SOVABOO

Sokół i Czyż

Ch. 5: Rozdział 3, część 1

Rozdział 3, część 1

Chapter 5/60 · Page 2 of 28%

— Co?! Tylko tego brakowało, żeby latać po cudzych domach na takie numery! Nic mnie z Leszką nie łączyło! Po prostu nie miałam gdzie spać, w ogóle! Moja gospodyni to anioł, wynajmuję u niej pokój od dwóch lat, a wczoraj wrócił jej bratanek z więzienia — recydywista! — więc zwiałam. Myślałam, że wyląduję na ulicy, a tu napatoczył się Kim z kluczami. I nie było go tu wczoraj, byłam tylko ja. Miałam wyjść bladym świtem, żebyś o niczym nie wiedział! Ale telefon mi padł, a w bloku wysiadł prąd — nie było jak go naładować! Weszłam cicho, położyłam się i tyle! I potrzebny mi jesteś, Sokolski, jak zeszłoroczny śnieg!  Twoje nazwisko znam tylko dlatego, że ciągle o tobie słychać na unii. Pomyśl trochę: czy dziewczyna pakowałaby ci się do łóżka w koszulce i rajstopach, gdyby chciała cię uwieść? I żebyś wiedział — ty też nie jesteś w moim typie, jasne?! Gdyby było inaczej, przynajmniej bym się jakoś odstawiła!

Powiedziałam to, wykrzywiając minę tak, żeby nie miał wątpliwości, co o nim myślę.

— I wcale cię nie macałam — oszalałeś?! A za włamanie przepraszam. Wyszło słabo, przyznaję. Jak chcesz, mogę ci nawet tę pościel wyprać — dodałam na wszelki wypadek. — Jak tylko będę miała gdzie.

Znów zmierzył mnie tym swoim morderczym spojrzeniem.

— Dzięki, nie trzeba! Chcę się tylko ciebie pozbyć!

Cóż, tu akurat w pełni się z nim zgadzałam. Ale dla przyzwoitości wzruszyłam ramionami.

— Jak chcesz. Moja sprawa zaproponować. To ja już pójdę. Chciałabym zdążyć na zajęcia. Mam dziś wykład u Batałowa, a to prawdziwy grizzly. Jak mu podpadniesz, to pożre cię na sesji i nawet nie zauważy. Więc, Sokolski, dzięki za noc i w ogóle. Miło było poznać… chyba.

I tak, krok po kroku, pod ścianą, zaczęłam wycofywać się w stronę moich rzeczy. A mieszkanie Sokoła było całkiem, całkiem. Wysokie okna, jasny sufit. Mebli mało, za to biurko z komputerem — marzenie! Lampa, głośniki, kamera, urządzenie wielofunkcyjne. Jak u hakerów w filmach — pełen wypas! I to wszystko w pokoju wielkości moich trzech! Uuuu! — o mało się nie potknęłam. Co za plazma! Na pół ściany! Taką widziałam tylko w Media Markcie! Aż chciałam jej dotknąć, ale zerknęłam na gospodarza i zrezygnowałam. Jeszcze mnie zadziobie jak tę kuropatwę, zanim zdążę pisnąć — tak nieprzyjaźnie na mnie patrzył.

Na twarzy Sokoła zastygł wyraz skrajnego oburzenia. Dziwni są ci faceci, słowo daję! To, że wdarłam się do jego mieszkania, jakoś przełknął. Ale faktu, że nie jest w moim typie, strawić nie może!

— Poznać?! Drwisz ze mnie?! Ale z ciebie bezczelna P-pyżyka! Przypomniałem sobie ciebie. Spadaj stąd razem ze swoim dziękowaniem! A z Leszym sam pogadam, doigrał się! I spróbuj tylko komukolwiek pisnąć, że spałaś ze mną… że my razem… cholera! Że tu nocowałaś! Przysięgam, że…

Ale czym dokładnie przysięgał i na co — Sokolski nie zdążył dokończyć. Ja zresztą też nie zdążyłam się oburzyć, że wcale nie jestem żadnym „Pyżykiem”, tylko Czyżykiem — najwyraźniej ma kiepską pamięć. Znowu oboje spąsowieliśmy i o mało nie pękliśmy z emocji, gdy do drzwi niespodziewanie rozległ się dzwonek.

Chapter 5 / 60 · Page 2 of 2