Rozdział 9
Nawet nie pamiętam o pannie Edwards i jej zadaniu, kiedy kilka minut później, ochłonąwszy, wychodzę z gabinetu. Gdy znajduję się w opustoszałym korytarzu, zatrzymuję się przy automacie z napojami, żeby kupić butelkę wody mineralnej i choć trochę ulżyć suchemu gardłu, które wciąż drapie po rozmowie z Carterem Wrightem.
W gardle jakby zostały zadrapania od jego lodowatego głosu i wściekłości, ale ile bym nie piła, woda nie pomaga. O reszcie po prostu postaram się zapomnieć.
Oglądając się za siebie, idę w stronę skrzydła, gdzie w długich rzędach stoją szafki uczniów. Podchodzę do swojej szafki we wnęce, otwieram ją i pakuję do plecaka podręczniki, które zamierzam zabrać do domu.
Na skórze wciąż swędzą mnie ślady zostawione przez palce Nicholasa i trudno to zignorować. Znajduję nawilżaną chusteczkę i wycieram szyję raz za razem, marząc, by te ślady nigdy nie istniały, ale to nie takie proste.
Chciałabym jak najszybciej znaleźć się w domu i zmyć je z siebie pod gorącymi strumieniami prysznica. Tak, jak zmywałam każdy jego dotyk do tej pory.
Och. Zamykam szafkę i opieram czoło o drzwiczki pomalowane w żółto-zielone barwy szkoły Ellison. Stoję tak, chłonąc chłód metalu, myśląc o Aleksie i z całego serca pragnąc, by był teraz przy mnie – ten żywy, uśmiechnięty chłopak, jakiego pamiętam. Żeby wziął mnie za rękę albo po prostu zawołał: „Lena!”. Na dźwięk jego głosu w mojej duszy zawsze drżała radość.
Pragnę tak niewiele, ale nawet to marzenie nigdy się już nie spełni.
Na korytarzu za moimi plecami słychać kroki i ktoś naprawdę mnie woła:
– Lena?
Chuck Forsey i Gregory Butler – koledzy z klasy i przyjaciele Aleksa – wyłaniają się zza zakrętu. Przechodzą korytarzem i widząc mnie, reagują zdziwieniem:
– A ty nie idziesz na stadion? Tam już jest cała szkoła! Słyszysz? – Chuck zwraca moją uwagę na stłumione dźwięki męskiego głosu wzmocnionego przez mikrofon, dobiegające przez uchylone okno. – Nasz dyrektor strzela przemowę! Wygląda na to, że stary Gibson postanowił zdzierać gardło, byle tylko się wykazać. Mówią, że do szkoły przyjechał burmistrz – sekretarka Moran się postarała. Także na stadionie będzie niezła pompa!
Pulchny Greg też się śmieje i unosi w górę pięść.
– Dokładnie! Nasi ostro zamknęli zeszły sezon! Idę kibicować! „Berkuty” to mistrzowie! Zobaczycie, w tym roku skopią tyłki szkołom Lincolna i Świętego Patryka, a ja będę tym gościem, który zobaczy to na własne oczy!... Chodź, Lena! – zwraca się do mnie. – Dzisiaj ogłoszą Wrighta kapitanem, nie chcę przegapić takiego dnia!
A ja chcę. I to bardzo!
– Tak, już idę. Tylko wezmę parę rzeczy. Wy lećcie – staram się uśmiechnąć do chłopaków – dogonię was! I tak usiądę z dziewczynami!
– No, jak chcesz – Greg wzrusza ramionami, a Chuck natychmiast ciągnie kumpla za sobą:
– Chodź, Butler, bo się spóźnimy! I tak stanowczo za długo grzebałeś się z tymi odczynnikami!
– Łatwo ci mówić, a ja nienawidzę tej chemii!
Chłopaki odchodzą, a ja znów zostaję sama. Zamykam szafkę, zakładam plecak i po sekundzie wahania ruszam za nimi. Mają rację. Choćbym nie wiem jak bardzo chciała wracać do domu, jeśli nie pojawię się na stadionie, reszta na pewno to zauważy. A jeśli zadzwonię do mamy z prośbą, by mnie odebrała, ona na poważnie się zaniepokoi, a wtedy o wszystkim dowie się Mark. Stamtąd już krótka droga do Nicholasa.
O, nie. Nie chcę, żeby Nick zaczął wątpić w to, czy powiedziałam mu prawdę w kwestii Cartera Wrighta. To nie jego interes!
– Lena! Hej, Lena, dawaj do nas! – krzyczy z trybun Victoria, zauważywszy mnie z daleka, i macha ręką. – Zajęłam ci miejsce!
Siedzi w kółku dziewczyn w górnym rzędzie i patrzy na boisko, na którym dyrektor Gibson przedstawia właśnie burmistrza Sandfield Rock – szpakowatego, ale dość młodo wyglądającego mężczyznę. Ten chwali szkołę Ellison, prezentuje swój nienaganny uśmiech i dziękuje wszystkim za zaproszenie, ale dziewczyny go nie słuchają. Szepczą między sobą, dumnie poprawiają kucyki i podśmiewają się, zerkając w stronę starszych chłopaków – to jedyne, co potrafi teraz przykuć ich uwagę.
Wszyscy mają świetne humory i chyba jest mi to na rękę, że nikogo nie obchodzi, jak wyglądam po lekcji prawa.
Przyjaciółka przesuwa się na długiej ławce, klepie dłonią w siedzisko, a ja siadam obok niej, lądując między dziewczynami. Natychmiast czuję, że w tym ogólnym zgiełku robi się spokojniej.
Trybuny są praktycznie zapełnione uczniami i rodzicami. Każdy chce zobaczyć odświeżony skład drużyny i nowego kapitana „Berkutów”, którego dzisiaj przedstawi szkole trener Hurley. Powszechne podekscytowanie dosłownie wisi w powietrzu. Mecze lacrosse to u nas wielkie wydarzenia i właśnie o tym przez megafon nawija dyrektor Gibson.
– No, trochę ci to zajęło, Lena! – Victoria wierci się obok mnie, rozglądając się na boki. – Pilar mówiła, że nowa babka od historii to rodowita Gorgona! I że po lekcji zostawiła ciebie i Cartera w klasie. Czy ona upadła na głowę?! – Vic ma bardzo żywą mimikę i szczerze się dziwi: – Mam nadzieję, że mój brat wygarnął jej wszystko, co o niej myśli! Bo on już tu jest, a ciebie ciągle nie było!
Nienawidzę kłamać, wolę już milczeć, ale z wścibską Victorią ten numer nie przejdzie.
– Tak, panna Edwards to surowa nauczycielka – mówię, jak jest. – Zostawiła nas, żebyśmy skończyli zadanie, ale twój brat uwinął się szybciej niż ja. No i poszedł.
– Taa, Carter jest mózgiem – dziewczyna chętnie potakuje głową. – Usłyszałabyś tylko, jak on liczy! W ogóle nie potrzebuje kalkulatora i wszystko zapamiętuje najszybciej ze wszystkich – zawsze z Aleksem podziwialiśmy to u niego! O, patrz – pokazuje ręką w bok, natychmiast zapominając o bracie – tam jest Pilar z dziewczynami! Zaraz się zacznie!
Dyrektor wraz z burmistrzem zgodnie odchodzą w stronę trybuny honorowej, a nad stadionem zaczyna grać muzyka – najpierw cicho, lecz z każdą sekundą coraz głośniej. Drużyna cheerleaderek z grupy wsparcia, ubrana w żółto-zielone stroje, zdążyła już podzielić się na dwie grupy i na komendę swojej kapitan, Alicii Parks – obecnej dziewczyny Nicholasa – wbiega na boisko. Formując układ, zaczynają tańczyć, machając pomponami i głośno skandując powitanie dla „Berkutów”. Trybuny zgodnie im wtórują.
Kiedy kręcony kucyk Mendez podskakuje na dole, przy krawędzi boiska, a zadowolona Pilar z szerokim uśmiechem wykonuje figury taneczne i przerzuty bokiem, ogólny szał w końcu udziela się i mnie, zmuszając do zapomnienia o tym, co wydarzyło się w gabinecie.
Cieszę się ze względu na przyjaciółkę. Świetnie poradziła sobie z wejściem do zespołu, niepotrzebnie się martwiła. Cheerleading też strasznie mi się podoba i pewnie sama odważyłabym się spróbować sił w tańcu sportowym, gdyby muzyka nie kręciła mnie jeszcze bardziej.
– Wszyscy razem: Berkuty góra!
– Wszyscy głośno: po zwycięstwo czas!
– Szybciej, mocniej, pod chmury!
– Wygrana dziś wzywa nas!
Dziewczyny kończą taniec, trzęsą pomponami i rozbiegają się, a na boisko wreszcie wychodzą chłopacy w sportowych strojach zawodników lacrosse.