SOVABOO

Upolować Kujona!

Ch. 2: Rozdział 2

Rozdział 2

Розділ 2/7 · Сторінка 3 з 421%

- Na koleżankach i kolegach. Skąd mam wiedzieć? Choćby na chłopakach ze szkoły, ale ja nie mam czasu cię zabawiać.

Siostra dziwnie ucichła, ale nie wyszła, więc się odwróciłem.

- Hej, co znowu?

- Nic.

- Kristina, wszystko już omówiliśmy. Żadnych prac domowych nie będę za ciebie robił. Pomóc pomogę. Ale dopiero jutro. Przepraszam, wcześniej się nie da.

- Nie, wcale nie o to mi chodzi.

- A o co?

Siostra przygryzła wargi, nawinęła pasmo włosów na palec i oparła się ramieniem o futrynę. Zaczęła skrobać paznokciem kroplę zastygłej farby.

- Anton, jak myślisz… Tylko powiedz szczerze. Jestem ładna? No, mogę się komuś naprawdę spodobać? Jako kobieta?

- Co?! — ze zdumienia o mało się nie zaciąłem i wypuściłem z ręki maszynkę, ale zaraz złapałem ją w umywalce i opłukałem pod kranem.

Musiałem jeszcze przywyknąć do tego, że moja młodsza siostra zmienia się w dziewczynę, ale na wiadomość, że już uważa się za kobietę, okazałem się niegotowy. Poza tym takie rozmowy wywoływały pewną niezręczność. Powinna porozmawiać z mamą. Rady brata albo zbyt mądrych jak na swój wiek koleżanek raczej tu nie pomogą, ale szkoda, że po pracy matce starczało sił najwyżej na to, żeby wrócić do domu i ugotować kolację.

Odwróciłem się i spojrzałem na Kristinę. Przez ostatni rok wyciągnęła się i zaczęła przypominać bocianiątko. Wszystko w niej było cienkie i długie, jeszcze nieukształtowane, a przez to trochę niezgrabne. Nawet twarz, wydłużywszy się, zachowała jeszcze dziecięcą bezpośredniość i obsypany piegami nos. Ale oczywiście zapowiadała się na bardzo ładną dziewczynę.

Jednak pytanie nie padło bez powodu, więc uniosłem brwi.

- Zakochałaś się w kimś? Dlatego pytasz?

Właśnie tak. Nos w piegach marzycielsko się uniósł.

- No, podoba mi się jeden chłopak. Jest świetnym gamerem i stylowo się ubiera. Tylko jest starszy.

Dopiero teraz moje brwi zbiegły się nad nasadą nosa. Zakręciłem wodę i odłożyłem maszynkę na półkę, rozumiejąc, że myśli skręciły w niezbyt przyjemną stronę.

- Jaki znowu chłopak? I co znaczy „starszy”?! Kristina, gdzie go poznałaś? W sieci?! Dawaj, mów, jak było!

Kto ich tam wie, dzisiejszych nastolatków! W jej wieku na pewno nie oglądałem się za dziewczynami z klasy, a ona już zna wszystkich współczesnych idoli! A jeśli wlazła tam, gdzie włazić niebezpiecznie?

- No przecież nie! — siostra westchnęła. - Chodzi do naszej szkoły, do ósmej klasy.

- Aaa, - z serca spadł mi kamień. Aż dziwne, że przez sekundę zdążyłem pomyśleć diabli wiedzą o czym! Nawet przypomnieć sobie, gdzie jest najbliższy komisariat! A wszystko okazało się proste. Albo na razie proste. – I… co teraz?

Wygląda na to, że ostatnie pytanie ją dotknęło. Mała nadęła policzki, obrażona błysnęła oczami.

- I nic! Pytałam cię o coś innego! Tak trudno odpowiedzieć, czy jestem ładna, czy nie?

- No, jesteś, eee, bardzo sympatyczna. I na pewno będziesz piękna… kiedyś. Za jakieś pięć lat.

- Ciamajda!

- Co?!

Szarpnąłem się do przodu, ale drzwi łazienki zatrzasnęły mi się z hukiem przed nosem. Musiałem je otworzyć i pójść za siostrą do naszej sypialni. I chociaż nie byłem mistrzem dyplomacji, wiedziałem, że kobiece histerie najlepiej gasić w zarodku.

- Hej, Kris, obraziłaś się? No przepraszam. Źle to powiedziałem. Oczywiście, że jesteś ładna, tylko na razie jesteś jeszcze dziewczynką. Do kobiety trzeba dorosnąć.

Kristina siedziała na swoim łóżku z podwiniętymi nogami i patrzyła w okno. Gdy tylko wszedłem, cisnęła we mnie pluszowym misiem, z którym spała od trzeciego roku życia (wytartym i jednookim, ale z ukochaną zabawką nie chciała się rozstawać).

Oczywiście natychmiast go złapałem. W swoich urazach siostra zdecydowanie była kobietą i nie pierwszy raz coś we mnie „przylatywało”.

- Denis jest taką samą ciamajdą jak ty!

- A ja niby dlaczego jestem ciamajdą?

A więc chłopaka ze szkoły nazywają Denis? Trzeba zapamiętać.

- Bo tak! A powiesz, że nie? Masz dwadzieścia lat, Tosiek, a wciąż nie masz dziewczyny!

- Hm. I co z tego?

- To! Przez te swoje teorie nawet nie zauważysz, jak życie przejdzie ci koło nosa! Raz: Anton Morozow był młody. Dwa: został nudnym, starym przegrywem*, o!

No proszę! Nie przestawałem się dziwić, jak szybko i zewsząd siostra zdążyła nałapać slangowych słówek.

- Myślę, że na takie zmartwienia jeszcze za wcześnie, - powiedziałem pojednawczo. – Poza tym nie mam czasu na dziewczynę i doskonale o tym wiesz.

Przypomniałem sobie Ellę, jej zmienne nastroje, których nie potrafiłem zrozumieć, i smutno wypuściłem powietrze.

- Ale chyba jedna mi się podoba…

- Co?! Tylko chyba?! — siostra sapnęła i obrażona wysunęła podbródek. - Wspaniale! Mam starszego brata, ale on nie ma życia osobistego! Nie mam się nawet czym pochwalić przed koleżankami! Brat Karinki spotyka się już z trzecią dziewczyną, a Sasza Lenki Gusiewej jest dopiero w dziesiątej klasie, ale miał już dwie randki! Myślisz, że mnie to nie rusza?

- Mnie nie, - odpowiedziałem szczerze. – Jakoś nie przyszło mi do głowy.

- Wszyscy mają dziewczyny oprócz ciebie! I to jest totalny obciach, rozumiesz!

Sądząc po tonie, oskarżenie zabrzmiało poważnie, a zdumienie przeszło w konsternację.

- Kristina, co za bzdury się z tobą dzieją? — podszedłem bliżej do siostry i położyłem misia na jej pościeli. - Kto to niby „wszyscy”?

- Sasza Gusiew, Harry Styles, Cole Sprouse, a nawet jego brat bliźniak! Wszyscy, wszyscy mają! A ty wcale nie jesteś od nich gorszy!

- Kris, co za głupota. Naprawdę moje życie osobiste obchodzi twoje koleżanki?

 Siostra spuściła głowę, wytarła nos… i nagle z oczu pociekły jej prawdziwe łzy, wielkie i gorzkie.

- Nie chcę, Antonie, żeby się ze mnie śmiali. I z ciebie też! Chcę, żebyś miał dziewczynę, najlepszą ze wszystkich!

Usiadłem na łóżku i przyciągnąłem małą do piersi. Pogładziłem ją po głowie, myśląc, że tylko takiej przykrości można naprawdę żałować w wieku dwunastu lat.

 

Kiedy usiadłem do kolacji, do domu wrócił ojczym. Od lat się z nim nie witaliśmy i nie żegnaliśmy, sam tak mnie nauczył. Wcześniej mnie nie zauważał, a potem podrosłem, przyjąłem tę zasadę i powtórzyłem jego model zachowania. Także teraz wszedł do kuchni i po prostu powiedział:

- Gdzie matka?

- W pracy.

- A ty?

- Do pracy.

- Jest coś na kolację?

Nie zamierzałem mu usługiwać ani pokazywać palcem jak dzikiemu aborygenowi, gdzie w naszym domu ukryto jedzenie, więc tylko wzruszyłem ramionami. Ale na kolację zdecydowanie coś było i leżało na moim talerzu.

- Kristina! — podniósł głos ojczym. – Została zupa? Odgrzej!

- Nie mogę, tato! Nie mam czasu, robię lekcje! — dźwięcznie dobiegło z sypialni. – Mam tróję ze sprawdzianu! Anton powiedział, że trzeba poprawić, bo Anna Władimirowna wezwie cię do szkoły! A ona jest u nas taką nudziarą, tato, że każdego zamęczy!

Ojczym trzymał w ręce dużą torbę z rybą i, obejrzawszy się, opuścił ją do kuchennego zlewu.

- Potem zrobisz te swoje lekcje. A kto rybę oczyści?

- Fuu! Nie znoszę ryb! Sam lubisz, sam czyść!

- Matki ci nie żal?

- A tobie nie żal? Czy rąk nie masz?

Gdybym tu nie siedział, ojczym na pewno nakrzyczałby na córkę, a tak przemilczał. Zasapał, otwierając lodówkę i zerkając w moją stronę. On też w żaden sposób nie mógł przywyknąć do tego, że dorosłem.

Розділ 2 / 7 · Сторінка 3 з 4