Rozdział 6
— Niestety, Mario, jeśli chodzi o umowy w pani firmie, muszę panią rozczarować. Posiadam inne informacje. Jednak teraz interesuje mnie inna kwestia.
— Słucham.
— W tej chwili mamy na rynku ofertę i dostawcę. Dziś rano od klienta przyszedł jeszcze jeden wykaz wyposażenia zgłoszonego do nowego przetargu. W najbliższym czasie będę potrzebował od pani informacji o tym przetargu, a Jelena — pomocy przy sporządzeniu kosztorysu. I tak, Malinkina, proszę pamiętać o konkurencji.
— A…
— Tak się złożyło, że to pani stary projekt. Proszę uznać, że znacznie urósł w skali.
— Ale…
— Projekt zapowiada się kosztownie, więc nie możemy sobie pozwolić, żeby go stracić. Sądzę, że tutaj stosownie będzie przypomnieć pani o premii?
— Chwileczkę. Agregaty pompowe, wirówki? Ale patrzyłam na terminy, ten projekt ciągnie się już cztery miesiące!
— Ciągnął się — poprawił mnie Gordiejew. — Nasz dział przejął go do pracy tydzień temu od pani firmy i teraz próbuję przekonać klienta, że warto mieć z nami do czynienia.
No proszę, ale wiadomość! Wpatrzyłam się w Dimkę zdezorientowana. Okazuje się, że nasz były dyrektor był jeszcze gorszy, niż wszyscy o nim myśleliśmy. I zamiast „sprzedawać” informacje zainteresowanym osobom, sam działał jako pośrednik, zbijając dla siebie nie grosze, tylko prawdziwe kokosy. Tak to wygląda? Tym bardziej że rynek przeczesywaliśmy jak mało kto!
Co za łajdak! Choć raz wypłaciłby ludziom z tych umów normalną premię! No popatrzcie, jak ludzie żyją!
Ręka podniosła się jak u robota. Zachciało mi się udusić byłe szefostwo.
— Mogę zobaczyć wykaz wyposażenia?
— Tak, proszę.
Gordiejew podał mi kartki z wydrukowaną informacją, a ja przysiadłam na kanapie. Zaczęłam czytać.
— Jakoś zimno u ciebie, Dima — kapryśnie odezwała się Lenoczka. — Może włączysz klimatyzację?
— Tutaj jest normalnie, Lena. Cieplej nie można, gwałtowna zmiana temperatury szkodzi rybom.
— No, Di-imoczka!
Wstałam. Koniec końców, listę mogę przeanalizować i na swoim stanowisku, a gruchania gołąbków słuchać nie muszę. Gordiejew szybko coś pisał w dokumentach.
— Dmitriju Aleksandrowiczu, czy to wszystko do mnie? Czy chciał pan jeszcze czegoś? — zapytałam z grzeczności, podchodząc do drzwi. Chciałam opowiedzieć o wszystkim Jurce.
Gordiejew nadal pisał, nie podnosząc głowy.
— Tak, chciałem, Malinkina. Proszę zrobić mi kawę. Podwójne espresso z cukrem. I przynieść tutaj.
Przysięgam, zdążyłam już chwycić za klamkę, zanim do mnie dotarło.
— Co? — osłupiałam. Jakie znowu espresso? Przecież się nie przesłyszałam? — Co ty… pan powiedział? — zapytałam zdumiona.
Dimka podniósł głowę i odłożył długopis na bok.
— Poprosiłem panią, żeby przygotowała mi kawę. Co jest w tym niezrozumiałego?
— Ale…
Brunetka poderwała się z fotela i przesiadła bliżej Gordiejewa. Odwróciwszy się do mnie, zastygłej u progu gabinetu jak oniemiała sowa, uśmiechnęła się sztucznie:
— Właśnie, Mario, co takiego? Przy okazji niech mi pani też zrobi filiżankę, złotko! Tylko proszę uważać z cukrem, nie cierpię słodkiego!
Дякуємо, що обираєте Sovaboo і цінуєте чесну творчість!
Ми будуємо цей простір з любовʼю до книг і повагою до авторів. Ваша підтримка дозволяє авторам писати далі та створювати нові історії для вас.
Щоб продовжити читання, ви можете придбати онлайн-доступ до всіх розділів книги.
* VAT включено у ціну.