SOVABOO

Odłamki Ciebie

Ch. 9: Rozdział 9

Rozdział 9

Chapter 9/54 · Page 2 of 315%

Na przedzie idzie postawny, około czterdziestoletni mężczyzna – trener Hurley. Prowadzi swoją drużynę pewnym krokiem, a ta ustawia się w rzędzie naprzeciwko trybun – wyrośnięci, krzepcy faceci. Wszyscy wokół krzyczą na powitanie... a ja nie potrafię. Ponieważ dla mnie nagle wszystko się powtarza i w tej drużynie dostrzegam tylko jednego chłopaka.

Co jest ze mną nie tak?

Twarde usta, uparte, ostre kości policzkowe i niebieskie, zimne spojrzenie. Carter Wright wygląda na bledszego niż zwykle i w przeciwieństwie do swoich kumpli chyba w ogóle nie ma zamiaru uśmiechać się do kibiców.

Nie chcę na niego patrzeć. Nie chcę!

Powtarzam sobie, że jest nieprzewidywalny, wściekły i że na pewno nie zasłużyłam na jego nienawiść! Że zachował się wobec mnie potwornie! Zmuszam się, by odwrócić wzrok – w końcu na boisku jest dzisiaj cały skład drużyny, dwa tuziny chłopaków, wśród których są moi koledzy z klasy...

I mimo to wzrokiem wracam do Wrighta.

Patrzy prosto przed siebie, słucha tego, co mówi do niego Hurley, i nagle, jakby poczuwszy mój wzrok, podnosi oczy. Bezbłędnie odnajduje mnie w jednym z górnych rzędów trybuny i przygryzając wargę, jeszcze mocniej zaciska usta.

– O, nieee! Lena, ty tylko na to spojrzyj! Ta Alicia Parks to rodzona suka! – nagle obok mnie ze złością podskakuje Victoria, wbijając się palcami w moje ramię. – Nienawidzę jej! Po co wiesza się na Nicku? Przecież wszyscy patrzą! Myśli, że jak jest kapitanem cheerleaderek, to wszystko jej wolno?! Nienawidzę jej! Gruba krowa! Boże, no co Nicholas w niej widział?!

W Victorii aż kipi od emocji, u mnie wręcz przeciwnie – wszystko zamarza. Pod ciężkim spojrzeniem Wrighta czuję się tak, jakbym znów była z nim w gabinecie, przyciśnięta do ściany. Teraz dzieli nas ponad dziesięć metrów i wypełniona ludźmi trybuna, a i tak wydaje mi się, że jest blisko. I że jeśli nie zamknę oczu, w pełni poczuję siłę jego wściekłości. Znowu.

Zmuszam się, by oprzytomnieć.

„Carter... Carter! Carter!” O nie, nie pomylę go. I tak, wiem, kogo mam przed sobą. Aż szkoda, że tak dobrze.

Nawet nie zauważam, kiedy podnoszę rękę i wierzchem dłoni wycieram usta, zostawiając na skórze lekki ślad krwi, jaki pozostał po naszym dzikim, bolesnym pocałunku. Nie obchodzi mnie, że Wright to widzi. Niech widzi! Nie chcę na niego patrzeć ani o nim pamiętać. Nie chcę!

– Białowłosa żmija! Lena, ona postanowiła go sobie przywłaszczyć! Spotykają się zaledwie dwa tygodnie, a ona już pcha mu łapy pod koszulkę przy wszystkich! O mój Boże, oni na bank ze sobą sypiają!

– Kto? – odwracam głowę i patrzę na złą, a zarazem smutną twarz Vic.

– Nick z Alicią, no jasne! – przyjaciółka jest załamana. – Len, co mam zrobić, żeby zwrócił na mnie uwagę, co? Słuchaj, może z nim porozmawiasz? Jest twoim bratem, powinien cię posłuchać! Opowiesz mu wszystko o tej zdzirze! Zobaczysz, na pewno ją rzuci!

Odnajduję wzrokiem swojego przybranego brata i jasnowłosą dziewczynę, którą obejmuje. Ich uścisk jest całkiem niewinny – ręka Alicii spoczywa na mocnym karku Nicholasa, a jego dłoń na jej talii. Dziewczyna uśmiecha się szczęśliwie i choć zupełnie nie wzbudza mojej sympatii, Wiki ewidentnie przesadza. Mam zamiar jej to powiedzieć.

Ściskam już dłoń przyjaciółki, gdy nagle dostrzegam ostre spojrzenie Nicka skierowane na Wrighta.

Patrzy na przyjaciela, ma zmrużone szare oczy, a z jego twarzy zniknął uśmiech. I choć Carter zdążył już się odwrócić i mówi coś do trenera, szósty zmysł podpowiada mi, że Nicholas zrozumiał, na kogo tamten patrzył. A to oznacza, że należy spodziewać się kłopotów. I na pewno nie spotkają one Wrighta.

– Lena, więc pogadasz z Nickiem o Alicii? – prosi Victoria. – Proszę, proszę! O rany, ale ty masz farta z bratem! Możesz tak po prostu wejść do jego pokoju i pogadać. A w czasie burzy usiąść i zagrać we dwoje w Scrabble albo w Monster Huntera! A mnie Carter w ogóle nie słucha! Uważa, że pozjadał wszystkie rozumy i sam o wszystkim decyduje!

Nic z tych rzeczy. Jeśli chodzi o rodzinne gierki. Ale nie zamierzam jej o tym mówić.

– Vic, ale czy to w ogóle wina Nicholasa?

– No jasne! – dziewczyna pewnie potakuje, a czarny kucyk dumnie opada na jej chude ramię. – A niby czyja? – dziwi się szczerze.

– No dobrze, zobacz – uzbrajam się w cierpliwość. – Przed Alicią była Mandy, przed Mandy Caroline, a przed Caroline urocza Grace – przypominam jej. – Pamiętasz? I każdą z nich nazywałaś zdzirą i groziłaś, że ją zabijesz. Każdą, Wiki.

Victoria markotnieje. Po namyśle ciężko wzdycha, obejmuje mnie ramieniem w talii i opiera głowę na moim barku. Pyta smutno:

– Pamiętam. Myślisz, że jestem nieudacznicą?

O, na pewno nie!

– Nie, wcale tak nie myślę. Myślę, że po prostu zakochałaś się w niewłaściwym facecie.

Dziewczyna odsuwa się, wyraźnie urażona.

– No widzisz, Lena! Nawet ty, moja przyjaciółka, nie chcesz mi pomóc!

– Nie chcę – przyznaję szczerze i dodaję: – Ale tylko dlatego, że wiem jedno: Nicholas nie zatrzyma się na Alicii, Vic! Po niej będzie kolejna. I nawet jeśli wybierze ciebie, ten związek może złamać ci serce, a na to nie zasłużyłaś.

– On już mi je łamie, obściskując się z tą idiotką! Nienawidzę jej! Nienawidzę ich obojga! – ale złości w Victorii nie starcza na długo i zaraz wzdycha rozmarzona: – A jeśli jednak mnie pokocha, Lena? A jeśli jestem jego przeznaczeniem?!

Milczę, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Naprawdę nie mam pojęcia, czy mój przybrany brat jest zdolny kogoś pokochać. Do tej pory traktował dziewczyny dość lekkomyślnie, żeby nie powiedzieć – lekceważąco. Nie pamiętam ani jednej, na którą patrzyłby tak, jakby była dla niego całym światem.

Dziewczyna, nie doczekawszy się odpowiedzi, odwraca wzrok.

– Pewnie nigdy się tego nie dowiem – mówi rozżalona – bo Nick nawet nie chce mnie zauważać. A wszystko przez Cartera! Mój brat nie pozwoli mu się ze mną spotykać, sam tak powiedział!

Piąstki Victorii zaciskają się z frustracji na kolanach, a ona gwałtownie wypuszcza powietrze:

– Już wolałabym, żeby w tamtym wypadku przeżył Alex! Z nim zawsze było łatwiej! Rozumiał mnie! A Carter jest jak ściana! Ma wszystkich gdzieś! Robi tylko to, na co sam ma ochotę!

Nie wypowiada dosłownie słów: „Wolałabym, żeby tamtego dnia zginął drugi brat”, ale właśnie to słyszę w jej głosie i choćby nie wiem jak bardzo brakowało mi Aleksa, przeraża mnie to.

Victoria uświadamia sobie, że palnęła coś nie tak, i sama blednie. Próbuje się wytłumaczyć:

– Po prostu... po prostu Alex zawsze był miły, rozumiesz? Słuchał mnie. Był obok, kiedy chciałam mu coś opowiedzieć, i nigdy nie był dla mnie szorstki. A Carter... Pamiętasz imprezę u Sharon Reynolds w zeszłym roku? Tą, na którą nie przyszłyście z Pilar?

– Tak, pamiętam. Strułaś się po niej.

– Nic z tych rzeczy! To wszystko sprawka Cartera! Zobaczył mnie i Sharon na tyłach jej domu i nakarmił mnie papierosami. Tak, paliłyśmy – i co z tego?! Wielkie mi rzeczy! Jakby wokół były same aniołki! A on przegonił Sharon, kazał mi zjeść kilka sztuk, a potem popić puszką piwa. Tak strasznie się po tym czułam! Oczywiście postawił na swoim, teraz nie mogę patrzeć na szlugi, ale to było okrutne!

Jeszcze jak. Ale nie mogę powstrzymać się od uwagi:

Chapter 9 / 54 · Page 2 of 3