SOVABOO

Upadł. Ocknął się. Tata!

Ch. 2: Rozdział 2

Rozdział 2

Chapter 2/31 · Page 2 of 44%

Byłam właśnie z polecenia szefa w specjalnym pomieszczeniu, gdzie wszyscy młodsi dyrektorzy (a w kadrze „Sezamu” było ich aż ośmiu, razem z regionalnymi) archiwizowali ważne dokumenty i dokąd dostęp miały tylko pierwsze osoby w firmie oraz ich sekretarki. I zagrzebana w papierach przy najdalszej szafie próbowałam odnaleźć umowę dotyczącą jednej zakończonej budowy, pilnie potrzebną Woronowowi… gdy nagle usłyszałam, jak ktoś szybko wszedł do pomieszczenia i zatrzasnął drzwi.

Słowo daję, nie oderwałabym się i dalej spokojnie przerzucałabym papiery w dolnej szufladzie najdalszej szafy, gdybym nagle za plecami nie usłyszała omdlałych westchnień i… no, dźwięków. Nietypowych, zważywszy na miejsce, w którym się znajdowałam. I już zupełnie nieprzyzwoitych!

Takich, wiecie, kiedy ktoś kogoś namiętnie obejmuje i czegoś chce.

Zamarłam z zakłopotania, bojąc się oddychać. Niczego podobnego w murach firmy jeszcze nie słyszałam i pogubiłam się. Dźwięki stawały się coraz głośniejsze, rozległy się jęki i cmoknięcia, a mnie nie przyszło do głowy nic lepszego, jak wślizgnąć się pod stół i tam się przyczaić.

W samą porę, bo ledwie zdążyłam się schować, na podłogę metr ode mnie spadła spódnica, ukazały się cztery nogi i zaczęło się całe „och” i „ach”! „Jaki ty jesteś namiętny, mój Kocurze! Tak, chcę cię! O-o-o!” Klap, klap, klap…

O Boże!

Szeroko otworzyłam oczy, wpatrując się w podłogę. Nie wierząc, że to wszystko dzieje się naprawdę.

Od stu lat nie miałam mężczyzny, a tu coś takiego! Na tak gorący romans na boku zdecydowanie nie byłam gotowa, policzki mi zapłonęły, oddech przyspieszył i właśnie zamierzałam wymyślić, jak stoicko znieść tę intymną nieprzyzwoitość… kiedy u nich już było po wszystkim.

Co?!

Serio? I to było… wszystko?!

Przed oczami wyobraźni mignęło rozczarowanie i wykrzywiło ponurą minkę.

Nie, oczywiście nie stałam ze stoperem i wcale nie jestem specjalistką od romansów służbowych i spontanicznego seksu… Ale, do licha, króliki robią to dłużej!

Nie powstrzymałam się, zakryłam usta dłonią i prychnęłam, słysząc jęki zaspokojenia. Sztuczne jęki, trzeba przyznać. Partnerka wyraźnie przesadzała.

Artyści, i tyle! Jeśli już ludzie decydują się na bliskość dla tak wątpliwej przyjemności, to słowo daję, jest mi ich żal! To znaczy, że w ich życiu nie ma nic wartościowego. A już tym bardziej miłości! Bo… no, to nawet seksu nie przypomina. Nie, naprawdę. Czy można na „coś takiego” zamienić ukochanych i rodzinę?

Ale najwyraźniej Neleczce, w przeciwieństwie do mnie, w takim układzie nic nie przeszkadzało.

Znajoma spódnica poderwała się z podłogi i wsunęła na długie nogi w pończochach. Rozległ się dźwięk zapinanego zamka, kliknięcie paska i nabrałam otuchy, zrozumiawszy, że parka zamierza się ulotnić. A więc nie będę musiała długo siedzieć pod stołem.

Ale się pomyliłam. Szelesty ucichły, oboje zamarli, a potem intymne westchnienia zastąpiła cicha, rzeczowa rozmowa:

— Zajączku, za długo zwlekasz. Nie możemy już czekać. Jeśli stary wydobrzeje i wróci, na zawsze stracę szansę, żeby zgarnąć „Sezam”, rozumiesz? Tylko jedno dobije go na pewno. Śmierć Woronowa.

— Wiem, drogi, ale żądasz ode mnie zbyt szybkiego rezultatu. Potrzebuję czasu!

— Kochana, zwykle odpalasz facetów od półobrotu. Co się więc dzieje teraz? Powinnaś już była zaciągnąć go gdzieś i odpowiednio obrobić! Powinien leżeć u twoich stóp! Jesteś pewna, że dobrze się starasz?

— Uwierz, Kotku, staram się, ale on jest jak z kamienia! Papiery, umowy, obiekty. Tylko o pracy od niego słychać! A jeśli on w ogóle nie jest od kobiet? Pomyślałeś o tym?

Co?! Woronow jest gejem? Usta otworzyły mi się i zastygły w kształcie wielkiej litery „O”. No proszę! A na pierwszy rzut oka wcale nie widać!

— Nelka, nie bądź głupia! Sam go w młodości nakrywałem z dziewczynami na dziadkowej daczy. Fikał aż miło! On jak najbardziej jest od bab! Teraz chyba ma jakąś przyjaciółkę z solidnym kapitałem. Nasz Andriusza nie patrzy na byle kogo. Ale ty, Zajączku, nie jesteś u mnie „byle kim”, prawda? Z tobą nikt nie może się równać, więc to udowodnij!

— Ale przecież nie mogę wziąć go siłą, Kotku?.. A poza tym przy nim wiecznie kręci się ta jego ruda sekretarka. Co za nieznośna osoba, nie znoszę jej! Wszędzie wtyka nos!

Kto, ja? Pff! Też coś! Gdyby pewien ktoś nie wykorzystywał mnie w najbardziej bezwstydny sposób, nawet bym się nie wysilała!

— Ona od rana do wieczora tkwi w recepcji Andrzeja! Jak tylko zabrakło twojego dziadka, tak próbuje wślizgnąć się pod nowego szefa. Nie spuszcza z niego oka, żeby nie przegapić swojej szansy…

Hej! Co to za bajki?

Usta mi się zamknęły i nawet zacisnęły z oburzenia. Czubkiem głowy omal nie uderzyłam w blat stołu. Co ona za bzdury plecie?!

— Niewyżyta kocica!

A z tym nie sposób się spierać… Ale to nie ich sprawa!

— Spokojnie, Neleczko! Rudą zostaw mnie, ja się z nią rozprawię. Jak tylko „Sezam” przejdzie w moje ręce, natychmiast wyrzucę tę wywłokę na ulicę! Ty i tylko ty zostaniesz tutaj pełnoprawną gospodynią! Moja Różyczko… Cmok. Cmok… Wszystko ci kupię! Czego tylko zechcesz!

Fuj! Jacy oni oboje obrzydliwi! I jak u Matwieja Iwanowicza mógł pojawić się na świecie taki wnuk? Aż chciało się splunąć podlcowi w twarz, tak przykro zrobiło mi się za mojego starego szefa!

Tylko jak tu splunąć, skoro nogi już zaczęły mi drętwieć.

— Oj, Walera!

— Ale dopiero po tym, jak pomożesz mi usunąć Woronowa. Raz na zawsze! Od dzieciństwa nie mogę go znieść! Daję ci kilka dni, Zajączku, a jeśli sobie nie poradzisz, przejdziemy do planu „B”.

— Co, potrącimy go samochodem? Tak jak chcieliśmy?

— Otrujemy! Zastrzelimy! Do diabła! Cokolwiek, byle zniknął na zawsze! Jeśli nie uda się wywabić go za miasto, wykończymy go tutaj!

Ojej, mamusiu, co tu się dzieje?! Ratunku!

— I tak, moja śliczna, wbij sobie do głowy jedną ważną rzecz… — znów rozległ się nikczemny szept Kuprijanowa. — Jeśli nagle przyjdzie ci do głowy mnie zdradzić i zostać z Andrzejem…

— Ależ co ty, Waleroczku! Jak można! Kocham cię!

— Nie wybaczę! On nigdy się z tobą nie ożeni, jemu podaj dziedziczkę milionów. A ja — tak. Zrozumiałaś?

Cmok, cmok… i parka zniknęła. A ja, oszołomiona rozmową, tak zostałam pod stołem z szeroko otwartymi oczami, układając sobie w głowie to, co usłyszałam.

A kiedy wszystko w myślach ułożyło się na półkach i stało się jasne, że zbrodnia planowana przez Kuprijanowa i jego kochankę wcale nie jest żartem… natychmiast rzuciłam się do recepcji. Po raz pierwszy wpadłam do szefa bez pukania i wszystko mu opowiedziałam!

Wszystko, wszystko! Tylko o niewyżytej kocicy przemilczałam.

A on…

Gad! Goblin! Dębowy klocu!.. Mało, że nie uwierzył, to jeszcze kazał trzymać język za zębami i wygonił mnie precz! W przeciwnym razie mnie zwolni albo zdegraduje do personelu technicznego. Spróbuj tylko, powiada, puścić plotki po firmie! Złapię za kark i tyle cię widzieli!

No czyż nie matoł?!

Ale o tym już wam opowiadałam.

Tak więc kiedy znalazłam się pod stołem po raz drugi, od rozmowy w schowku minęły już trzy dni i zdążyłam się przez ten czas porządnie zamęczyć z nerwów. I choć drżałam przy każdym szelescie i trzymałam się ręką za serce, tym razem naprawdę kręciłam się Neleczce przed nosem, na wszelkie sposoby chroniąc przed nią Woronowa. Nie pozwalając piękności zbliżyć się do szefa.

Chapter 2 / 31 · Page 2 of 4