Rozdział 5
Nie na darmo Szewcow tresował córkę. Umiała mówić językiem zemsty — i przemówiła. Wściekłość może być cicha i szybka, bez krzyku i histerii, a mimo to przykrywać człowieka po czubek głowy. Tak też Saszka biła, jak czuła i jak umiała. Bez ostrzeżenia, wybierając wrażliwe miejsca — w twarz, w krocze, brutalnie, nie żałując rąk ani nóg, nie czując bólu. Ścierając małymi, ale celnymi pięściami zwycięskie uśmiechy z pewnych siebie twarzy. Oczywiście zapewne wszyscy by sobie z nią poradzili, ale zadziałały zaskoczenie, zdumienie i twarz dziewczyny — blada, z twardo zaciśniętymi ustami. A jeszcze krew, która strumieniem chlusnęła ze złamanego nosa Czwyriewa, a potem z ucha jednego z kolegów. Jeszcze jeden chłopak z jękiem wił się pod oknem, przyciskając ręce do krocza.
„Pamiętaj, Sańka, najpierw bij, a dopiero potem mów. Bo się spóźnisz”.
Spóźniła się, ale mówić im nie pozwoliła. Krzyknęła, kopnąwszy Artura w bok. Dopiero teraz pozwalając uczuciu wyrwać się na zewnątrz:
– Wynocha! Wszyscy! Cholerny Ćwok! Nienawidzę!
Kiedy się wynieśli, oparła się o ścianę i zsunęła w dół. Ręce drżały tak, że musiała przycisnąć je, zdarte do krwi, do piersi i odrzucić głowę, opierając potylicę o chłodny panel. Wściekłość też ma swój odrzut i najczęściej to boli.
– Alka, – Ignat poruszył się. – Oszalałaś.
Dokładnie, jest szalona. Teraz i on to wie. Ale patrząc na niego, o sobie nie myślała, było jej po prostu przykro, że magiczny wieczór dla nich, ledwie się zacząwszy, już się skończył — w końcu korytarza słychać już było tupot nóg i nauczycielski okrzyk. A jednak powiedziała, nie mogła nie powiedzieć.
– Puchu, musisz stać się silniejszy. Nie będę mogła wiecznie cię bronić, rozumiesz? Kiedyś moich sił zabraknie, a nie chcę, żeby takie gady któregoś dnia złamały cię równie łatwo jak twoją gitarę.
Przed dyrektorem szkoły i Tamarą Michajłowną stało tego wieczoru trudne zadanie: jak najciszej i najszybciej załatwić oburzający konflikt, do którego doszło w murach ich placówki, a w którym było zbyt wiele poszkodowanych stron. Rozeznać się było trudno, bo jednym nie wierzono, a inni milczeli.
– A jednak, Wadimie Witaljewiczu, jestem skłonna wierzyć Saszy Szewcowej, – wychowawczyni próbowała bronić swojej uczennicy. – Znam tę dziewczynkę, ona jest zupełnie nieagresywna. Nie pamiętam ani jednego podobnego przypadku z udziałem Aleksandry.
– A ja wcale nie jestem tego pewna! – wtrąciła Irina Sawina. – Koledzy Ignata z klasy wszystko mi opowiedzieli. Najpierw ta Sasza wyprowadziła mojego syna z sali, a potem nagle znaleziono go pobitego na podłodze. Jakie dziwne zbiegi okoliczności! Nawet jeśli to nie ona biła, mogła namówić tych koleżków-bandytów! Nie możecie zignorować jej udziału w pobiciu!
– Chcę pani zauważyć, że jednemu z uczestników bójki dziewczynka złamała nos, – ponuro zauważył dyrektor. – Dwaj pozostali chłopcy też ucierpieli. Nie sądzę, żeby tak postępowano z przyjaciółmi. Choć zachowania Szewcowej też nie mogę usprawiedliwić. Co nam na to powiesz, Sasza?
– Nic.
– Zmusili cię, żebyś zaprowadziła Ignata na korytarz? Tak?
– Nie. Już wszystko opowiedziałam.
– Dobrze. Dokąd z nim chodziliście?
Saszka nie odpowiedziała, tylko uparcie spojrzała dyrektorowi w oczy, i mężczyzna niechętnie kontynuował:
– Czyli nikt cię nie zmuszał i osobiście nikt cię nie tknął, ale nagle postanowiłaś wszystkich pobić? I trzech chłopaków cię nie powstrzymało? Obraz tej opowieści się nie zgadza, Sasza, i czuję, że ktoś z was kłamie.
– A ja czuję, towarzyszu dyrektorze, – wtrącił Szewcow, – że jeśli zaraz nie zostawicie mojej córki w spokoju, poszkodowanych w tej pieprzonej szkole będzie więcej. Sherlockowie Holmesi, kurwa! Urządzili tu przesłuchanie! Kto wam dał prawo sądzić moją Sańkę? Gdyby jej coś się stało, samego ciebie bym wykastrował!
– Widzicie państwo, jakie chamstwo i okrucieństwo! Czego można oczekiwać od dziecka przy takim ojcu?!
– Czego chcesz, paniusiu?
– Żądam, żeby pan i pańska okropna dziewczyna zostawili naszego syna w spokoju! I jeszcze wyjaśnimy, kto sprowokował dzisiejszy konflikt!
– Okropna? A co jest nie tak z moją Sańką? Krzywa jest? Koślawa? Głupia? Po coś tu przyszła się żalić? Po co ogon rozpuszczasz? Nie spodobały się twarze? Nikt ich przed tobą na sprzedaż nie wystawia!
– Boże, co za koszmar! Jak panu nie wstyd! I jeszcze pijany… Cham! Wadimie Witaljewiczu, nie, nie chciałam, ale teraz zamierzam żądać!
– Czego pani chce? – zmęczony spytał dyrektor.
– Żądamy, żeby to dziecko wyrzucono ze szkoły…
W tamtym maju Saszka po raz pierwszy obcięła swoje długie włosy — krótko, brzydko i nierówno. I choć przed nią było lato — pal licho. Jeśli widzą ją jako złą, znaczy, taka się stanie.
Thank you for choosing Sovaboo and valuing honest creativity!
We are building this space with love for books and respect for authors. Your support allows authors to keep writing and create new stories for you.
To keep reading, you can purchase online access to all chapters of the book.
* VAT is included in the price.