Rozdział 2
Nie, nie złościłem się i nie byłem zazdrosny, jak bał się ojczym, i nie zamierzałem walczyć w rodzinie o uwagę. Wszystko stało się samo. Najpierw w moim pokoju pojawiło się kwilące, sapiące niemowlę, potem codzienne spacery z wózkiem po podwórku, a później już po prostu spacery z siostrą.
Ojczym znikał w pracy i na rybach, odsypiał, mama brała dodatkowe zmiany w sklepie, a ja, jak umiałem, wychowywałem Kristinę. Wycierałem jej nos, karmiłem, odbierałem z przedszkola, a potem ze szkoły. Jej pierwszej opowiadałem fantastyczne historie, które sam wymyślałem, i z nią rozważałem przyszłość Wszechświata.
Aż trudno uwierzyć, że jej ojcem był człowiek, którego nigdy nie kochałem, ale dla matki pogodziłem się z jego obecnością w moim życiu.
Nasze relacje z ojczymem nie ułożyły się od samego początku. Nie wiem, czym ja, ciche i niewymagające dziecko, tak mu się nie spodobałem. Ale on, facet skąpy i ograniczony, z wiecznymi kazaniami i radami, nigdy nawet nie próbował mi się spodobać. Jego życie było monotonne i płaskie jak szyny, po których prowadził swoją lokomotywę spalinową, a ja chciałem widzieć dalej. Rozglądać się na boki i patrzeć na życie innymi oczami. Nie rozczarowując się, lecz zyskując.
Doskonale pamiętam, jak śmiał się z moich pytań, które jako chłopiec zadawałem mamie. Nazywał mnie dziwakiem, a kiedy byliśmy sami i ona nie słyszała, marudną białowłosą dziewczynką.
Ale tutaj kłamał. Nigdy nie marudziłem, nie skarżyłem się, nie prosiłem i nie patrzyłem mu w usta, żeby wydać się swój. Właśnie na złość ojczymowi, który wcześnie wyłysiał i przykrywał łysinę rzadkim pasmem włosów, nosiłem swoją falującą, długą czuprynę. Gdyby nie on, dawno bym ją ściął.
Kiedyś wyjadę, wtedy się ostrzygę, a teraz miałem z ojczymem własne rachunki. I choć bywało trudno, w naszej małej wojnie na pewno nie przegrywałem.
A jednak nie mogłem się spodziewać, że moja młodsza siostra, ukochana mała zołza, gdy tylko skończy pięć lat i zacznie cokolwiek rozumieć, bez wahania stanie po mojej stronie. Wygląda na to, że dla jej ojca też było to zaskoczeniem.
Oczywiście wiedziałem, że minie całkiem niewiele czasu i będę musiał odejść z domu. Już teraz mnie i ojczymowi było razem ciasno, chociaż nasze dwupokojowe mieszkanie należało do matki. Pewnie także dlatego tak bardzo chciałem jak najszybciej stanąć na nogi i zapewnić sobie najpierw to, co najpotrzebniejsze, a potem własne mieszkanie.
A poza tym Kristina też dorastała. Z dziecka zmieniała się w młodą dziewczynę, długo plotkowała z koleżankami, wisiała na Instagramie i zapełniała pokój różnymi dziewczyńskimi drobiazgami. Natychmiast zapalając się do czegoś nowego, zaczytywała się w książkach, a ja nie mogłem się nie cieszyć, że w mojej siostrze już w wieku dwunastu lat było o wiele więcej zdrowego rozsądku i nadziei na to, że stanie się człowiekiem wyższym ponad płaski świat, niż w jej ojcu.
A jeszcze coraz częściej myślałem o tym, że potrzebuje własnego terytorium.
Po tym, jak tydzień temu podarowałem jej na urodziny nowiutki smartfon, siostra fotografowała i nagrywała wszystko, co mogła. Także teraz ta nieznośna mała wzięła i nagrała mnie półśpiącego, z jednym okiem uchylonym.
- Kris, przestań! — machnąłem ręką, ale się uchyliła.
- To się obudź, śpiochu! — zerwała się na nogi, odskakując. - Bo nie przestanę! Jeszcze pokażę cię koleżankom, o!
Oczy natychmiast się otworzyły, a policzek oderwał od poduszki.
- Ja ci pokażę! Dawaj tu komórkę! — ale ręka znów chybiła i się poddałem. Znowu się położyłem, wsuwając palce we włosy nad czołem, żeby odgarnąć je z twarzy. - Lepiej powiedz, jak w szkole, - spytałem. – Napisałaś sprawdzian?
Na wzmiankę o szkole siostra ciężko westchnęła i odłożyła smartfon na bok. Usiadła na swoim łóżku, podwijając nogi po turecku.
- Nie wiem, - burknęła sucho. – Chyba.
Patrząc na jej zmarszczone brwi, spytałem surowiej:
- A konkretniej?
Jak zawsze, kiedy Kristina uważała, że życie jest wobec niej niesprawiedliwe, oburzenie wylało się z niej fontanną słów.
- Antonie, to nie moja wina, że nie rozumiem! Wiem, że wszystko mi wyjaśniłeś, ale żebyś ty widział te zadania, one są kompletnie głupie! Nawet Inka Potapenko nie potrafiła wszystkiego rozwiązać, a ona, tak między nami, jest prymuską! A Anna Władimirowna taka, mówi: „Nic mnie to nie obchodzi, oddawać prace, to łatwy temat”. Ha! Też mi łatwy! Nie znoszę algebry! Nienawidzę ułamków! Kto w ogóle wymyślił tę nudę?! I w ogóle postanowiłam, że będę fotografką, po co mi ona?! — Siostra szeroko otworzyła niebieskie oczy i ucichła. – Antonie, prawda?
Spędziliśmy z nią trzy dni na przygotowaniach do sprawdzianu. Temat naprawdę nie był trudny, nauczycielka powiedziała prawdę. Trudne okazało się skupienie na nim uwagi, kiedy ręce świerzbiły przez nową zabawkę.
Wypuściłem powietrze i spojrzałem na małą z łagodnym wyrzutem.
- Nieprawda. Rok temu chciałaś być kelnerką, jeszcze niedawno dziennikarką, a w wieku dziewięciu lat treserką lwów.
- To dlatego, że chciałam psa.
- Miałaś chomika, a teraz masz złotą rybkę, tresuj. Nauczysz ją mówić, to zgoda, poślesz algebrę do diabła! W porównaniu z takim talentem każda nauka przegra. Od razu dostaniesz Nobla i będziesz żyć jak Beyoncé w rezydencji za sto milionów dolców. Słuchaj, Kris, - uniosłem się na łokciu i nachyliłem do siostry, - a może naprawdę powinnaś zostać piosenkarką? W dzieciństwie tak pięknie krzyczałaś: „Oddaj, to moje!” Głos masz, zostaje znaleźć swojego Jaya-Z i żadnych ułamków! Jak ci się podoba taka formuła szczęścia?
Z poczuciem humoru u siostry wszystko było w porządku, więc zgodnie z oczekiwaniami prychnęła:
- Ha, ha. Nieśmieszne!
- Moim zdaniem bardzo. Ktoś z całą pewnością będzie poprawiać sprawdzian i jeszcze dziś rozbierze wszystkie zadania.
- No, Anton!
- Kristina, nie dyskutuj!
Kłócić się nie lubiliśmy, więc siostra ustąpiła.
- Dobra. Ale i tak będę fotografką! — oznajmiła uparcie. - Fotografowie są bardziej wolni i fajniejsi! Cały świat jest dla nich!
Kristinka zerwała się na nogi, chwyciła ze stołu smartfon i, włączywszy aparat, wycelowała go we mnie.
- Antonie, uśmiechnij się! — dźwięcznie rozkazała. – Bez okularów jesteś taki przystojny!
Zamiast uśmiechu przewróciłem się na plecy, założyłem rękę za głowę i pokazałem siostrze język.
- Wow, świetne zdjęcie! Tosiek, dawaj jeszcze!
- Co?!
Zerwawszy się z łóżka jednym skokiem, skręciłem małą w supeł i odebrałem smartfon, ale zapiszczała, więc musiałem puścić i ją, i oddać komórkę.
- Dobra, ciszej! Zabieraj. Ale masz wszystko usunąć! Zrozumiałaś?
- Aha! Jasne! Koniecznie! Jak tylko powiesz, tak wszystko zrobię!
Ze śmiechem podszedłem do okna i odsunąłem tiul. Wyjrzałem na ulicę. W ostatnie dni kwietnia dni stały się wyraźnie dłuższe i cieplejsze, a jednak już zmierzchało. Całkiem niedługo trzeba będzie wyjść do pracy. Związałem włosy na czubku głowy w kucyk, odsłaniając wygolone skronie, i poszedłem do łazienki się ogolić. Kiedy stałem z maszynką przy lustrze, z boku znów błysnęła lampa.
Och, wygląda na to, że tym razem siostra tak łatwo nie porzuci pomysłu, żeby zostać fotografką.
- Kris, przestań. Przeszkadzasz mi.
- A na kim mam się uczyć? Znowu powiesz: „na rybkach i chomikach”? - usłyszałem znajome oburzenie. - Nuda.