SOVABOO

Sokół i Czyż

Ch. 2: Rozdział 1, część 2

Rozdział 1, część 2

Reading sample: chapter 2 of 19

— Tak gadasz, Fańka — Uljana zmarszczyła brwi — jakbyś sama nie była studentką ekonomii ze stypendium wartym trzy grosze, tylko co najmniej księżniczką duńską, rozpieszczoną uwagą książąt. No dobra, mój Leszek nigdy cię nie kręcił, bo ma specyficzną urodę i charakter świni, ale nie mów mi, że Sokół ci się nie podoba. W to nigdy nie uwierzę!

Kolejna lokalna legenda!

Odwróciłam się i spojrzałam na Artema Sokolskiego, który właśnie z Leszym i Malwinem siadał przy centralnym stoliku, bezczelnie spędzając z miejsc pierwszoroczniaków krótkim rykiem: „Wypad, drobnica!”.

Szatyn z modną fryzurą, nie tak wysoki jak kumpel, ale o wiele bardziej wysportowany i gwałtowny. Moim zdaniem zbyt wybuchowy и mało sympatyczny, żeby od trzech lat być kapitanem uczelnianej drużyny piłkarskiej. Pierwszy zadymiarz, któremu ponoć wszystko uchodzi płazem. Taka mieszanka bohaterów Chucka Palahniuka z „Podziemnego kręgu” z domieszką pewnego siebie psychola. Wymieszajcie te składniki w jednej butelce, mocno wstrząśnijcie, a zrozumiecie, o co mi chodzi.

Zasady mam proste: trzymam się z dala od takich typów, bo nie wróżą nic dobrego. Poza wyglądem, rzecz jasna. Zwykłe dziewczyny przy nich nie mają czego szukać! Ani to wierne, ani sumienia nie ma!

Czy podoba mi się taki typ, który obmacał połowę lasek na wydziale i pewnie każdą zostawił ze złamanym sercem? Hm. Teoretycznie — może i nie pogardziłabym byciem przyciśniętą do ściany przez takiego ciacha… w jednym z moich erotycznych snów. Ale w praktyке, w realu?.. O, nieee! Mam dość własnych problemów! Mała uwaga: od pewnego czasu Anfisy Czyżyk lokalni brutale na literę „D” nie interesują!

— Nie-e, nie podoba mi się. Ani ciut-ciut — znowu zwróciłam się do przyjaciółki. — Głupio marzyć o kimś, kto wysoko lata, a potem celnie sra człowiekowi w serce. A co do Leszka, Ul, to przesadzasz. Gdybym nie wiedziała o brudnych skarpetach twojego brata pod łóżkiem i tym, jak cię wkurza, pewnie bym się zabujała. A tak, sorki, on i beze mnie ma fanklub.

Uljaszka nagle zrzedła i spuściła nos na kwintę.

— To ty mi wybacz, Fań — powiedziała smutno. — Tobie się życie wali, nie masz gdzie spać, a ja tu siedzę i jak ostatnia flądra oceniam tyłki tutejszych samców. Pieprzyć ich wszystkich!

Mina jej tak nagle zrzedła, że aż mi się jej szkoda zrobiło. No co, raz pod wozem, raz na wozie. Nie będę przecież zatruwać życia przyjaciołom swoimi problemami.

Zmusiłam się do przełknięcia pasztecika и nawet wyszczerzyłam zęby w uśmiechu. Niby że spoko, żaden problem! Kto nie był bezdomnym studentem! Co tam! Wszystko się jeszcze ułoży, aż wszystkim gul skoczy! Przecież jestem optymistką…!

— Daj spokój, Ul! Będzie git! Zobaczysz! — rzuciłam dziarsko, choć uśmiech wyszedł mi jakoś krzywo, a ostatni kęs pasztecika stanął dęba w gardle. — Chodźmy już na wykład, Kim, bo się spóźnimy. W moim przypadku wieczór na pewno będzie mądrzejszy od rana — dodałam już mniej pewnie, patrząc w jej ciemne oczy.

Ale nieważne, jak bardzo zgrywałam twardą, dzień na uczelni dobiegał końca, a ja wciąż nie miałam pojęcia, gdzie przyłożyć głowę do poduszki.

Chapter 2 / 60 · Page 2 of 2