Rozdział 2, część 1
— Fań — twarz chłopaka nagle spoważniała. Przestał przypominać tego złośliwego goblina, którym bywał na co dzień. — Serio nie masz gdzie spać?
— A co ja tu robię o tej porze, jak myślisz? — westchnęłam. — Spokojnie, Lesz, nie martw się. Przekimam się na zapleczu. Dwa dni jakoś przeżyję, a na weekend jadę do domu.
— Przecież Timur uzbraja alarm. Nikt cię tu nie zostawi na noc.
Wszystko wie. I ma rację — kto by mnie zostawił? Milczałam.
Nagle na stół z brzękiem upadły klucze.
— Trzymaj, Czyż! Zaułek Fedosiejewa 2, mieszkanie 28. Siódme piętro. Dzisiaj tam przenocujesz, a jutro coś wymyślimy.
Gapiłam się na te klucze jak wygłodzony pies na kość, z wrażenia przyciskając ścierkę do piersi. Zamrugałam zdumiona.
— Leszka... Naprawdę? Dla mnie?
— No naprawdę. Dla siebie je zdobyłem! Podziękuj siostrze, żyć mi nie dawała przez tego swojego „Czyżyka”.
— Dzięki!
Wstał już, by odejść, ale zatrzymał się w pół kroku.
— Tylko słuchaj, Czyż — jutro o dziewiątej rano ma cię tam nie być! I postaraj się nie zostawić śladów, jasne? Klucze oddasz Uljance na uczelni, tak żeby nikt nie widział.
Kiwałam głową jak opętana. Jednak jest jakaсь sprawiedliwość na tym świecie!
— Nie będzie mnie! Mam wykład o ósmej, więc ulotnię się o siódmej jak Kopciuszek z balu! Słowo studentki!
Dlaczego Leszy nagle zamyślony zmarszczył brwi?
— I żadnych zgubionych pantofelków — rzucił surowo.
— Obiecuję!
— No to leć, Czyżyku.
— Czekaj, Leszka! — krzyknęłam, gdy już biegłam w stronę zaplecza. — Czy w tym mieszkaniu ktoś mieszka?
— W zasadzie ma właściciela — skinął głową. — Ale nie pękaj, Fań, on właśnie wyjechał z miasta, a mi zostawił klucze, żebym mógł się rozerwać z jakąś laską. Ten drań nie wpuszcza mnie dalej niż do kuchni i przedpokoju, więc twój nocleg to taka moja mała zemsta na nim.
Leszy wyszczerzył zęby w złośliwym uśmiechu. Pokręciłam tylko głową. Męska przyjaźń to jednak czarna magia.
— Fuj! — pokazałam mu kciuk w dół, choć sama się uśmiechałam.
Właściwie było mi wszystko jedno. Bezdomnego zrozumie tylko drugi bezdomny. Byłam zbyt wykończona, by się martwić. Chciałam tylko jednego — spać!