SOVABOO

Tylko ty

Ch. 21: Rozdział 21 Część druga

Peatükk 21

Rozdział 21 Część druga

POV Nastia 

- Arnaud, przestań! Oddaj mi telefon! To głupie!

- Nie!!! Chcę zostawić jak najwięcej z siebie twojej pamięci i temu miejscu, inaczej potomkowie nie wybaczą bohaterowi takiego zaniedbania! Muszę być opiewany w legendach! A wraz ze mną i ty!

- Ty dziwaku! Nie mówisz poważnie! Nawet legendarne osobistości mają poczucie proporcji! Przecież spójrz na zegar, nie zdążymy na ekspres!

- Nie dla mnie! Brrr... Nie lubię tych wszystkich miar i konwencji. Chodź, Stacy-Belle, chodź tutaj! Powiedz obiektywowi "chiiiiiis", że nie dajesz sobie ze mną rady! Zobaczysz, obejrzysz to później i z tęsknotą będziesz wspominać naszą wspólną przeszłość!

Arno robi minę i obejmuje mnie ramieniem. W rzeczywistości nie jest to ani głupie, ani poważne, w rzeczywistości jest całkiem zabawne - to zwyczaj bycia głupim razem, więc kiedy patrzę, jak mój przyjaciel robi sobie selfie z nami i jego ukochaną na tle fontanny Pałacu Wersalskiego, śmieję się. Szkoda, że to lato dobiega końca. Naprawdę będę za nim tęsknić.

- "Zgadza się, dziwak!" Marcela i Fabien uśmiechają się, obserwując nas. Trzymają się za ręce i patrzą na siebie. Para ma zaledwie trzy dni i są uroczo zawstydzeni, gdy Arnaud robi im zdjęcie moim gadżetem. Robi kolejne zbliżenie nas wszystkich. Odpowiada:

- To Ile-de-France Express, kochanie! Najlepsze połączenie metra w Europie! Dojedziemy tam! A fontanny zostaną wyłączone za pięć minut i peek-a-boo! Kiedy my się jeszcze spotkamy!" z łatwością odrzuca na bok bilety do Paryża, które kupiliśmy w jego torbie.

Wszyscy wzdychamy i patrzymy na siebie. Arnaud Bonnet ma lekki i wesoły charakter, choć jego dusza jest skłonna do melancholii i często się obraża. Nikt z nas nie ma ochoty się z nim kłócić i naprawdę nie chcemy się z nim rozstawać.

W rzeczywistości Arnaud jest tancerzem klasycznym, przystojnym niebieskookim blondynem, który rozpuszcza włosy do ramion, doprowadzając dziewczyny do szaleństwa. W ciągu ostatniego roku, odkąd się widzieliśmy, zapuścił kucyk i jest głęboko przekonany, że jego nowa fryzura ma zabójczy wpływ na piękne kobiety. Zwłaszcza gdy tańczy na scenie paryską rolę lub nowoczesny postmodernistyczny utwór w małym paryskim teatrze Physique de la Mouvement. Wiem, że Bonnie jest dziwny w tańcu, ale lubię go nie tylko z tego powodu. Rozjaśnia sobie włosy i farbuje rzęsy na czarno, ale nikomu o tym nie powiem - wiele się o sobie dowiedzieliśmy przez te dwa miesiące, kiedy mieszkaliśmy w tym samym mieszkaniu. To prawda, wiem o nim znacznie więcej - Arnaud absolutnie nie potrafi dochować tajemnicy i często potrafi oszołomić swoją szczerością. Tak, różnimy się pod względem zaufania i emocjonalnej nagości, ale poza tym... Staliśmy się dobrymi sąsiadami i, chcę wierzyć, przyjaciółmi.

Poznaliśmy się na stronie internetowej Letniej Szkoły Architektów w Wersalu, kiedy oboje szukaliśmy partnera do wynajęcia mieszkania. Nie znałam jeszcze dobrze francuskiego, nie znałam dobrze okolicy, a kiedy rozmawialiśmy, pomyliłam go z dziewczyną, a wtedy było już za późno, żeby się wycofać. Spotkaliśmy się, zobaczyliśmy się, rozejrzeliśmy się po mieszkaniu i postanowiliśmy spróbować. Oboje polubiliśmy grzanki z serem, które gospodyni, Madame Simon, starannie zostawiła dla nas w malutkiej kuchni dwupokojowej kamienicy i to przypieczętowało umowę.

Arnaud pochodził z rodziny inżynierów i architektów. Jego ojciec wciąż był przeciwny pasji syna do tańca (chociaż, uznając jego talent, regularnie opłacał jego studia), więc mój przyjaciel poświęcił swój letni czas marzeniu ojca i słynnej szkole, tak jak ja. Drugie lato spędziliśmy razem, studiując ten sam kierunek projektowy, odbywając staż w tym samym studiu architektonicznym, realizując i broniąc jeden wspólny dla nas obojga projekt i ani się spostrzegliśmy, jak letni staż dobiegł końca. Nadszedł czas pożegnania i powrotu do domu.

- Do domu, Stacey Belle! Do domu! Do diabła z architekturą! Do diabła z wykładami i nauczycielami! Niech żyją imprezy w pianie w Nicei! Będę miała całe dwa tygodnie na dobrą zabawę! Chociaż będę za tobą tęsknić, kochanie! "Nie możesz się doczekać powrotu do domu, prawda?" - pyta jeden z chłopców, a ja pospiesznie się do niego uśmiecham.

- Prawda.

W moim przypadku nie do końca w domu, ale staram się o tym nie myśleć. Czas dorosnąć, Nastya. Zdecydowanie nadszedł czas.

A potem - klucze w skrzynce pocztowej i żegnaj, Wersalu!

Wszystkie moje rzeczy mieszczą się w plecaku i torbie, która posłusznie toczy się po peronie stacji Versailles Rive Gauche. Chłopaki pomagają Marceli i mnie wsiąść do pociągu ekspresowego i kasują nasze bilety na stację Montparnasse.

- "Obiecaj mi, że wpadniesz na lunch!" domaga się niespokojny Arnaud, gdy tylko wszyscy siedzimy, a pociąg przyspiesza. "Moja biedna maman wciąż ma nadzieję, że jej syn opamięta się i stanie się dobrym ojcem - będzie szczęśliwa, widząc obok mnie dziewczynę.

Miesiąc temu spotkała go wielka tragedia - Arnaud został porzucony przez przyjaciółkę, która wyjechała do Londynu z pokazem tanecznym, a on rozpaczliwie potrzebuje mojej uwagi. Kiedyś przyznał, że zanim poznał Leona, umawiał się zarówno z chłopakami, jak i dziewczynami, ale jego wielkie uczucie pomogło mu podjąć decyzję. "Powiedział mi o swojej miłości w prosty sposób, pewnego wieczoru przy kolacji, podczas gryzienia skrzydełka indyka, a ja przez długi czas próbowałem przetrawić to, co usłyszałem. A kiedy się zmęczyłem, po prostu się poddałem. Ponieważ był "inny niż wszyscy", Arnaud przyznał się od razu, pierwszego dnia, kiedy się poznaliśmy, co nie przeszkodziło nam zostać dobrymi sąsiadami i przyjaciółmi. W końcu nie zamierzałem wnikać w jego życie osobiste.

- "Na-asstier, nago, proszę", Arnaud zniekształca mój ojczysty język, mrużąc swoje czarne jak węgiel rzęsy, patrząc mi w oczy, a ja kiwam głową. Mam kilka godzin do stracenia przed wejściem na pokład samolotu, Marcela i ja od dawna kręcimy się po Paryżu podczas niedzielnych wycieczek... dlaczego by nie poznać lepiej dobrej rodziny Bonnetów? W końcu słyszałam o nich od dawna.

- Ale obiecaj mi, że przedstawisz mnie tylko jako przyjaciela i sąsiada! Żadnych związków i kurzu w oczach rodziców, nie zasługują na to!

- Tylko przyjaciele, Stacey-Belle, obiecuję!

Marcela i Fabien całują się, a chłopak rzuca mi ukradkowe spojrzenie. Natychmiast odwracam się do okna, udając, że nie zauważam jego oczu, ale ramię Arnauda już otacza moje ramiona, a sarkastyczny szept dociera do mojego ucha:

- Nie bądź zazdrosna, kochanie. To twoja wina. Gdybyś mu pozwoliła, to muccio, które daję Marceli, mogłoby być twoje. Chciał, wiem, że chciał.

Wiem, ale po raz kolejny odpowiadam obojętnie, woląc być przytulona przez Arnauda niż kogokolwiek innego. Chociaż, jako przyjaciel, nigdy nie pozwalam mu robić niczego niepotrzebnego.

- Ale ja nie chciałem. "Przestań, Arnaud!" Śmieję się ponownie, gdy Bonne gryzie moje ucho w żart i robi zdjęcie. Kolejne i kolejne! Powtarza wystarczająco dużo, przeczesując palcami moje włosy:

- Wciąż cię kocham, mała Belle, i będę za tobą tęsknił. Nie chcę, żeby Leon cię widział, a jednak chcę. Jestem straszną masochistką, wiedziałaś o tym?

Rozumiem. Wzdycham smutno. Opublikuje nasze zdjęcia na Instagramie i Facebooku, mając nadzieję, że jego były przyjaciel będzie zazdrosny. Obiecał mi, ale nie będzie w stanie się oprzeć.

- "To nie pomoże, Arno", sugeruję, że rozumiem jego kalkulację, "To cię nie uszczęśliwi.

- Wiem.

- Więc dlaczego?

- A co ze mną? Czy nie jestem godny twojej pamięci, a ty mojej?

Pamięć mojego telefonu jest pełna niebieskookiej blondynki Bonnie i naszego wspólnego życia w małym domku. Momenty produkcji w studiu architektonicznym, projekt i rysunki, więc jest tu nieszczery. Postanawiam jednak, że dodatkowe zdjęcie niczego nie zmieni.

- Tylko dla ciebie", odchylam się do tyłu, pozwalając przyjaciółce zrobić mi zdjęcie na tle oświetlonego słońcem okna paryskiego ekspresu i natychmiast rozpraszam się telefonem, gdy dzwoni połączenie.

- Halo? Halo?

Ale na szczęście pociąg wjeżdża do tunelu i dźwięk znika.

- Co jest nie tak z połączeniem? Nie mogę się połączyć!

Głos z telefonu komórkowego brzmi znajomo, kochanie. Jeśli chodzi o tego mężczyznę, jestem gotowa sprawić, że świat będzie czekał.

- Oczywiście, nie da się przejechać! Pociąg przejechał pod mostem! Ale ja tu jestem, nie martw się, słyszę cię!

- Masz czas? Wciąż się martwię.

- Jestem w połowie drogi do Paryża! Lot jest dopiero za cztery godziny, więc zdążę nawet kupić ci czekoladowy deser na kolację!

- Nie bądź śmieszny! Sama mogę nakarmić deserami pół francuskiej stolicy! Lepiej przyjedź jak najszybciej!

Kilka sekund później połączenie zostało przerwane:

- Stas ...

- Mama Galya ...

- Już powiedziałem...

- Nie martw się, wezmę taksówkę!

- Nie rozumiem. Gdzie można zobaczyć lot przełożony trzy godziny wcześniej? To oburzające! A jeśli się spóźnisz?

- Wszystko będzie dobrze, obiecuję! Będę tam na czas! Dokończ pracę z ojcem w spokoju, pamiętam gdzie są klucze!

- Och, dziewczyno, tęsknię za tobą...

- Kocham cię, mamo Galio!

- I kocham cię! Nie wątp w to! Czekam!

- "Bonjour, madame! Ja też kocham twoją córkę!" Arnaud pochyla się do mnie i krzyczy do telefonu, ale rozmowa już się skończyła, a ja odpycham mojego przyjaciela. Klepię go w ramię, żeby nie był niegrzeczny i odwracam się do okna.

Nie, nie mam wątpliwości. Już w to nie wątpię. Dziś, po tym wszystkim, co moja macocha dla mnie zrobiła, tak łatwo jest mi uwierzyć, że naprawdę jestem jej córką. Wiem, że mnie kocha. Bez odniesienia do "rodzimy czy nie" i bez oglądania się na społeczeństwo. Ta wspaniała kobieta, którą zesłał mi sam los, nie umie udawać ani w ogóle udawać. Nawet jako nastolatek to czułem. A później zrozumiałem, że jej obietnicom należy wierzyć.

"Wszystko będzie dobrze, Nastya. Będzie! Wierzysz mi?"

Kiedy wróciłam z babcią do naszego północnego miasteczka, nie mogłam w to uwierzyć. Kiedy zostałam w domu przez tydzień, chłonąc zapach mojego domu, próbując zapomnieć o ogromnym mieście, które mnie nie zaakceptowało, o moim nowym domu, szkole i wszystkim, co mi się przydarzyło - nie mogłam w to uwierzyć. Kiedy przypomniałem sobie oczy jej ukochanego syna podczas tego ostatniego spotkania, nie mogłem w to uwierzyć. A potem... A potem dowiedziałam się, jak to jest być osobą, której ktoś potrzebuje.

Kiedy Galina Juriewna zaakceptowała mnie i pozwoliła mi do siebie przyjść, nigdy nie pozwoliła mi odejść. Komunikowaliśmy się przez cały czas, kiedy mieszkałem z babcią. To od niej, tej pierwszej zimy po powrocie, dostałam prezent pod choinkę - telefon, nie stary gadżet rodziców, ale nowy i nowoczesny. Teraz mogłem dzwonić do macochy i na jej prośbę wysyłać zdjęcia z mojego "małego" prowincjonalnego życia. To ona nalegała na moją dogłębną naukę języków obcych i hojnie opłacała korepetytorów, a później prywatną szkołę artystyczną. Była na zakończeniu szkoły i widziała swoją pasierbicę ze srebrnym dyplomem, dumnie unoszącą głowę w stronę rodziców.

To moja macocha zabierała mnie każdego lata na tydzień nad morze, często zostawiając wszystkie obowiązki i zmartwienia mojemu ojcu. Pewnego dnia wylądowaliśmy we dwójkę we Włoszech i zdałem sobie sprawę, że świat nie jest tak duży, jak się wydaje.

I pewnego dnia przyszła kolej na "Mamę Galię". Zabawnie jest teraz przypomnieć sobie, jak prawie zemdlałam ze strachu, kiedy zdecydowałam się to zrobić.

Patrzę na paryskie przedmieścia migające za oknem pociągu i uśmiecham się: wydaje się, że to było tak dawno temu. Pierwsze wakacje z dala od domu, morze, pensjonat i dziwna kobieta patrząca ze zdziwieniem na mnie i moją macochę. Jej nieskromna ciekawość jest przy stoliku w letniej kawiarni, a ona patrzy na mnie:

- Powiedz mi, dziewczyno, czy to naprawdę twoja mama? To dziwne. Przypominasz mi kogoś.

Zamarłam, a macocha mi pomachała.

- "Mamo, mamo", odpowiedziała ponuro, "idź z Bogiem, kochanie. Nie masz nic do roboty?

Oczywiście zrozumiałam, że mówiła to tylko po to, by nieznajoma zostawiła mnie w spokoju. Ale następnego dnia, gdy zauważyłam, że zainteresowanie kobiety moją osobą nie zniknęło, zawołałam macochę, gdy pojawiła się w drzwiach kawiarni i zatrzymała się, szukając mnie wzrokiem.

- Jestem tutaj! Mamo. Hal?

I tak to się potoczyło. Mama Galia i Anastazja-Stasia-Staska. Bardziej jak adoptowane dziecko niż pasierbica.

Moja macocha często się śmiała, gdy odkryła, że mój syn i ja mamy to samo imię. Mówiła, że to dla niej znak. Ale nie chciała mi powiedzieć, co to było. Powtarzała tylko, aż przyzwyczaiłem się do tego, że miała jednego Staska, a teraz ma dwóch. I obaj są jej ulubieńcami.

Przez długi czas ze strachem czekałem, aż znudzi jej się opieka nade mną. Widziałem, jak bardzo martwił się mój ojciec, gdy wraz z żoną pojawił się na progu mieszkania mojej babci, ale na szczęście nigdy nie czekałem aż do teraz.

A teraz wracam do jej miasta, jej życia i jej domu, który opuściłam prawie pięć lat temu jako załamana dziewczyna. Teraz wracam jako dziewczyna, która dorosła i zna prawdziwą wartość ludzkiej życzliwości.

- Przestań się ukrywać, Stasiu. Nie możesz dłużej żyć sama, z dala ode mnie i Gryki, nie chcę tego. I Nina Iwanowna też tego nie chciała, wiesz o tym. No już, nie bądź taka uparta, dziewczyno, wracaj! Jeśli nie chcesz mieszkać z nami, pomyślimy o mieszkaniu. Ze spadkiem po babci i Kaszą na pewno coś znajdziemy!

Tak, moja babcia tego nie chciała, czułam to, mimo że mieszkałam sama przez sześć miesięcy po jej śmierci. Czy mi się to podobało, czy nie, moja matka Galya miała rację: cokolwiek wydarzyło się wcześniej, nadszedł czas, aby zostawić żale w przeszłości i wyjść z cienia. Stałam się częścią życia Galiny Frołowej, jej rodziny... I nie wątpiłam już, że Stas o mnie zapomniał. W szkole był zbyt samolubny i pewny siebie, by okazywać uczucia, a teraz, według jego matki, prowadził całkowicie kochający wolność, nieobliczalny styl życia. Bez względu na to, co wyznałam mojemu przyrodniemu bratu i co wyczytałam w jego oczach, byliśmy zbyt młodzi, by popełniać błędy. Tak, wracałam, ale nadal nie miałam zamiaru zajmować jego terytorium. Teraz zdecydowanie chciałem wyznaczyć własne granice.