Peatükk 28
Rozdział 28
POV Nastya
- Anastasio, skup się na postaci. Daj mi cień. Daj głębię! Kompozycja jest dobra, ale chcę zobaczyć motyw, integralność wizerunku włóczęgi, którego wybrałaś. Kim on jest? Kim on jest? Co on tu robi? W jakich chmurach latasz, moja droga? Nie poznaję cię! Potrzebuję cię tutaj, w tym studiu. Z żywą uwagą i błyskiem w oku, rozumiesz? "A co ty robisz? Jesteś zamknięty! Stwórcy tu nie ma! Odpowiedz mi na pytanie: kto, zamiast ciebie, powinien tchnąć życie w te pociągnięcia łupka?
Maestro Lisovsky jest bardzo emocjonalną osobą, porywczą, wymagającą, a jako nauczyciel jest jeszcze bardziej wymagający. A teraz, stojąc nade mną, macha ręką z frustracją, wytykając mi błędy bez litości.
Rozumiem. Tak, rozumiem. Próbuję skupić się na rysunku, ale nie mogę. Druga godzina lekcji z utalentowanym artystą dobiega końca, a ja, w przeciwieństwie do innych uczniów, nie wykonałem nawet połowy zadania.
- Przepraszam, Gruno Isakovich - odłożyłam ołówek i odwróciłam się, by schylić się po torbę - jeśli pozwolisz, dokończę pracę w domu.
- "Źle się czujesz, Anastasio?" - maestro wykrzywia usta w urażonym grymasie. Nie zwykł marnować się na niedbałych uczniów, jego czas i uwaga są cenne, ale dziś po prostu nie jestem w stanie utrzymać twórczego zapału i ekscytacji. Nie jestem w stanie słuchać komentarzy artysty. Nie teraz, kiedy moje myśli zajęte są innymi sprawami, a mój nastrój wcale nie jest twórczy.
- Nie, dziękuję.
- Mimo to chciałbym zobaczyć efekt końcowy.
- Oczywiście.
Wstaję, odkładam rysunek i zbieram swoje rzeczy. Aby się pożegnać i zakończyć lekcję, idę do wyjścia między sztalugami z uczniami takimi jak ja.
- Żegnaj, Gruno Isakowiczu - odwracam się na chwilę i próbuję uśmiechnąć do artysty, ale nic z tego nie wychodzi i cicho zamykam za sobą drzwi.
Mój Boże, jeśli w najbliższym czasie nic się nie zmieni i nie uporam się z poczuciem winy, a także z własnym sercem, które ostatnimi czasy dręczą wyrzuty sumienia, moje lekcje z maestro mogę spokojnie odłożyć na później.
- Nastia? Czy już zrezygnowałaś?
To znowu on - Siergiej Woropajew. Stoi przy samochodzie z rękami w kieszeniach spodni. Czekał na mnie na werandzie pracowni artystycznej Lisowskiego. Przywitał mnie przyjaznym uśmiechem, który prześlizgnął się po jego pewnych siebie ustach.
- Witaj, Matveyeva, wyglądasz świetnie! Jak zawsze.
Spotkałam brata mojej byłej koleżanki z klasy kilka dni temu na uniwersytecie, wpadając w czyjeś ramiona podczas biegu, a teraz dziwnie pojawia się w moim polu widzenia raz po raz.
Kiedy go widzę, podchodzę do niego i patrzę mu w oczy.
- Sergei, jeśli jeszcze raz mi powiesz, że spotkałeś mnie przypadkiem, nie uwierzę ci. To zbyt celowe jak na zwykły zbieg okoliczności. I nie jest to w najmniejszym stopniu zabawne.
- "Nie, to nie jest przypadkowe i nie jest zabawne", zgadza się, ale nie spieszy mu się, by zetrzeć uśmiech z twarzy.
- Więc dlaczego tu jesteś? Skąd w ogóle wiedziałeś, gdzie mnie znaleźć?
- Nie ma to znaczenia. Uznaj to za dobre przypuszczenie, po zapytaniu dziewczyn z twojej grupy. Dziś nie ma problemu ze znalezieniem osoby, jeśli chce się ją zobaczyć. A ja chciałam się z tobą zobaczyć, Nastya. Naprawdę chciałam cię zobaczyć. Jakbyś rozpłynęła się w powietrzu. Nie mogę cię znaleźć na żadnym portalu społecznościowym.
- "Dlaczego?" Nie poddaję się. Uwaga blondyna nie pochlebia mi, nie daje mi ani komfortu, ani przyjemności. Siergiej dorósł i stał się atrakcyjnym facetem o niemal idealnym wyglądzie stołecznego majora: dziewczyny pewnie go lubią. Ale nie ja, nie ja. Wciąż dobrze pamiętam, jaki był pięć lat temu.
- Nastia, nie zachowuj się jak mała dziewczynka - zaśmiał się Serhij, przeczesując dłonią blond włosy i przygryzając wargę, pokazując, że jest zdenerwowany, mimo że stara się być pewny siebie - Nie rozumiesz, dlaczego młody mężczyzna chciałby poznać piękną dziewczynę? Dlaczego chce ją zobaczyć?
- "Nie, nie rozumiem", odpowiadam szczerze. "Spotkaliśmy się już dziś po południu na uniwersytecie, na wypadek gdybyś zapomniał. I wczoraj też. I przedwczoraj. Serhiy, odkąd spotkaliśmy się cztery dni temu, naszych spotkań nie można już nazywać przypadkowymi. To dziwne, że widujemy się codziennie. W końcu nie jesteśmy nawet przyjaciółmi!
- I co? Można to łatwo naprawić.
- Nie rozumiem. Tak, nie jestem już dzieckiem, ale nadal tego nie rozumiem. Wszystko dzieje się zbyt szybko i aktywnie, by okazywać nagłe współczucie. Nie znamy się od pięciu lat, a twoja niezamierzona uwaga...
- Niezupełnie niechcący, Nastya. Marina powiedziała mi, że wróciłaś.
- Nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczony. Chociaż rozmowa o mnie w domu Woropajewa wydaje się wręcz nieprawdopodobna - Twoja siostra bardzo starała się mnie nie rozpoznać. Tak bardzo, że prawie jej się to udało.
- Tak - zaśmiał się Serhii - Nie będę kłamał, cieszyła się z twojego powrotu, ale ja cieszyłem się z twojego powrotu do miasta. Czy nie pokazałem ci, jak bardzo cię lubię w czasach szkolnych?
Ale teraz jestem naprawdę zaskoczony, nawet jeśli nie marszczę brwi i nie chowam rąk w zakłopotaniu. Ale pozwalam sobie na uśmiech.
- Kiedy dokładnie mi to pokazałeś, Serhii? Kiedy nazwał mnie żałosną i namówił na wyjście do kina? Albo kiedy podczas Balu Zimowego zaprosił mnie na spacer po ciemnych korytarzach?
- Nastya, dlaczego ciągle o tym wspominasz? To było tak dawno temu, że już zapomniałam. Lepiej weź to, to dla ciebie!" Otwiera drzwi samochodu i wyjmuje kwiaty. Łapie mnie za rękę i kładzie bukiet na mojej dłoni, ściskając moje palce. "Spójrz, są tak delikatne i piękne jak ty.
Kwiaty są naprawdę piękne i prawdopodobnie drogie. Chcę się odsunąć, ale chłopak mocno mnie obejmuje.
- Nie. Sergei, nie mogę ich zabrać.
- Dlaczego jesteś taki kłujący? Dlaczego?
- Bo nie widzę powodu. To nie są moje urodziny i nie idziemy na randkę. To bardzo ładne kwiaty, daj je innej dziewczynie.
Jest mało prawdopodobne, że byłabym tak uparta w zwykłym życiu, ale Siergiej Woropajew nie daje mi żadnych przyjemnych uczuć. I w ogóle nie chcę przyjmować od niego kwiatów. Facet ma drogi samochód, dobrze wygląda i jest modnie ubrany, ale to nie o nim teraz myślę.
- Nastia, lubię cię i chcę ci je dać. W przeciwnym razie po prostu wyrzucę je na drogę. Chyba nie myślisz, że jestem typem faceta, który będzie przekazywał bukiet z rąk do rąk dziewczynie jak proporzec zwycięstwa, dopóki nie znajdzie tej właściwej? A co do randki... Chętnie bym się z tobą umówił. Spieszy ci się? Możemy pójść do kawiarni. Albo pospacerować po mieście... na początek.
Trzyma mnie za rękę, jakby bał się, że ucieknę.
- "Na początek, Serhii" - uwolnienie nadgarstka wymaga ode mnie wiele wysiłku. Spoglądam na niego ponownie. Patrzy na mnie bez mrugnięcia okiem, jakby coś zapamiętywał, a mnie się to wcale nie podoba. - Wygląda na to, że w ogóle mnie nie słyszysz. Dobra, wyrażę się jasno. Nie jestem wolna na nowy związek. Ani dziś, ani jutro. Nigdy, rozumiesz?
Zmarszczył brwi.
- Czy jesteś żonaty?
- O mój Boże! Oczywiście, że nie! Ja tylko...
Ale Serhii z łatwością przerywa, śmiejąc się niezbyt szczerze.
- Dobra, rozumiem! Naprawdę się spieszę. Przepraszam, Nastya. Zapomniałem, że zawsze byłaś nieśmiała.
Teraz cofa się o krok, dając mi wolność.
- To nieprawda - próbuję zaprotestować - to miasto i jego mieszkańcy sprawili, że stałam się nieśmiała. Nie zawsze taki byłem!
- "Niemniej jednak," nalega facet, "to on - Stas - ostrzegł cię przede mną, prawda? Czy to dlatego znów jesteś ostrożny? Pamiętasz, jak bałaś się ze mną rozmawiać? Bałeś się po prostu stać tam, z dala od wszystkich? A ja chciałam, żebyś mówił. Chciałem, żebyś spojrzała. Nie na niego, ale na mnie. Wiedziałem, jak bardzo cię nienawidzi.
Niespodziewane wyznanie. Jak nagłe déjà vu, które pogrążyło mnie w przeszłości.
- Sergei, mylisz się. Stas nie miał z tym absolutnie nic wspólnego i nie ma znaczenia, co i kiedy do mnie czuł.
- Nie sądzę. Nadal mieszkasz w tym samym domu, prawda, Nastya? W ostatnich latach nie układało nam się zbyt dobrze. Pewnie o tym wiesz.
- Nie. Rzadko widuję Stasa.
Staram się zachować powściągliwy i opanowany wyraz twarzy, ale chłopak przygląda mi się zbyt uważnie, by zignorować rozpacz w moich oczach. Rozpaczy, na którą cierpię od kilku dni.
- Więc nie jesteś wolna, jak mówisz - powtarza, zagryzając wargi i ścierając uśmiech z twarzy. Kiedy dowiedziałem się, że wróciłaś, myślałem, że jesteście razem. Zapytałem Marynkę, ale rozpłakała się i nie chciała o tobie rozmawiać. Co za idiotka. Nie może przestać opłakiwać Frołowa, niczego się nie nauczyła z jego życia. Tacy jak on nigdy nie przestają.
- Więc obiecujesz być wierny?
- Obiecuję uwagę i ochronę, a to bardzo dużo.
- Nie mogę powstrzymać się od gorzkiego uśmiechu: "Przed kim zamierzasz nas chronić, Siergiej? Wygląda na to, że żyjemy w cywilizowanym społeczeństwie.
- "Jesteś piękną dziewczyną, Nastia", mówi, wcale nie wstydząc się ludzi takich jak ja. Obok takich dziewczyn nie przechodzi się obojętnie. Zawsze wiedziałam, od pierwszej chwili, gdy zobaczyłam cię w domu Frolovów, że pewnego dnia będę chciała z tobą być. Jestem pewien, że Stas też to czuł. Zrobiłaś z nas wrogów, gdy tylko przekroczyłaś próg domu swojej macochy, dziewczyny w śmiesznym płaszczu. A teraz znowu wróciłaś.
- "Przestań," nie mogę uwierzyć, że słyszę to od niego, "o czym ty mówisz?
- Prawda! Nie ma cię od pięciu lat i nie możemy się pogodzić, a kiedyś byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
- Jestem pewien, że tylko ty znasz powód waszej kłótni, choć jest mi bardzo przykro.
- Ale ja nie. Do diabła z tobą, Nastia! On nie wychodzi z wyścigów motocyklowych, to nie ty, to inne dziewczyny i pieniądze, które zawsze były ważniejsze niż cokolwiek innego. On nigdy się nie zmieni, Stas nie wie lepiej! On nadal nie jest tobą zainteresowany! Nastia, na co ty liczysz? Nie ma gdzie zrobić na nim wrażenia!
- Przestań, Serhii! Przestań! Nie chcę tego słuchać!
- Jeśli mi nie wierzysz, zapytaj moją Marinę, skąd wie, jak przekonywać. Ona wie, ona ci powie!
Blondyn odrzuca głowę do tyłu, aby złapać oddech i kontynuować:
- Warto było zadać sobie pytanie: jak zachowałabym się na jego miejscu, gdybyś znów był obok mnie i coś do ciebie poczułam? I odpowiedź przyszła do mnie sama.
Serhii opuszcza podbródek, zwężając spojrzenie. W tej chwili jego twarz jest tak odrażająco brzydka, jak słowa, które padają z jego ust.
- Albo cię przeleciał, Matveyeva, i zapomniał o tobie, jak o wielu innych, albo nadal nienawidzisz swojego przyrodniego brata. Bo gdybym wiedziała, że jesteś w pobliżu, nie uciekałabym i nie przesiadywała w nocnych klubach.
To zbyt wiele jak na rozmowę między dwojgiem nieznajomych, którzy nie mają ze sobą nic wspólnego. Nagle się śmieję - smutno i cicho, ukrywając łzy i wszystko, czego nie można pokazać. Chce mi się wyć, bo prawda, która wyszła z czyichś ust, boli.
Nie mogę uwierzyć, że ten facet zaprosił mnie na randkę zaledwie pięć minut temu! Co za dziwaczne życie, pełne niespodzianek i trudnych lekcji!
Idę do samochodu i kładę bukiet na masce.
- Siergiej, weź te kwiaty, one na pewno nie są dla kogoś takiego jak ja. Nie wiem, dlaczego postanowiłeś mnie zranić, chociaż nic nie wiesz o moim życiu. Nie powiedziałem, że to był Stas. Zobaczyłeś to, co chciałeś zobaczyć i nie zawahałeś się wylać swoich wnętrzności. Jestem szczęśliwa z tym, który mnie kocha. A mój przyrodni brat... - staram się wyglądać na pewną siebie, żegnając się - i tak go zaakceptuję, jak to już raz bywało. Nawet jeśli mnie nienawidzi.
Torba z rurką spada mi pod nogi i muszę się schylić, by ją podnieść.
- Żegnaj, Siergiej. I nawet nie myśl o podwiezieniu mnie do domu, i tak się nie zgodzę. Po prostu o mnie zapomnij, tak będzie najlepiej" - mówię, odwracając się od ponurego Woropajewa i idąc wąskim chodnikiem do ruchliwej części ulicy, aby wyjechać na Cherokhino. Do domu, w którym pokój Stasia stoi pusty już od sześciu nocy. Od samego rana, kiedy go wyrzuciłem.
- Mamo Galia, tato, cześć!
Wchodzę do domu i witam się z rodzicami, którzy tego wieczoru siedzą w salonie. Dzisiaj mają gości na Skype, rozwiązywana jest kwestia biznesowa, a moja macocha jest skupiona na rozmowie. Po chwili do kuchni dołącza do mnie ojciec.
- Jak się masz, Nastia? Jak uniwersytet? Jak ci się układa z Lisowskim? Potrzebujesz czegoś, córko?" - pyta ze współczuciem, a ja odpowiadam:
- Nie, tato. Nic mi nie jest, dzięki.
W ostatnich latach wiele się zmieniło w naszych relacjach, a w obecności ojca nie jestem już nieśmiała i nie brakuje mi słów. Dziś wiem, ile wysiłku kosztowało Grigorija Matwiejewa odzyskanie uwagi córki. Ale pięć lat temu, po tym jak uciekłam z domu mojej nowej rodziny, byłam pewna, że nie ma już dla mnie miejsca w jego życiu. Potrzeba było czasu i wsparcia mojej żony, aby mój ojciec w końcu uwierzył, że coś dla niego znaczę.
Podchodzi i siada przy stole. Z cichą dezaprobatą patrzy na samotną filiżankę kawy w moich rękach.
- Od kilku dni nic nie jadłaś, Nastiu - mówi smutno, popychając w moją stronę miskę z ciastkami - Galina też straciła apetyt. Nie wiem, co z tobą zrobić.
Jest zdenerwowany i nie bawi się. Oboje jesteśmy przywiązani do naszej macochy. Co dziwne, to właśnie nas zbliża i zbliża.
- Co u niej? Mama Galya?
- "Oczywiście, że się martwi", wzdycha jego ojciec, "ale o co chodzi? Stas nie jest chłopcem, już wcześniej opuszczał dom, znikał na kilka dni. Dla nas to nie pierwszy raz. Może pamiętasz: zawsze był krnąbrnym chłopcem i nie dawał matce spokoju.
Ale pamiętam. Ukrywam swoje poczucie winy w filiżance kawy, ale nie na długo.
- Tato, gdzie może być Stas? Wiesz może? Może... może ma dziewczynę?
- Nie wiem, Nastia, ale nie sądzę. Nie pamiętam, żeby ktoś tak długo zajmował jego uwagę. Podobno zniknął w klubie kolegi. Galina zadzwoniła. Wiktor jest właścicielem znanego w mieście klubu Bumper and Co i chłopaki prowadzą razem jakiś wspólny biznes. Przynajmniej Stas od dawna ma własne pieniądze, więc w tym sensie nie jest tak naprawdę kartą przetargową.
Mój ojciec kręci głową.
- Nie można zazdrościć Galii, że jej syn nie wtajemnicza nas zbytnio w swoje życie osobiste. A jednocześnie wyrósł na niezależnego chłopca. A jego charakter... Charakter naszej mamy Galii nie jest cukrowy. Ma temperament.
Gdyby tylko miał charakter. Mój ojciec nie zna powodu, a macocha pewnie nie ma pojęcia, co dokładnie zaszło między nami i dlaczego Stas odszedł. Nie wiem też, co wtedy w chłopaka wstąpiło. Po prostu nagle przestraszyłam się, gdy zobaczyłam jego szare, płonące, głodne oczy i poczułam w jego dłoniach siłę pożądania, gotową przelać się na mnie. Bałam się, że wszystko wróci. Kiedy ciągnęło mnie do niego jak magnes, bałam się, że nie będę w stanie się oprzeć i ból znów nadejdzie. Później, kiedy będę sama. Znów byłabym sama, a on by zapomniał - ból by wrócił. Wciąż pamiętam, jak długo bolało mnie serce.
- Tato, posłuchaj...
- Tak, Nastya.
- Ostatnim razem ty i mama Galya nalegałyście, ale... Myślę, że będzie lepiej, jeśli się wyprowadzę. Znajdę mieszkanie lub pokój, to nie ma znaczenia. Będziesz w stanie wytłumaczyć to mamie? Naprawdę nie chcę jej urazić.
Ojciec jest zaskoczony. Jest naprawdę zaskoczony. W ostatnich latach starał się do mnie zbliżyć.
- Dla kogo jest to lepsze?" - marszczy brwi.
- Dla każdego.
Więc unikając odpowiedzi, odwracam wzrok, ponieważ nie możesz mu powiedzieć wszystkiego, nie możesz wszystkiego wyjaśnić.
Nie wiem, o czym myśli Matveyev, co widzi na mojej twarzy, ale nagle przykrywając moją dłoń swoją, odpowiada cichym tonem, jak głupie dziecko zagubione w myślach.
- Nastia, nie. Przestań uciekać. Galia i ja popełniliśmy już wiele błędów. Popełniłam wiele błędów, żyjąc z dala od ciebie przez tyle lat. Nikomu nie będzie lepiej, uwierz mi. Nikt.
I nagle - tak intymne i uduchowione, jego słowa sprawiły, że poczułam ból w klatce piersiowej:
- Ani ty, ani on. Proszę, córko, daj nam czas, żeby wszystko wróciło do normy. Jeśli zdecydujesz się wyprowadzić, Galii nie będzie łatwiej.
Boże, wygląda na to, że mój ojciec zagląda do studni prawdy, w której boję się utonąć. Ale kiedy uciekam do swojego pokoju i zostawiam wspomnienie mojego uśmiechu, nie mówię tej prawdy.
- Oczywiście, wszystko będzie dobrze, tato...
I za zamkniętymi drzwiami, patrząc na zmierzch za oknem, wybieram numer telefonu. Nie do Jegora, chociaż on czeka na mój telefon i jest jedyną osobą, która potrafi zrozumieć mój nastrój, nawet jeśli zwykle o niczym nie mówię.
- Arno, potrzebuję cię. Mów do mnie. Proszę.