SOVABOO

Sokół i Czyż

Ch. 19: Rozdział 7, część 5

Rozdział 7, część 5

Розділ 19/60 · Сторінка 2 з 231%

— A mógłbyś się domyślić, skoro taki mądry! Prawie oczy mi wyszły z orbit! Myślałeś, że będę stać sama w nocy na ulicy? Podziękuj, że nie wyszedł tata. Wtedy nie skończyłoby się na jednym uścisku dłoni! Musiałbyś jeszcze skłamać, jak bardzo mnie kochasz, skoro tak pędziłeś — a ja bym poszła.

— Nic by się nie stało twojemu tacie. Mój „łyknął” wiadomość, twój też by przełknął.

— Możliwe. Tylko pamiętaj, że jesteś facetem. Powiesz ojcu: rzuciłem — odkochałem, pomidory zwiędły, i po kłopocie. A mój będzie się o mnie zamartwiał. Zresztą, co ja ci tłumaczę, Sokolski? — aż się sama sobie zdziwiłam. — Daj spokój! Jesteś bezduszną dechą, i tak nie zrozumiesz! — machnęłam ręką i odwróciłam się.

— Wiesz co, Czyż?

— Co?

— Zapnij pasy! — warknął. — I podziękuj, że nie będziesz się z rana tłoczyć w autobusie! Jeszcze za nikim nie tłukłem się po nocy, jak za tobą, po miastach, nabijając kilometry. I przed żadną mamą nie szczerzyłem się jak głupek!

— Przecież chyba tobie na tym zależało? Nie?

— A tobie?

Skrzyżowaliśmy gniewne spojrzenia i każde odwróciło wzrok. On wpatrzony w szybę przednią, ja — w boczną.

— Czyż? — odezwał się po chwili, już spokojniej; znów niechcący złapaliśmy kontakt wzrokowy.

— Co?

— Czym to tak pachniałaś?

— Kiedy?

— No, wtedy, jak cię w policzek… — parsknął, ale już sama się domyśliłam. — Jakby ciepłą wanilią?

— Aha. Pewnie drożdżówkami z serem.

— Drożdżówkami? — mrugnął, zamilkł, a potem, patrząc na drogę, przełknął ślinę.

Też coś. Ciekawe, co on robił cały wieczór w „Maracanie”? Skoro nie pił, mógł chociaż zjeść coś konkretnego przed drogą.

Дякуємо, що обираєте Sovaboo і цінуєте чесну творчість!

Ми будуємо цей простір з любовʼю до книг і повагою до авторів. Ваша підтримка дозволяє авторам писати далі та створювати нові історії для вас.

Щоб продовжити читання, ви можете придбати онлайн-доступ до всіх розділів книги.

* VAT включено у ціну.

Розділ 19 / 60 · Сторінка 2 з 2