SOVABOO

Niespodzianka dla profesora

Ch. 8: 8. Artystka

8. Artystka

Peatükk 8/38 · Lehekülg 1/218%

— A co tu się dzieje? — dźwięczny kobiecy głos sprawił, że zakrztusiłam się śmiechem i wlepiłam wzrok w kobietę zastygłą w progu.

Była piękna, jakby dopiero zeszła z okładki lśniącego magazynu: platynowe włosy w stylowym bobie, czerwony kostium znanej marki i czarne szpilki na tak wysokich i cienkich obcasach, że śmiało mogły uchodzić za broń śmiercionośną. Słynna prezenterka wiadomości Olga Fry we własnej osobie.

— Dobry wieczór, Olgo — powiedział zupełnie niewzruszony Platon Danyłowicz, nalewając sobie herbaty. — Jakie wiatry cię tu przywiały?

Ciekawe, czy zawsze tak u niego jest: każdy może wejść i wyjść, nie pytając o pozwolenie? Chociaż o czym ja myślę? Całkiem możliwe, że ta telewizyjna diwa i mój profesor są kochankami. Wyobraziłam ich sobie razem na okładce modnego magazynu. Ależ byłaby z nich para. A ja po raz kolejny tego dnia poczułam się jak obdartuska w ubraniach z drugiej ręki. Jak tu po cichu zabrać Basię i zmyć się stąd do domu? Dziś w nocy mam jeszcze iść na nocną zmianę, a do tego czasu nie zaszkodziłoby mi się przebrać.

— Platonie, co tu się dzieje? — nalegała telewizyjna diwa, przechodząc obok mnie i zatrzymując się dokładnie naprzeciwko profesora.

Teraz jednak bardziej przypominała wściekłą furię.

— Pijemy herbatę. Napijesz się? — odpowiedział Książę, nawet się nie odwracając i mieszając cukier w filiżance. — Basiu, dolać ci?

Basia pokręciła głową, uważnie przyglądając się dziewczynie. Najwyraźniej obmyślała scenariusz tego spotkania, po którym telewizyjna diwa ucieknie stąd, błyskając szpilkami. Cicho prychnęła, próbując pozostać jedynie widzem nadciągającego skandalu. Skoro już nie udało się uciec. Chociaż…

— Platonie, my…

I natychmiast napotkałam ostrzegawcze spojrzenie, które przygwoździło mnie do krzesła.

— Jaka znowu herbata, do diabła, Platonie?! — telewizyjna diwa traciła cierpliwość, ale na Platonie Danyłowiczu ten wspaniały fakt nie robił najmniejszego wrażenia.

W ogóle zachowywał się tak, jakby jej pojawienie się w tym domu było czymś zupełnie zwyczajnym, czymś, przez co absolutnie nie warto odrywać się od bieżących zajęć. W tym przypadku od picia herbaty.

A mnie zaciekawiło, jak to wszystko się skończy. Ostrożnie podsunęłam pustą filiżankę profesorowi, który cierpliwie nalewał herbatę z małego glinianego czajniczka ozdobionego hieroglifami. Powoli, wyraźnie drażniąc blondynkę, Książę nalał herbaty także mnie. I dopiero wtedy odwrócił się do dziewczyny, która w milczeniu obserwowała całe przedstawienie. Jej zdumienie było bardzo wymowne i nadzwyczaj głośne.

Wygląda na to, że skandal jednak będzie.

— To jak, napijesz się herbaty czy nie?

Dziewczyna była profesjonalistką, bo błyskawicznie się opanowała, uśmiechnęła i pochyliła ku profesorowi tak, że jej usta niemal dotknęły jego ucha, po czym poprosiła:

— Możesz na chwilę? — wyprostowała się, nie spuszczając ze mnie przenikliwego wzroku, w którym można było wyczytać całą niepochlebną opinię na mój temat oraz triumf jej telewizyjnego majestatu.

No i niech sobie triumfuje. Nie będziemy razem chrzcić dzieci ani dzielić się kochankiem.

— Trzeba porozmawiać… w cztery oczy.

Platon Danyłowicz zamyślił się, skinął głową, puścił oko do Basi i przepuścił ją przodem. Zatrzymał się o krok ode mnie, otulając mnie kuszącym zapachem perfum, ziołowej herbaty i świeżych wypieków.

— W lodówce jest mnóstwo jedzenia. Myślę, że pora, żeby Basia porządnie coś zjadła. Tobie też by nie zaszkodziło coś zjeść. I nawet nie próbuj uciekać, Jaskółko.

„I tak cię znajdę” — dopowiedziały jego niebieskie oczy, w których igrały iskierki rozbawienia.

Podniosłam filiżankę w geście salutu i odetchnęłam dopiero wtedy, gdy zniknął mi z oczu razem ze swoją blondwłosą pięknością.

— Zatem, Barbaro Platonówno, czekam na wyjaśnienia.

Skrzyżowałam ręce na piersi i uważnie spojrzałam na przyczynę wszystkich dzisiejszych przygód, dając jej do zrozumienia, że ta rozmowa ma być bardzo poważna. Bo niby co ona robi w domu obcego mężczyzny, sto kilometrów od internatu?

— A co tu tłumaczyć? — Basia westchnęła tak ciężko, jakby zamierzała prawić morały jakiemuś niefrasobliwemu dziecku. — Jestem Platonówna. On — skinęła głową w stronę przejścia, którym poszedł profesor — jest Platonem. Dla mnie wszystko jest oczywiste, nie?

— Oszaleć można — nie wytrzymałam, a nawet lekko zagwizdałam — ależ logika. Pięć punktów, Basiu, brawo.

Basia spojrzała na mnie jak na idiotkę. O tak, to jej spojrzenie, którym obdarzała rówieśników nienależących do grona jej przyjaciół, znałam od pierwszej klasy.

— A jeśli jestem Dymitrówna, to wszyscy Dymitrowie są moimi ojcami. Tak to działa?

— Nie działa — Basia znowu westchnęła. — Dymitrów jest wielu, a…

— A Platonów trochę mniej — nie ustępowałam. — Nie wciskaj mi kitu, Basiu. Co ty tu robisz? I bez żadnych sztuczek. Jestem na ciebie bardzo zła.

— Dobra. Podsłuchałam rozmowę Mili z naszą wychowawczynią.

A więc jednak. Wiedziałam. A do tego postanowiły wykorzystać ją w ciemno, wiedząc o jej nawyku podsłuchiwania. Od dawna próbuje się dowiedzieć, kto jest jej ojcem. Dziwne pragnienie jak na dziecko, którego ojciec nawet nie chciał wiedzieć o jej istnieniu, a matka oddała Basię do internatu i ruszyła szukać lepszego życia. Kiedyś namawiała mnie nawet, żeby go odszukać. Tylko jak go szukać, skoro poza patronimikiem wpisanym w akcie urodzenia i opowieściami siostry, że był artystą, nic o nim nie wiadomo?

Moja siostra była jeszcze studentką, kiedy wdala się w romans z ojcem Basi i uciekła za granicę, żeby cieszyć się życiem. Tylko że nie cieszyła się nim długo. Po pół roku wróciła — porzucona i w ciąży. A trzy lata temu sama zwiała w nieznane, umieszczając Basię w internacie po kryjomu, nikomu nic nie mówiąc.

Milka, moja szkolna przyjaciółka, pracowała w tym samym internacie. Była mężatką i wychowywała bliźnięta, a od dawna marzyła, żeby wydać mnie za mąż. I nie znalazła lepszego kandydata niż nasz profesor, skrywający setkę tajemnic za siedmioma pieczęciami. A do tego wciągnęła w to wychowawczynię Basi.

— Basiu, skąd wzięłaś adres Platona Danyłowicza?

— Dina mi pokazała — Basia wyraźnie się zmieszała, a ja omal nie zaklęłam na głos. Dina jej to pokazała? Co to znowu za rewelacje? — Zanim mnie porzuciła. A ja zapamiętałam.

Oszaleć można. Chyba mózg mi wysiadł, bo już kompletnie nic z tego nie rozumiałam.

Siostra pokazała córce, gdzie mieszka jej ojciec? Po co?

Cholera, przecież mówiła, że próbowała się z nim skontaktować i opowiedzieć mu o Basi, ale on albo nie chciał jej wysłuchać, albo tylko udawał, że się nie znają. A było to w tym samym roku, w którym poznała nową miłość i zapomniała o mnie, matce i własnej córce.

Czyli Basia przez cały ten czas wiedziała, gdzie mieszka jej ojciec, i… milczała? Nie, coś się tu znowu nie zgadza.

— Basiu…

Podeszłam do dziewczynki i napotkałam jej chytre spojrzenie, w którym nie było ani odrobiny skruchy za to, co zrobiła.

— No, Mila jeszcze pomogła. A kiedy znalazłam się pod domem, przypomniałam sobie, jak mama mnie tu przyprowadzała.

Peatükk 8 / 38 · Lehekülg 1/2