SOVABOO

Pokochaj mnie, Wróbelku!

Ch. 5: Rozdział 5

Rozdział 5

Chapter 5/7 · Page 1 of 357%

Rita

Zakręciłam kran, postawiłam wiadro z wodą na podłodze i usłyszałam, jak zamknęły się drzwi wejściowe. Niebieskooki gbur jeszcze chwilę postał w przedpokoju i wrócił do kuchni, do swojej kolacji. Był zły, i rozumiałam na co, a teraz chyba jeszcze się zmartwił, bo niespodziewanie zobaczył mnie ktoś, kto nie powinien był mnie widzieć. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Ale przecież nie robiłam nic takiego, tylko wykonywałam warunki. Nawet nie zaczęłam się przedstawiać młodemu mężczyźnie, żeby nie przeszkadzać tej dwójce. Ten nieznajomy, który wszedł do mieszkania, spokojnie mógł wziąć mnie za sprzątaczkę, więc niech bierze. A jeśli uwzględnić, że ten Daniel ma gadane i na pewno nie należy do nieśmiałych, nie sądzę, żebym była dla niego problemem.

Nie trzeba być starymi znajomymi, żeby z pewnością stwierdzić, że ten chłopak w każdych życiowych okolicznościach będzie czuł się jak ryba w wodzie. Ciche dziewczyny takie jak ja wyczuwają podobne typy z daleka i starają się omijać je bokiem.

Po co? Żeby się nie sparzyć i nie poranić o nich serca, bo potem długo można dochodzić do siebie. Bo ja oczywiście wierzę w szlachetnych rycerzy i dżentelmenów, tyle że przystojniacy wśród nich dawno wyginęli. Zostali sami rozbójnicy i łamacze serc, tacy jak ten niebieskooki gbur. A książęta, jeśli kiedyś w ogóle istnieli w przyrodzie, teraz mieszkają tylko w bajkach i fantazjach.

Chociaż dzisiaj pod względem odwagi, trzeba przyznać, przeszłam samą siebie o dwie głowy. Ale to wszystko przez stres i moje zagubienie. W każdej innej sytuacji nigdy nie odezwałabym się do tego Daniela. W ogóle bym do niego nie podeszła i na pewno o nic nie prosiła; znacznie spokojniej jest bujać w obłokach i książkowych historiach niż na jawie mieć do czynienia z takim chłopakiem.

Prawie otworzyłam usta, kiedy weszłam do pokoju i zobaczyłam go bez swetra, w samych dżinsach. Dobrze, że nie zauważył, jak zamarłam zmieszana, a potem zamiast drzwi zaliczyłam czołem ścianę. W takiej sytuacji lepiej już wyglądać na zabieganą niż śmieszną i lepiej odwracać uwagę obcymi przedmiotami niż peszyć się faktem, że znajduję się w jednym pokoju z półubranym, pięknym gburem. Który okazał się zadziwiająco podobny do bohatera romantycznej historii: silnego, wiernego i sprawiedliwego… oczywiście jeśli się z nim nie rozmawia, a patrzy z boku.

Bo jeśli się odezwie, bohater łatwo zmienia się w nieuprzejmego rozbójnika i czar pryska. Więc nawet dobrze, że ma paskudny charakter, tak łatwiej się nie oszukać.

Za to nie jest podstępny, natychmiast stanęła w obronie nowego znajomego podświadomość, i musiałam się z nią zgodzić. Propozycję przedstawił uczciwie i domyślił się, żeby dać mi ubrania. Nawet skarpetek nie pożałował! Nawiasem mówiąc, przytulnych skarpetek, niebieskich w gwiazdki. Bez nich nogi zamarzłyby mi już zupełnie.

Najpewniej należą do jego dziewczyny z samochodu, która obraziła się i uciekła. A on nie pobiegł za nią. Bo jest dumny i dlatego, że się tego nie spodziewał.

No tak, wyszło niefajnie z moim pojawieniem się i szarpaniną z bukietem, ale przecież nie zepsułam im wieczoru specjalnie. Teraz szybciutko domyję podłogę, skończę sprzątanie i pójdę. A dokładniej wyjadę z życia tego Daniela i zniknę na zawsze. Bo chyba naprawdę jest zdenerwowany.

A co, jeśli ta brunetka teraz go rzuci? A jeśli on ją kocha?!

Umyłam podłogę w łazience, ogarnęłam przedpokój i schowałam narzędzia z powrotem do gospodarczej szafy. Niezdecydowanie podeptałam w korytarzu, ale jednak odważyłam się wejść do kuchni. Chłopak siedział na krześle bokiem do stołu, oparty nagimi ramionami o ścianę, a gdy usłyszał moje kroki, odwrócił głowę. Odstawiwszy na stół szklankę z niedopitym sokiem, powitał mnie kolącym spojrzeniem.

Oczywiście rozumiałam, że budzę w nim nieprzyjemne emocje i nie cieszy się na mój widok. Przez czas mojego sprzątania uraza do chłopaka za jego grubiaństwo trochę ostygła i stało się jasne, że powinnam chociaż spróbować coś w tej sytuacji naprawić. Powinnam powiedzieć:

— Posłuchaj…

— Co, już się uwinęłaś, K-kopciuszku? — no tak, znowu patrzy niemiło. — Szybka jesteś.

— Tak, ale nie o to chodzi. Może zadzwonię do twojej dziewczyny i ją przeproszę? Wyjaśnię, jak znalazłam się w samochodzie, i powiem, że ty nie masz z tym nic wspólnego? Że to ja jestem winna waszej kłótni. Naprawdę brzydko wyszło przy parku. I o tych napalonych chomikach też niepotrzebnie powiedziałam.

— Do kogo? — wydawało mi się, czy chłopak się zdziwił? Ściągnął brwi z zakłopotaniem, jakby zastanawiał się, o kim mówię.

— Noo, do twojej dziewczyny z samochodu, którą niechcący ugryzłam i zdzieliłam bukietem. Ale tylko dlatego, że się przestraszyłam! — dodałam z całego serca. — Nie ze złości!

Chłopak świadomie przygryzł wargę, odwrócił wzrok i dopił sok. Odstawił szklankę na stół.

— Ona nie jest moją dziewczyną — odpowiedział spokojnie i znów na mnie spojrzał.

Niczego nie rozumiem.

— Ale jak to? Przecież wy z nią tego… zamierzaliście jakby… noo…

Czy ja naprawdę chcę powiedzieć na głos „uprawiać seks oralny”? Prosto w twarz nieznajomemu chłopakowi?

Na policzki nie w porę wpełzł rumieniec i musiałam wybrnąć:

— A dlaczego była zazdrosna?

Ale chłopak, w przeciwieństwie do mnie, się nie speszył. Przeciwnie, odpowiedział ze znajomą nutą irytacji w głosie:

— A to już nie twój interes, jasne? Nie spotykam się z dziewczynami w tym sensie, który teraz masz w głowie.

— Wcale?

— Wcale!

— Ale po co w takim razie… kwiaty? — zdziwiłam się ostrożnie.

— Kupiłem przypadkiem. Wieczór zapowiadał się intensywnie, to się szarpnąłem. Dziewczyna z samochodu jest moją przyjaciółką i nie dopowiadaj sobie za dużo. Jesteśmy dorośli.

Z tym oczywiście nie dało się kłócić. Chłopak dawno wyrósł z wieku nastoletniego i dziewczyna też. Tyle że w mojej głowie i tak coś się nie zgadzało. I chyba winny był temu stres, bo nie przemilczałam, tylko nagle zapytałam:

— Przyjaciółką? To znaczy to, co prawie wydarzyło się w samochodzie, zamierzaliście zrobić… po przyjacielsku?!

— Słuchaj! — chłopak wstał i zrobił krok w moją stronę, błyskając niebieskim spojrzeniem. Zawisł nade mną umięśnionymi ramionami, znalazłszy się tak blisko, że musiałam unieść na niego rzęsy. — Nie udawaj, że urodziłaś się wczoraj. Nie po tym, jak bez problemu obmacałem twój nagi tyłek, a gdybym chciał, mógłbym sięgnąć i do całej reszty. Po czymś takim trudno uwierzyć w twoje zdziwienie! Chcesz powiedzieć, że u ciebie takie rzeczy zdarzają się wyłącznie z wielkiej miłości? To co robisz tutaj? Dlaczego jestem z tobą ja, a nie twój chłopak?

Ee. Hmm. Na to nie miałam co odpowiedzieć. Zdziwienie zniknęło w jednej chwili i odechciało mi się zadawać pytania. Nie wytrzymując tej nagłej bliskości, cofnęłam się i odwróciłam. Powiedziałam cicho:

— Dobrze, przepraszam. Masz rację, to nie moja sprawa. Chciałam tylko podziękować i ci pomóc, ale widzę, że się pospieszyłam. Posiedzę chwilę w pokoju, kiedy będziesz jadł kolację? Za pół godziny możemy jechać, mieszkam niedaleko stąd, szybko wrócisz.

Ale wziął mnie za rękę i odwrócił twarzą do stołu. Chłopak usiadł na krześle i nogą wysunął spod stołu jeszcze jedno. Wziąwszy do ręki telefon, rzucił chłodno, chyba zaczynałam już przyzwyczajać się do jego tonu:

Chapter 5 / 7 · Page 1 of 3