Rozdział 7, część 5
— A mógłbyś się domyślić, skoro taki mądry! Prawie oczy mi wyszły z orbit! Myślałeś, że będę stać sama w nocy na ulicy? Podziękuj, że nie wyszedł tata. Wtedy nie skończyłoby się na jednym uścisku dłoni! Musiałbyś jeszcze skłamać, jak bardzo mnie kochasz, skoro tak pędziłeś — a ja bym poszła.
— Nic by się nie stało twojemu tacie. Mój „łyknął” wiadomość, twój też by przełknął.
— Możliwe. Tylko pamiętaj, że jesteś facetem. Powiesz ojcu: rzuciłem — odkochałem, pomidory zwiędły, i po kłopocie. A mój będzie się o mnie zamartwiał. Zresztą, co ja ci tłumaczę, Sokolski? — aż się sama sobie zdziwiłam. — Daj spokój! Jesteś bezduszną dechą, i tak nie zrozumiesz! — machnęłam ręką i odwróciłam się.
— Wiesz co, Czyż?
— Co?
— Zapnij pasy! — warknął. — I podziękuj, że nie będziesz się z rana tłoczyć w autobusie! Jeszcze za nikim nie tłukłem się po nocy, jak za tobą, po miastach, nabijając kilometry. I przed żadną mamą nie szczerzyłem się jak głupek!
— Przecież chyba tobie na tym zależało? Nie?
— A tobie?
Skrzyżowaliśmy gniewne spojrzenia i każde odwróciło wzrok. On wpatrzony w szybę przednią, ja — w boczną.
— Czyż? — odezwał się po chwili, już spokojniej; znów niechcący złapaliśmy kontakt wzrokowy.
— Co?
— Czym to tak pachniałaś?
— Kiedy?
— No, wtedy, jak cię w policzek… — parsknął, ale już sama się domyśliłam. — Jakby ciepłą wanilią?
— Aha. Pewnie drożdżówkami z serem.
— Drożdżówkami? — mrugnął, zamilkł, a potem, patrząc na drogę, przełknął ślinę.
Też coś. Ciekawe, co on robił cały wieczór w „Maracanie”? Skoro nie pił, mógł chociaż zjeść coś konkretnego przed drogą.
Дякуємо, що обираєте Sovaboo і цінуєте чесну творчість!
Ми будуємо цей простір з любовʼю до книг і повагою до авторів. Ваша підтримка дозволяє авторам писати далі та створювати нові історії для вас.
Щоб продовжити читання, ви можете придбати онлайн-доступ до всіх розділів книги.
* VAT включено у ціну.