobrego z ich przyjaźni nie wyniknie. Tylko nie z taką jak ona — już lepsza zarozumiała Marszawina. Aż strach pomyśleć, co stałoby się z Puchem, gdyby znalazł się w jej świecie. W świecie, gdzie kobiety nazywa się sukami, a mężczyźni łatwo rozwiązują problemy alkoholem i siłą rąk. Gdzie troska o bliskiego przypomina przetrwanie, a miłość ból. Gdzie nie ma pocałunków na dobranoc, ciepłych objęć i czułych słów. Co stałoby się z Saszką, gdyby przyszło jej zobaczyć, jak gaśnie ogień w niebieskich oczach, a na jego miejsce przychodzą rozczarowanie i strach?.. Nie, już lepsza uraza i mądra opieka rodziców. A przyciąganie między nimi kiedyś minie. To po prostu pomyłka, że wciąż jakoś nie mija.
„Mnie wszystko jedno”, – powiedział Puch. Głupi. Jej, Saszce, nie jest wszystko jedno, i to wystarczy, żeby zdecydować za nich dwoje.