SOVABOO

Pokochaj mnie, Wróbelku!

Ch. 4: Rozdział 4

Rozdział 4

Chapter 4/7 · Page 2 of 446%

— Masz, trzymaj. Możesz wziąć prysznic, ale po sobie posprzątaj! — uprzedziłem chłodno. — I przestań wystawiać moją dobroć na próbę i jęczeć. Nie jestem twoim wujkiem, a ty nie jesteś moim gościem. Ty…

— Tak, pamiętam — dziewczyna złapała rzeczy i przycisnęła je do siebie. — Jestem twoim Kopciuszkiem.

Tak na nią łypnąłem, że natychmiast się poprawiła:

— To znaczy dłużniczką!

— Właśnie! I na pewno nie moją, rozmarzyłaś się! Po prostu zrób to, na co się umówiliśmy, i się rozejdziemy. I przestań mnie już zauważać, zrób mi tę przysługę. Drzwi do łazienki są po prawej!

Zniknęła za tymi drzwiami tak szybko, jakby tylko czekała na moje pozwolenie.

Odepchnąłem nogą swoją torbę, podszedłem do biurka komputerowego, na którym zostawiłem kawę z kanapkami, i w dwóch gryzach zjadłem wszystko, prawie nie zaspokajając głodu. Odsunąłem naczynia, ściągnąłem z siebie sweter, padłem na kanapę i wpatrzyłem się w ekran plazmy, dalej złoszcząc się na siebie i nie śledząc zmieniającego się przed oczami obrazu. Nagle zachciało mi się wrócić do obozu treningowego, jeśli nie stanąć z kimś do sparingu, to przynajmniej porządnie obić worek.

Nieznajoma spędziła w łazience jakieś dwadzieścia minut, po czym wymknęła się na korytarz — usłyszałem, jak drzwi się otworzyły i zamknęły — i zniknęła w kuchni. W tym czasie zdążyłem trochę się uspokoić i oglądałem film akcji „Adrenalina”, kompletnie odjechany akcyjniak z Jasonem Stathamem w roli głównej. A kolacji wciąż nie było. Nie zamierzałem jednak pilnować dziewczyny i dalej się z nią niańczyć, więc od razu o niej zapomniałem, wciągnięty przez rozgrywającą się na ekranie scenę pościgu i efektowny drift drogich bryk na drodze.

Pewnie minęła jeszcze godzina albo coś koło tego, kiedy między mną a ekranem nagle mignęła dziewczyna. Podeszła do stołu, wzięła naczynia i wróciła do kuchni. A ja, jak siedziałem na kanapie, tak otworzyłem usta.

Nie zrozumiałem. I co to, do cholery, było?

A właściwie kto?!

***

Dziewczyna, którą przyprowadziłem do domu, miała na twarzy grubą warstwę charakteryzacji, a nastroszone włosy, umazane farbą w sprayu, sterczały z przodu pasmami nieokreślonego koloru i na pewno nie były długie. Albo nie zwróciłem uwagi na ich długość. Jednego byłem całkowicie pewien: nieznajoma nie była skromnisią i raczej naprawdę nie potrzebowała mojej pomocy. To ostatnie złościło najbardziej, tak sprawnie mnie wykiwała. Chyba nie zdziwiłbym się, gdyby po prysznicu dziewczyna zjawiła się u mnie półnaga i spróbowała nawiązać kontakt; całkiem pasowałoby to do obrazu naszej znajomości. Wtedy z czystym sumieniem wyrzuciłbym ją ze swojego życia i wreszcie zapomniał.

Ale z jakiegoś powodu nie byłem gotów na to, że okaże się… hm, inna.

Jakby pojawiła się tu sama z siebie i tak samo sama z siebie zniknęła.

Odłożyłem pilot na bok i usiadłem prościej, odprowadzając nieznajomą zdezorientowanym spojrzeniem.

Po minucie wróciła do salonu, tym razem ze ściereczkami w rękach, i zabrała się za wycieranie kurzu. Poruszając się niemal bezszelestnie, zaczęła ustawiać rzeczy, które porozrzucałem byle jak jeszcze przed wyjazdem, nie przyciągając uwagi i starając się nie wchodzić mi w oczy.

Czyli dosłownie mnie nie zauważając.

Serio?..

Ta myśl nieprzyjemnie zadrapała męskie ego. Żeby dziewczyna była w moim mieszkaniu, a ja dla niej nie istniałem, czegoś takiego nie mogłem sobie przypomnieć. I nieważne, że sam ją o to prosiłem!

Nieznajoma, w której teraz po nieformalce z placu nie został nawet ślad, przetarła komodę, a potem szafę. Wspięła się na palce, dosięgnęła górnej krawędzi dekoracyjnego obrazu na ścianie i przetarła ramę. Poprawiła go, cofnęła się o krok i sprawdziła, czy wisi prosto. Zmieniła ściereczkę, obeszła stolik kawowy, pochyliła się, strącając włosy z ramienia, i starła kurz ze szkła. Odsunęła od ściany lampę stojącą, zacisnęła palce na długim, wypolerowanym trzonie, przykucnęła i powoli przeciągnęła po nim jednym długim ruchem w górę, a potem w dół…

Ciężko przełknąłem ślinę, natychmiast zapominając o filmie i o kulminacyjnym momencie, do którego bohater dotarł porządnie poturbowany, czując, jak puls mi przyspiesza.

Włosy dziewczyny po prysznicu były jeszcze trochę wilgotne, ale okazały się jasne i długie, aż do talii. Gęste i jedwabiste, z lekką blond falą; na takie przyjemnie patrzeć i pewnie przyjemnie ich dotykać.

Wciąż miała na sobie moją koszulkę, ale zdołała zawiązać ją w talii jakimś niewidocznym węzłem i ściągnęła sznurkiem pas moich sportowych szortów, przez co leżały na niej zupełnie inaczej, podkreślając zaokrągloną linię bioder i smukłe nogi o gładkiej, delikatnej skórze.

Jeszcze nie widziałem jej twarzy, ale nogi zdecydowanie zasługiwały na uwagę. Zwłaszcza po tym, jak zdążyłem pomacać i ocenić jej tyłek…

— Gdzie masz odkurzacz? Po prostu powiedz, sama wezmę.

— Co?

Wydawało mi się, czy ona wcale nie spieszyła się, żeby na mnie spojrzeć? Podniosła się, zgniotła w dłoni ściereczkę, zerknęła na moją nagą pierś i szybko odwróciła wzrok, rozglądając się po kątach pokoju.

— W sypialni — burknąłem ostrzej, niż chciałem, i też odwróciłem się do telewizora. Wbiłem wzrok w plazmę, przygryzając wargę.

— A czy… tam też trzeba posprzątać? — usłyszałem nieco rozczarowane.

— Oczywiście, a jak myślałaś? Nie śpię w zbieraczu kurzu. I w ogóle pracuj, Kopciuszku, co to za pytania?! Masz jeszcze umyć podłogi, a kolacja nie jest gotowa!

— A gdzie mop i wiadro?

— Nie mam pojęcia. To ty tutaj sprzątasz, więc szukaj!

Dziewczyna odwróciła się i zniknęła w sypialni. Przymknęła za sobą drzwi, a ja wypuściłem powietrze.

No i słusznie! Nie ma mi przeszkadzać w oglądaniu filmu.

Jednak bardzo szybko nieznajoma wyszła z sypialni, wyciągnęła odkurzacz na środek salonu i, przerzuciwszy włosy przez ramię, włączyła go na pełną moc.

Jasne, czyli w tym mieszkaniu złościłem się nie tylko ja.

Musiałem zrobić telewizor głośniej. I to znacznie!

Kiedy odkurzacz ucichł, prawie ogłuchłem, kurwa mać! Za to przestałem gapić się na dziewczynę i porządnie zakląłem przez zęby, przeczuwając, że nocka wyjdzie jeszcze mocniejsza niż wieczór. Bo do miasta wróciłem, nawet wpadłem do mieszkania nie sam, tylko szczęście najwyraźniej zostawiłem za drzwiami.

Wstałem z kanapy, wyłączyłem plazmę, cisnąłem pilot jak najdalej i wyszedłem na balkon. Gdybym palił, zapaliłbym, a tak tylko wsunąłem ręce do kieszeni dżinsów i wciągnąłem przez nozdrza chłodne marcowe powietrze, próbując ochłonąć i obserwując, jak za oknem stopniowo zapada zmrok.

Na telefon przyszła wiadomość, już druga w ciągu kilku minut. Wyjąłem komórkę z tylnej kieszeni spodni, spojrzałem na ekran i zobaczyłem, że napisała Albina. Nie czytałem, nie chciałem. Po prostu wsunąłem gadżet z powrotem do kieszeni i zapomniałem. Odeszła, to odeszła, sama mogła się domyślić, że na tym nasza znajomość się skończyła.

A historia z Kopciuszkiem wciąż trwała, i dopiero miałem położyć jej kres.

Drzwi na balkon pozostawały otwarte i doleciał do mnie zapach duszonego mięsa, aromatycznego i zdecydowanie jadalnego, z pikantnymi ziołami. No, nareszcie! Żołądek od razu przytaknął i wymagająco zaburczał, jakby mówił: dość czekania na zaproszenie. No i długo jeszcze dziewczyna będzie sterczeć w mojej kuchni? Może w ogóle zapomniała, po co tu jest?

Chapter 4 / 7 · Page 2 of 4