SOVABOO

Zabójcza sekretarka!

Ch. 8: Rozdział 8

Rozdział 8

Chapter 8/10 · Page 2 of 373%

Ale kiedy kwadrans później, już ubrani, wychodzimy z mojego mieszkania na podwórze, gdzie na wschodzącą gwiazdę Tamilę Taj czeka taksówka, a na mnie moje „BMW”, dziewczyna zamiast pożegnania rzuca ze złością, odwracając się i gniewnie rozchylając pełne usta:

— Innej możesz opowiadać bajki o biznesie, Orłowski! Myślisz, że nie rozumiem, dlaczego zostawiłeś mnie u siebie, wiedząc, że plotki o tej nocy i tak się rozejdą? Potrzebujesz tego, żeby trzymać na dystans córkę Krapiwina. Jego cenną Kireczkę! Tylko figa z makiem, a nie wolność. Żorżyk powiedział mi, że jej tatuś trupem padnie, ale spełni wszystkie jej kaprysy. Więc twoja piosenka i tak jest już zaśpiewana!.. Nienawidzę cię, babiarzu!

Wsiadłem do samochodu i gniewnie trzasnąłem drzwiami. Ruszywszy z miejsca, skierowałem „BMW” w stronę centrum biznesowego, omijając przeszkody i ryzykując mandat.

„Babiarz”? Dobra, do diabła z tym, przeżyję! Ale reszta zabolała.

I ta też nienawidzi. Tylko tutaj przynajmniej wiadomo za co.

A kluczy i tak nie oddała. Trzeba będzie zmienić zamek i zasugerować Żorżowi, żeby lepiej pilnował swojej protegowanej, bo wplącze się w coś gorszego niż nocleg u samotnego faceta. Tamila Taj nie była pozbawiona talentu, ale rozumu i ambicji jej brakowało.

W przeciwieństwie do innej blondynki…

 

Gdy tylko droga się wyrównała, a ręce zwyczajnie ułożyły się na kierownicy, myśli skręciły ku jasnowłosej Angelinie Wietrowej – lodowatemu sercu „Regina-style”. Ostatnio myślałem o niej częściej, niż rozsądnie mogłem sobie pozwolić. A po wczorajszym spotkaniu w ogóle nie wychodziła mi z głowy.

Jeśli Mierzlajewom w czymś się poszczęściło, to w ich dyrektorce artystycznej i jej zespole. Nigdy nie byłem snobem i nie wstydziłem się przyznać przed sobą, że praca tej utalentowanej dziewczyny, jej podejście do szczegółów – zapierały dech.

Zdecydowanie zmuszała do mówienia o sobie daleko poza granicami swojego działu.

Najpierw ojciec, a potem i ja nie uważaliśmy agencji Reginy za konkurencję dla nas. Nie, było na to za wcześnie i, gdyby wypowiedzieć to na głos, zabrzmiałoby jak komplement dla tych ostatnich. Do rozmachu „Imperial-KUB” mieli dopiero dorosnąć, nie mówiąc już o tym, że najpierw musieli wypracować wieloletnią reputację.

Ale z taką dyrektorką artystyczną mieli szansę osiągnąć sukces szybciej. I oczywiście domyślałem się, że z ich strony obraz wyglądał zupełnie inaczej. Mój „Imperial” stał na drodze ich wzrostu jak kość w gardle, której jeszcze nie da się połknąć, ale już nie da się wypluć. A ich dyrektorka artystyczna powoli i uparcie ją mieliła.

Postanowiłem przyjrzeć się jej, tej Angelinie, jako specjalistce, a skończyło się tym, że jak ostatni idiota, kiedy ją widziałem, gapiłem się na chłodną twarz, profil albo nogi. Nie rozumiejąc, gdzie w tej bryle lodu schowany jest kreatywny ognisty potencjał.

Za to niespodziewanie odkryłem, że cała jest obwieszona niewidzialnymi haczykami, i każdy z nich mnie zaczepia. Po kawałku, zostawiając na niej uwagę i nie puszczając.

Czegoś takiego u siebie nie pamiętałem. I dziwnie było odpowiedzieć sobie na pytanie, co by było, gdyby zechciała mnie zdobyć? Gdyby zauważyła moje zainteresowanie sobą i się uśmiechnęła?

Z dziewczynami umiałem rozmawiać i wolałem myśleć, że między nami wszystko szybko zeszłoby na nic i się wypaliło, haczyki odpadłyby, a ja uspokoiłbym się, wreszcie pozbywszy tego niezrozumiałego przyciągania.

Myślałem o tym, żeby ją przeciągnąć, ale nie widziałem sposobu, jak to zrobić. Ignorowała mnie z obojętnością zimnego posągu, dosłownie nie zauważając. Gdybym chciał przeciągnąć kogokolwiek ze Style – zrobiłbym to łatwo, ale w przypadku Angeliny Wietrowej wszystkie możliwe drogi do niej zmieniały się w mola i urywały w morzu. A w tym sztormowym morzu nie było pływaków.

Niepojęte, co czyniło ją tak oddaną rodzinie Mierzlajewów? Nie była podobna do żadnego z nich. Słyszałem, że Regina wczepiła się w nią martwym chwytem i umiejętnie ją obrabiała, ale nikt nie zauważył między jej synem a jej dyrektorką artystyczną wielkiej miłości.

A mimo to byli razem.

Ostatnią plotką o „Regina-style” stała się wiadomość, że zamierzają zawrzeć mega-drogi projekt z poważną koreańską marką i sprzedawać jej nie tylko usługi reklamowe, lecz w szerokiej perspektywie także produkty reklamowe.

Oczywiście budziło to zainteresowanie, ale mieliśmy dość własnych klientów, żeby poważnie się tym przejmować. Dlatego bardzo się zdziwiłem, kiedy przedstawiciele koreańskiej firmy nagle skontaktowali się ze mną i zechcieli podpisać kontrakt na korzystnych warunkach. Praktycznie bez omawiania szczegółów.

Co się dzieje?

Wewnątrz „Regina-style” i w ogóle?

 

O to zamierzałem zapytać Angelinę Wietrową prywatnie, nie przyciągając uwagi do naszej rozmowy… Ale nagle usłyszałem prosto w twarz rozpaczliwe: „Nienawidzę cię”.

Nie, zdecydowanie moje życie układało się coraz bardziej skomplikowanie od chwili, gdy między karierą sportową a biznesową wybrałem tę drugą i zatrzymałem się przy biznesie. Nie pod presją ojca, jak wielu myślało. Wyboru dokonałem sam.

Lubiłem sport, ale jeszcze bardziej kochałem dynamikę relacji biznesowych i roboczy horyzont zadań. Sport obciążał ciało, ale nie myśli. Dlaczego więc jedna z nich: „Czy nie skomplikowałem sobie tym życia”, ostatnio coraz częściej brzmiała mi w głowie?

Tak jak teraz, kiedy wszedłszy do biura, zobaczyłem przy drzwiach swojego gabinetu Kirę Krapiwinę, znajomą z dzieciństwa, w beżowym kostiumie i duszącej chmurze perfum.

Ostatnio weszło jej w zwyczaj stać tutaj i czekać na mnie.

Za każdym razem, gdy widzę swoją dyrektorkę do spraw obsługi klientów, żałuję, że ustąpiłem jej ojcu, staremu przyjacielowi rodziny, i przyjąłem do pracy jego córkę. Uczciwie mnie uprzedził, że to jej kaprys, a jeśli dostanie odmowę, wyje mu mózg.

Teraz wyjadała mózg mnie.

Cóż, obaj wierzyliśmy, że kiedyś jej się znudzi.

— Maksim, no nareszcie przyszedłeś! — ciemnowłosa dziewczyna zrobiła krok naprzód i rzeczowo zacisnęła usta. Udawanie aktywności wychodziło Krapiwinie znacznie lepiej niż wykonywanie bezpośrednich obowiązków. Dzięki Bogu na tę okazję miałem Pawła, jej zastępcę.

— Cześć, Kira — przywitałem się, podchodząc do swojego gabinetu. — Co się stało? Widzę, że dzwoniłaś do mnie trzy razy, kiedy jechałem. Twoja konsekwencja się nie zmienia.

— Stała się rozmowa kwalifikacyjna, Maksim! Wyobrażasz sobie, Bogdan Andriejewicz jej nie odwołał! Uparcie zamierza cofnąć nas do poprzedniego wieku i znaleźć ci sekretarkę. Jakby mnie było ci mało! A przecież wie, że zawsze jestem gotowa pomóc!

Otóż właśnie. Nawet kiedy nikt nie prosi.

Wyjąłem klucz i otworzyłem gabinet. Wszedłem do środka, a Kira weszła za mną. Kiedy zdejmowałem płaszcz i chowałem go do szafy, mówiła dalej:

— Tam w westybulu siedzą już trzy kandydatki i czekają na początek. W gabinecie Kopiejki siedzi twój ojciec, a Kopiejka właśnie powiedział mi, że dzwoniła ochrona centrum i Bogdan Andriejewicz polecił im przygotować jeszcze dziesięć przepustek. Boże, Maksim, co się dzieje? Do nas na menedżera dostać się jest dużo łatwiej niż na jakąś sekretarkę! Czy brakuje nam młodszych menedżerów i pracowników biura?

Chapter 8 / 10 · Page 2 of 3