SOVABOO

Zabójcza sekretarka!

Ch. 3: Rozdział 3

Rozdział 3

Chapter 3/10 · Page 3 of 327%

— Cóż za zadziwiający zbieg okoliczności u człowieka, który jest punktualny i obowiązkowy co do drobiazgu! Był. Powiedz, co przeszkodziło ci odpowiedzieć na zainteresowanie pana Songa? Nie mogłaś nie zauważyć jego zainteresowania tobą.

— To Ałła zabawiała go rozmową.

— On chciał ciebie, Lina. Te wszystkie kolacje w restauracji i drogie desery… Mogłaś spędzić z nim te dwa dni i kontrakt byłby nasz. Nie udawaj, że nie rozumiałaś oczywistości.

— Proszę posłuchać… Nie! — odpowiedziałam szczerze. — Jestem dyrektorką kreatywną. Inżynierką idei i reklamowcem, a nie towarzyszką mężczyzny na wieczór. I ze strony pana Songa nie było żadnych aluzji, co za nonsens!

Dym uderzył mnie w twarz jak policzek, zmuszając do odsunięcia się od trójki. Regina niemal ryknęła, wypuszczając z siebie złość:

— A mogły być! Mogły! Gdybyś okazała się bardziej pojętna!

— Ale Regino…

Osłupiałam, naraz tracąc całą swoją elokwencję.

To było kłamstwo – że jestem niewdzięczna. Przez wszystkie ostatnie lata tylko się dokształcałam i pracowałam na dobro agencji. Tworzyłam reklamę, która uczyniła nas kilkakrotnie skuteczniejszymi. To między innymi dzięki mojej pracy znaleźli nas Koreańczycy…

— Powierzyłam ci wszystko, nawet własnego syna… — chłodno powiedziała kobieta — a ty mnie zawiodłaś. Czy ty w ogóle sobie wyobrażasz, jak potrzebne były mi te pieniądze! A teraz…

Regina zgasiła papierosa i poprawiła na szyi drogi naszyjnik, który dziś nikogo nie zdołał zachwycić.

— …A teraz potrzebuję dyrektorki, która będzie rozumiała mnie bez słów — stanowczo wypuściła powietrze. — I tak, jeśli będzie trzeba, zdobędzie kontrakt wszelkimi środkami. Wszelkimi! Zamierzam wejść do tego kręgu! Czy może myślisz, dziewczyno, że w świecie biznesu wszystko jest uczciwe i piękne?.. Nie, nie pozwolę Orłowskiemu zrobić z nas pośmiewiska. Nikomu nie pozwolę! Tym bardziej tobie!

W tej chwili od napięcia na mojej potylicy pękła gumka i jasne włosy, które zawsze nosiłam surowo zebrane w kok albo prosty kucyk, jak wymagała Mierzlajewa (sama posiadaczka cienkiej czupryny), rozsypały się po ramionach gęstą falą.

— Jesteś zwolniona.

Co?

— Co?! — bezradnie jęknęłam. Wszystko nadal działo się jak we śnie.

Regina odwróciła się.

— Teraz pójdziesz na górę do biura i zabierzesz swoje rzeczy. Rozliczenie dostaniesz jutro przez Mariana. Nie chcemy cię więcej widzieć.

— Ałła?

— Angelina, nie zaczynaj — odezwała się dziewczyna. — Wszystko słyszałaś.

— Arnold, co się dzieje?

Ale mój chłopak, teraz już były, żuł wargi i milczał. A po tym, jak zaciskał mu się podbródek, było widać, że on też czuje się bardzo urażony.

 
Niewiarygodne. Odwróciłam się i wybiegłam z sali konferencyjnej, jakby wymiotła mnie stamtąd miotła. Zatrzasnąwszy drzwi, krzyknęłam z bólu, niezgrabnie stając na chorej nodze, i upadłam.

Co się dziś ze mną dzieje?!

Podniosłam się i rzuciłam do eskalatora, ale pech nadal mnie prześladował także tutaj, bo wpadłam na wjeżdżającego na górę Maksima Orłowskiego.

Rozpoznałam go nawet przez łzy zasnuwające oczy. Pewnego siebie i szerokiego w ramionach. Od urodzenia przekonanego, że świat sukcesu stworzono tylko dla takich jak on.

— Lina? — chłopak zszedł z taśmy i zrobił krok w moją stronę. — Mogę panią prosić na minutę?

Nie może.

— Lina? Wszystko z panią w porządku?

Męskie palce dotknęły mojego łokcia i niespodziewanie zrobiłam coś, na co w innej chwili nigdy bym sobie nie pozwoliła.

— Nienawidzę cię! — wypaliłam mężczyźnie prosto w twarz, wpadłam na eskalator i pojechałam w dół.

Chapter 3 / 10 · Page 3 of 3