Rozdział 6
Próbowałam już wiele razy wcześniej, ale się nie udało. Victoria po prostu nie jest gotowa, by to usłyszeć.
Młodsza z Wrightów ma bardzo żywą mimikę i jej usta natychmiast oburzenie wykrzywiają się w podkówkę. Odrzuca w tył długie, ciemne włosy i uderza pięścią w kolano.
– Nienawidzę tej Alicii Parks! Gruba idiotka! Najpierw wieszała się na Carterze, a kiedy jej nie chciał, zagarnęła sobie Nicka! I co on w niej widział? Wielkie rzeczy, występuje w cheerleadingowej grupie! Przecież ona śmieje się jak głupia kura, ma silikonowy tyłek, a cycków to w ogóle nie ma! Ani trochę!
– Przecież przed chwilą powiedziałaś, że jest gruba – zauważam. Vic jest bardzo emocjonalna i to nie pierwszy raz, kiedy słyszę od niej krytykę pod adresem dziewczyn mojego brata.
– I co z tego? – zadziera nosa. – Nie zdziwiłabym się, gdyby Alicia wpychała sobie pompony do stanika, żeby zwracać uwagę chłopaków! Inaczej na co tam patrzeć? – Twarz Vic nagle bieleje smutkiem. – Lena – pyta, – myślisz, że oni z Nickiem już ze sobą sypiają?
Ja nie myślę, ja to wiem, choć akurat to zupełnie mnie nie interesuje.
– Słuchaj, wydaje mi się, że Oliver to fajny chłopak. Przecież się spotykacie?
Vic jest zaskoczona i wzdycha z rozczarowaniem, jakbym zapytała ją o wakacje spędzone u staruszków, po czym macha ręką:
– Rzuciłam go! Pocałowaliśmy się parę razy i zrobiło się nudno. Taki nudziarz! Boże, Lena – wraca do tematu, który naprawdę ją kręci. – Przysięgam, jeśli Nicholas zaprosi tę idiotkę Alicię na Zimowy Bal – umrę! I co on w niej widzi? Widziałaś jej Twittera? Przecież tam są same kotki, fuj!
Victoria mówi coś jeszcze, nadaje i nadaje, ale ja tracę wątek. Coś jakby ciągnie mnie, żeby się odwrócić i spojrzeć tam, gdzie kilka rzędów dalej siedzi Carter. Tak, wiem, że to nie Alex, że to inny człowiek, ale nie potrafię nie patrzeć. Nie potrafię od prawie roku.
Odrzucam głowę i ostrożnie spoglądam na chłopaka zza ramienia. Siedzi, opierając ręce na oparciu fotela przed sobą i patrzy w okno. Śniada cera, czyste czoło, prosty nos i uparta, władcza linia ust, przez którą dziewczyny w szkole szaleją za przystojnym Wrightem. Jego rysy twarzy są ostrzejsze niż u brata, ale mimo to każda z nich jest mi dobrze znana – boleśnie znana! – i serce znowu jest gotowe uwierzyć w niemożliwe.
Zdążam o tym pomyśleć, ale nie zdążam się odwrócić i Carter to zauważa. Nagle przechwytuje moje spojrzenie i odwraca się w moją stronę. Zaciska z niezadowoleniem wąskie usta, patrząc prosto na mnie.
Gdy tylko autobus wjeżdża na parking i kierowca otwiera drzwi, łapię plecak i spieszę się wyskoczyć z niego w gronie pierwszych uczniów, żeby znowu na niego nie wpaść i nie usłyszeć czegoś chamskiego.
Przy wejściu do szkoły dostrzegam Nicholasa. Stoi niedaleko ze swoim kumplem Peterem Sullivanem – rudym wielkoludem, i obaj się śmieją. Spieszę się przejść obok nich wiedząc, że Victoria na pewno się zatrzyma, żeby z nimi poflirtować.
Gdy tylko wchodzę do klasy od angielskiego, ze swojego miejsca woła mnie wysoka, ładna dziewczyna z mądrymi oczami i bujnym, kręconym kucykiem na czubku głowy – Pilar Mendez, moja najbliższa przyjaciółka.
– Lena, no wreszcie! Chodź szybko, czekam na ciebie! Nie masz pojęcia, jak mnie roznosi od tych wiadomości!
Pilar macha do mnie ręką i niecierpliwie podskakuje na krześle – to oznacza, że na pewno chce mnie zaskoczyć. Przez wiele lat przyjaźni zdążyłam ją dobrze poznać, by się tego domyślić.
– Pilar, co się stało? Czyżby cię przyjęli?
– Cześć! Tak! – krzyczy radośnie dziewczyna, po czym podrywa się i mnie przytula. – Oczywiście na razie to tylko epizod w reklamie soku – wyjaśnia. – Będę tańczyć w tle w kostiumie mango, razem z bananem i ananasem, ale obiecują mi zapłacić całe trzysta dolarów, Lena, wyobrażasz sobie?! Powiedz, czad, nie?!
Pilar ma marzenie – chce zostać aktorką filmową albo tancerką w jakiejś znanej trupie na Broadwayu. Wyjechać po college'u do Kalifornii albo Nowego Jorku (jeszcze nie zdecydowała) i koniecznie zdobyć sławę! I szczerze mówiąc, ma na to wszelkie szanse, od dawna nie odpuszcza żadnych castingów w mieście. Bardzo się więc cieszę, słysząc, że w końcu uśmiechnęło się do niej szczęście.
– To wspaniale, Pilar! – uśmiecham się. – Gratulacje!
– A słyszałaś już nowego newsa? Mamy nową nauczycielkę od historii, pannę Edwards. Mówią, że to stara panna i potworna służbistka! Będzie u nas prowadzić nie tylko historię, ale też dodatkowy kurs z prawa. Och, czuję, że obleję u niej już pierwszą klasówkę! I po co ja brałam to „Prawo”?
– No właśnie, nudne to i nieciekawe! – wtrąca się Vic, przechodząc obok. – A ostrzegałam was, dziewczyny! Trzeba było wybrać „Malarstwo”, tak jak ja, nie pożałowałybyście!
– Łatwo ci mówić, Wright – parska Pilar. Z Vic nie przepadają za sobą, ale teraz mają zawieszenie broni i obie się uśmiechają. – A ja akurat zupełnie nie umiem rysować!
– A tam, wielkie rzeczy! Teraz w modzie jest surrealizm, mała! A kto nie rozumie, tego do lamusa!
Mendez zazwyczaj się nie zamyka, ale przywykłam do jej gadania. Dopóki klasa zapełnia się uczniami i nie ma nauczyciela, plotkujemy z przyjaciółką, a smutne myśli odchodzą na dalszy plan.
Tak mijają cztery moduły połączone w dwa bloki lekcyjne z angielskiego i chemii. Podczas przerwy na lunch do naszego stolika na zewnątrz dosiada się Kevin Lawrence – sympatyczny, jasnowłosy chłopak, którego ja i Pilar uważamy za przyjaciela.
Po tym, jak zabrakło Alexa, Kevina wybrano na redaktora naczelnego szkolnej gazetki i teraz nieustannie szuka ciekawych tematów na artykuły.
– Cześć, dziewczyny! Mam do was pytanie – zaczyna od razu Kevin bez owijania w bawełnę, siadając obok mnie na ławce i rozpakowując swój lunchbox, który przyniósł w ręku. – Co myślicie o ideonomice i jej aspektach? Interesuje was ten temat?
Sekundę przed jego pojawieniem się słuchałyśmy z Vic opowieści Pilar o przystojnym chłopaku, który w reklamie będzie udawał banana, o piankowym kostiumie mango i o telefonie, o który on na pewno ją poprosi. Dlatego przestawienie się na Kevina nie udaje się od razu.
– O czym? – Vic żuje kanapkę i unosi brwi. – A można jaśniej, Lawrence? – celuje w chłopaka małym palcem. – Wiecznie tym swoim mądralowaniem psujesz mi apetyt!
– No, jak podchodzicie do życia i samorozwoju? Interesują was przemyślenia na ten temat?
– Dno i nuda! – krzywi się Vic.
– Myślę, że tak – odpowiadam. – To ciekawe.
– Dawaj do brzegu! Co znowu wymyśliłeś? – pyta Pilar.
Kevin kiwa głową, odkłada jedzenie i wyciąga z plecaka długopis oraz notes. Po otwarciu tego ostatniego wchodzi w rolę cwanego reportera, który za wszelką cenę postanowił zdobyć sensację.
– Chcę napisać artykuł motywacyjny i przeprowadzić ankietę wśród starszych klas! Dość bezmyślnego brnięcia przez życie! Jesteśmy już w tym wieku, kiedy pora pomyśleć o ważnych rzeczach!
– Na przykład o jakich? – dopytuję.
– Choćby o życiowej filozofii i własnej osobowości – odpowiada z gotowością Kevin. – Ale na początek trzeba odpowiedzieć na kilka pytań.
– Na jakie? – Pilar głośno gryzie kawałek jabłka, które głośno chrupie za jej policzkiem.